piątek, grudnia 30, 2005

No i po świętach.

Szumnie dość w tym roku było. Z powodu uroczystości Dominika. Oczywiście przyjechała też Ola. Była przez tydzień, wyjechała właśnie wczoraj. Przeszło to nawet dość sprawnie. Tylko opóźniony był odlot samolotu z Warszawy. Przyjazd był trudniejszy.
Rozbierają halę w Hydralu na Grabiszyńskiej. Nie mam jednak szczęścia do pogody, by jej szkielet sfotografować. Może teraz w sylwestrowo - noworoczny weekend się uda.
Dzisiaj Andrzej dostał kartkę ze swoją podobizną i zaraz do mnie zadzwonił w tej sprawie. Kawał się więc udał.

środa, grudnia 21, 2005

Co mi tam.

Po wczorajszym przeglądzie postanowiłem zrobić sobie mały prezent. A co mi tam. Nadchodzą święta.

niedziela, grudnia 18, 2005

Wspominki.

Ostatnio niezwykle intensywnie jesteśmy faszerowani wspomnieniami. Tylko, że wspomnienia te nieodmiennie są smutne, przykre i ubarwione chęcią odwetu. Dlaczego? Nie bardzo jestem w stanie to pojąć. Ja też mam wspomnienia, do których często wracam. To już taki przywilej starości. Ale nieodmiennie są one przyjemne. Czyżby coś było ze mną nie tak? Może do psychiatry trzeba się wybrać?

poniedziałek, grudnia 12, 2005

Humorek

Kontynuuję robienie brzydkich zdjęć. Dzisiaj opuszczony domek na Stanisławowskiej. Także dalej poznaję radości, jakie daje Yahoo.
Dominik dzisiaj na spacerku był bardzo krótko. Najwyraźniej nie miał na wędrówki ochoty. Trudno, jego wola. Może jutro bedzie mniej humorzasty.
A jutro podobno ma być ładniejsza pogoda. Może uda się wyprawić na estakadę i powtórzyć, tym razem udanie, zdjęcia z soboty. Tylko muszę wziąć inny aparat.

wtorek, grudnia 06, 2005

Zdjęcia.

Wybrałem kilka zdjęć wykonanych przedwczoraj i wczoraj i zapoczątkowałem nimi coś w rodzaju fotoblogu. Dostałem na razie jeden komentarz, ktorego autor zachęca mnie, bym fotografował coś ładniejszego i ciekawszego. Chyba nie zorientował się, że te zdjęcia z założenia miały być dość paskudne. Wcale nie mam ochoty robić śliczności widokówki. Chcę pokazywać brzydotę, śmietnisko i w ogóle brud, jaki nas otacza. Bez zobaczenia go nigdy nie uporządkujemy otoczenia. A swoją drogą jakie to dziwne, że w takim świecie nie wszyscy są pesymistami (ja w każdym razie jak najbardziej nie). A kiedy jest najlepsza okazja do robienia takich brzydkich zdjęć, jak nie wrocławską późną jesienią i wczesną zimą? Nie ma maskowania ani zielenią liści (już), ani problematyczną zresztą bielą śniegu (jeszcze). Dzisiaj mgła, która zgęstniała przed południem, uniemożliwiła mi kontunuowanie tego zajęcia. A szkoda, mogłem mieć "sensacyjne" zdjęcia. Taki już mój pech. A może to i lepiej, że nie sfotografowałem zdarzenia jednak dość nietypowego.
Wieczorem zamieniłem kilka zdań na GG z Kasią S. Było mi bardzo miło. Jest w Anglii i pracuje pakując staniki. Przy takiej pracy mężczyzna mógłby zostać fetyszystą.

niedziela, grudnia 04, 2005

Chyba wiem.

Przez prawie pół roku obserwowałem, jak wzdłuż biegnącego za działkami odcinka Jordanowskiej ciągnięto grubą rurę. Myślałem, że to będzie odprowadzenie ścieków z rejonu tzw. Trasy Przemysłowej. Dzisiaj się zastanowiłem i chyba wiem: rurą tą zapewne puszczono Oporówkę. Teraz biegnie ona stale w rurach i nie uchodzi już do Kasiny obok torów kolejowych niedaleko stacji Wrocław Zachodni lecz do Ślęzy w miejscu, gdzie do wałów dochodzi ul. Turystyczna. Przy okazji likwidacji uległ strumyk, który miał źródło obok zakrętu Jordanowskiej i wpadał do Oporówki.
To na razie są tylko moje przypuszczenia. Któregoś dnia, gdy nie będę spacerował z Dominikiem i będzie mróz (by nie taplać się w błocie), pójdę na spacerek w tamtą stronę i sprawdzę.

sobota, grudnia 03, 2005

Brzydkie obrazki.


Mimo średniej pogody wybrałem się na teren dawnej rzeźni. Pamietam trochę, jak wyglądała, kiedy jeszcze działała. To ogromny skandal, że ją wyburzono podobnie, jak cukrownię na Klecinie. To były obiekty zabytkowe, konserwatorzy protestowali i co? I nic. Typy odpowiedzialne za takie wyczyny powinny siedzieć w kryminale, a nie w parlamencie. Przy okazji mamy dowód, że można ukończyć wyższe studia (podobno nawet niektórzy humanistyczne) i pozostać burakiem.

środa, listopada 30, 2005

Ależ ten czas gna!

Już koniec listopada. Nawet nie zauważyłem, jak minęła jesień. No, prawie.
Ostatnio zabawiam się sprawdzaniem nowych możliwości, jakie daje konkurencja, to znaczy Yahoo. Na to konto nieco się rozdwoiłem. Może jeszcze bardziej się zwielokrotnię?
A teraz po połączonych przyjemnie spacerach z równą przyjemnością słucham Dio. Jak zawsze ulubionego.

poniedziałek, listopada 28, 2005

I tak już ma być?

Czesław Niemen, Janusz Popławski, Mira Kubasińska, George Best, Barbara Szlachetka, Marek Perepeczko,...
Dzisiejszy Dilbert (zamieszczam poniżej) trafem ma w moim odczuciu związek z dzisiejszą wyprawą Magdy i załatwianiem przez nią sprawy Dominika.

piątek, listopada 25, 2005

Pani Basia nie żyje.

Wczoraj zmarła Barbara Szlachetka, supermaratonka z Jelcza - Laskowic. Ogromna szkoda. Jej postawa dodawała sił. Właśnie wczoraj rozmawialiśmy o niej z Andrzejem.

Samba.

Świebodzin ma się upodobnić do Rio de Janeiro. Mam nadzieję, że powstaną w nim też szkoły samby, bo miałbym okazję pójść w ślady Richarda Feynmana i wstąpić do którejś z nich a później wziąć udział w karnawałowej paradzie. Kiedy wyznałem to Jackowi Ku., zamilkł (na piśmie). Może nie wierzy, a może szuka takiej szkoły.

czwartek, listopada 17, 2005

Ajajaj!!!

Dałem sobie dzisiaj nauczkę. Jechałem do centrum miasta, co ostatnio bardzo nieczęsto mi się zdarza. Wcześniej myślałem by wziąć ze sobą w kieszeń aparat fotograficzny. Coś małego, jakąś tajną broń. Ale ostatecznie rozmyśliłem się, nie wziąłem. I kiedy czekałem na powrotny tramwaj, zobaczyłem coś wartego utrwalenia: pod dużym napisem o treści "Pieniądze czekają" reklamującym chyba AIGO siedziała stara żebraczka. Gdybym miał aparat, byłoby chyba zdjęcie miesiąca. Będę musiał przejechać się tam jeszcze któregoś dnia. Może znowu będzie. Wydaje mi się, że jest tam stałą rezydentką.
W TP3 był program poświęcony kinu. Wystąpił w nim trzynastoletni chłopiec, który zapytany, czy chodzi do kina odpowiedział: "Tak, chodzę. Byłem dwa razy we Wrocławiu i raz w Nowej Rudzie". Czyli był w kinie trzy razy w swym trzynastoletnim życiu. Przypomina mi się, ileż to razy ja jako dziecko byłem w kinie. Wtedy było to możliwe nawet w niewielkim miasteczku, jakim był Żarów. Nie trzeba było wypraw do odległych miast. A nawet w obecnych czasach dzieci z Wrocławia często chodzą do "Korony", "Heliosa",..., a dzieci z dalszych miejscowości kino mogą sobie zobaczyć ... w telewizji.

poniedziałek, listopada 14, 2005

Gwizd

Dzisiaj w TP1 kolejny raz jest projekcja "Mostu na rzece Kwai". Nie oglądam, widzialem już kilkakrotnie. Zawsze, gdy pomyślę o tym filmie, przypomina mi się gwizdana melodia z jego ścieżki dźwiękowej. Kiedy byłem dzieckiem, w ciepłej porze roku idąc ulicą stale słyszało się tę melodię z otwartych okien mieszkań. W prawie każdym było włączone radio na ten ważniejszy, pierwszy program PR. I w niedzielne przedpołudnia zawsze tę melodię w nim odgrywano.
Bardzo akuratny jest dzisiejszy odcinek Dilberta. Zaraz prześlę do Magdzie i Przemkowi.

niedziela, listopada 06, 2005

A jednak nie :D

Tak wyszło zabawnie, że jednak nie będzie ani czterolecia (chyba) ani pięciolatki (to pewne) gumy balonowej. Czym martwią się niektórzy członkowie mojej rodziny. Zanosi się za to na coś w rodzaju nienajlepszego kabaretu. Dość prostego i przez to przewidywalnego. Może nie będzie bardzo zabawnie ale przynajmniej od czasu do czasu będzie można się pośmiać, jeśli tylko będzie można patrzeć na wydarzenia z odpowiedniego dystansu.

niedziela, października 30, 2005

Kina z głowy.

Skończyłem "Kina". Jak sądzę, za jakiś czas wpadnie mi do głowy pomysł na następną robótkę. Nie mam zamiaru jakoś szczególnie wysilać się wymyślaniem, co to będzie, bo może być niewydarzona głupota. Na razie pewnie będę kontynuował "Spacery", np. spacer kolejny - z Dominikiem.
O, własnie pomyślałem, że możnaby zrobić wspólnie z Andrzejem przynajmniej częściową dokumentację prac Jacka. Pewnie pożegna się za jakiś czas ze światem w jakimś przytułku czy w równie smętnym miejscu i nikt nie będzie już wiedział, jaki to talent.

piątek, października 28, 2005

Byłem i wróciłem.

Znowu byłem na Dzikich Polach, co oczywiście ma oznaczać, że pojechałem do Jarosławia. Od czwartku do czwartku, z Pradziadkiem. W piątek na życzenie Klaudyny przejechałem się do Przemyśla. Trochę pochodziliśmy sobie najpierw w trójkę (z Pawłem), później już tylko we dwoje. W środę byliśmy na dłuższym spacerze we troje w Jarosławiu. Przy okazji dowiedziałem się, że w międzyczasie wpadła na jeden dzień Karolina. Załatwia dla Klaudyny zaświadczenie. Paweł dał mi jej numer telefonu i w czwartek, już z Wrocławia, sobie z nią poesemesowałem.
Doszedłem do wniosku, że trzeba wykorzystać swoje obecne możliwości i w przyszłym roku pojechać do Jarosławia w czerwcu, kiedy dni są najdłuższe, a upały jeszcze niezbyt dokuczają. Będzie wtedy można wybrać się na dłuższe oglądanie Przemyśla czy Przeworska albo Łańcuta. Albo nawet Dynowa. Kiedy zmierzch zapada szybko, jak w listopadzie czy też końcu października, pozostaje właściwie jedynie odsiadka przed telewizorem albo lektura. Akurat tym razem było ciekawie. W telewizji PO-PiS-owy serial o nowym znaczeniu słowa "przyjaciel". A do czytania miałem "Dziennik więzienny" Archera, trzy tomy, kto wie czy nie trochę a propos.
Dzisiaj zadzwoniła Ola i prosiła, by powiedzieć Kasi, że nie chce jej się pisać maili i kiedy nie ma od niej wiadomości, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Trochę to rozumowanie jest na bakier z logiką ale skądś je znam.
Ponieważ Klaudyna wypomina mi opis "Na Dzikich Polach", dla jej usatysfakcjonowania na kilka dni zapisałem "Na Dzikim Zachodzie. Wróciłem."

niedziela, października 09, 2005

Guma balonowa?!

No to chyba czeka nas pięciolatka gumy balonowej. Takiej paskudnej, z zasadami. Za dwa tygodnie się ostatecznie okaże.
Wczoraj byliśmy z Kasią pooglądać Adrszpaskie Skały. Piękna rzecz. Wspaniale, że można takie widoki podziwiać obecnie bez większych trudności i za malutką kaskę. A swoją drogą, jak te Czechy funkcjonują. Tanie piwo, tania wódka, tanie żarcie i jeszcze na dokładkę pociągi jeżdżą. A im się opłaca. Niesłychane!!!

Dzisiaj pierwszy raz na Oporów przyjechał, a raczej został przywieziony Dominik. I zrobiliśmy z nim mały spacerek po wsi.

sobota, października 01, 2005

Wrzut na luz.

Wyglada mi na to, że w najbliższym czasie, a może i nawet nie tylko w najbliższym, nie będę miał żadnych obowiazków poza rodzinnymi i osobistymi (znaczy, wobec samego siebie). Może to i dobrze. Jakoś tak mi miło robić to i tylko to, na co sam mam ochotę. A mam między innymi na zaliczenie wieży i mostu. Trzeba poigrać ze swoim lękiem wysokości. No i dalej pofotografować. Tym bardziej, że nieco rozrasta się mój arsenał tajnej broni. Jak się rozkręcę, mam nadzieję, że dojdę do dawnej, sprzed lat (a nawet dziesięcioleci) formy.
Przedwczoraj skończyła się emisja "Przystanku Alaska". Przed laty, gdy pierwszy raz go pokazywano, nie oglądałem. Teraz zacząłem oglądać i nagrywać dla Oli i spodobało mi się. Coś w tym jest. Mam 28 kaset, będzie do czego wracać.

poniedziałek, września 19, 2005

I po zjeździe.

Wczoraj i przedwczoraj byłem w Świdnicy. Trochę się tego wyjazdu obawiałem. Nie wiedziałem, co zobaczę i jak sam zostanę zobaczony. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Było niezwykle miło. Tak, jakby człowiek odmłodniał o te kilkadziesiąt lat. I to mimo tego, że nie byłem na nocnym balu, a jedynie na części przed- i popołudniowej w sobotę oraz imprezie plenerowej w niedzielę. W sobotę wracałem do Wrocławia, byśmy wszyscy, Kasia, Dziadek i ja, mogli pożegnać się z Magdą, która w niedzielę po południu szła do szpitala rodzić.
Na zjeździe porobiłem trochę zdjęć. Zamieszczę, gdzie trzeba, chyba jeszcze w tym tygodniu.
Ciekawostka: jestem czymś w rodzaju maskotki klasy, która skończyła szkołę jakoś tak pod koniec lat siedemdziesiątych. Na każdym zjeździe fotografują się ze mną.
Z zadowolenia z wydarzeń ostatnich dni wysłałem mail do szkoły dziękując za miłe wrażenia oraz jednocześnie chwaląc się pojawieniem się Dominika.

Dominik

Jest Dominik. Ma 4,1 kg. Wdał się więc raczej pod tym względem we mnie, a nie w Jacka, który jest nieco drobniejszy (by nie powiedzieć, że przy mnie to szczypiorek). Nie ma wąsów (Dominik), za to jest kędzierzawy podobno.

sobota, września 10, 2005

Miło było.

Ale grzeje! Przejechałem się dzisiaj do Parku Południowego. Popatrzyłem, jak ludzie biegają w IV etapie OMW. Ale przede wszystkim miałem okazję, by pogadać z Wojtkiem P. i Przemkiem P.

wtorek, września 06, 2005

Wspominki.

Zgrywam sobie kolejne zdjęcia sprzed lat. Bardzo miło mi się przy tej pracy wspomina. Zwłaszcza osoby, ktore szczególnie często przewijają mi się przed oczami, moje ulubione towarzystwo wspólnych wędrówek: Magda G., Ola G., Sabinka, Kasia, Łukasz.

Do roboty!

Wziąłem się do zaplanowanej roboty - zgrywania zdjęć. Zacząłem od żółtego szlaku, bo to zamknięta całość. Niestety, chwilami zawodzi mnie pamięć do imion i nazwisk, oczywiście. Na szczęście zawsze mogę spróbować skorzystać z uprzejmości Wojtka. Jest młodszy i ciągle tkwi w tamtym środowisku, a ja wyszedłem z niego przed jedenastu laty.
Zjazd w Świdnicy coraz bliżej. Popatrzyłem wczoraj na listę zgłoszonych. Trochę osób przybyło, w tym znajomych. Zgłosiła się też Gosia, bez męża. Dlaczego bez? Czyżby coś złego?

sobota, sierpnia 27, 2005

No to sobie pojeździłem.

Wreszcie spiąłem się i zrobiłem rundkę: Pracze Widawskie, Raków, Oleśniczka, Czernica, Wojnowice, Kotowice. W ten sposób skończyłem ze zbieraniem zdjęć z żółtego szlaku. Czas coś z nimi zrobić. Pewnie zacznę w przyszłym tygodniu albo może już jutro. W Rakowie nie zastałem słynnego buka, padł przed kilku laty. Za to znalazłem cypryśnik. Też pięknie.
A w Oleśniczce bezbłędnie rozpoznałem miejsce naszego wypoczynku na skraju lasu 13 lat temu. W tym jestem dobry.

Dowcip roku.

Komentarz chyba jest zbyteczny.

piątek, sierpnia 26, 2005

No i d...

Jednak będzie się pajacem pięciolatki. I marne to pocieszenie, że ten zaszczytny tytuł przysługiwać będzie wszystkim.

czwartek, sierpnia 25, 2005

Chyba coś zrobię.

Powolutku dochodzę do decyzji zagospodarowania zdjęć, jakie robiłem przed kilkunastu laty na żółtym szlaku dookoła Wrocławia. Brakuje mi jeszcze pięciu fotek z tych, które sobie zaplanowałem zrobić: jednej z Pracz Widawskich, dwu z Rakowa, jednej z Oleśniczki i jednej z Czernicy. Może w najbliższą sobotę wyrwę, by je zrobić. Nie zdecydowałem się też jeszcze, gdzie te zdjęcia zamieszczę. Może nawet nie będzie to w jednym miejscu. Się pożyje, się zobaczy.

piątek, sierpnia 12, 2005

No i fajnie jest.

W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ukradziono krzyż pokutny z Kulina i ustawiono go na jednym z grobów na Cmentarzu Grabiszyńskim. Pisała wtedy o tym prasa. I nic.
Później krzyż uszkodzono przez wywiercenie otworów i przymocowanie tabliczki. I nic.
Wreszcie po latach mniej więcej dziesięciu sprawę ruszono. Zapadł nawet wyrok sądowy. Podobno krzyż ma być przekazany do muzeum w Środzie Śląskiej. Znowu pisała o tym prasa. Konkretnie "Gazeta Wrocławska Słowo Polskie". I co? Wczoraj będąc na spacerze zaszedłem na pole 15A, patrzę, a krzyż stoi, jak stał. Mimo, że wyrok wydano już dość dawno. A więc nadal "i nic". Zresztą dziwnie byłem spokojny, że tak będzie. Bo u nas można spokojniutko olewać prawo, także i sądowe wyroki. Dowód poniżej.

Krzyż z Kulina

niedziela, sierpnia 07, 2005

Szansa.

Jest szansa, by nie spełniła się przepowiednia, którą zapisałem 2 posty wstecz.
Trzeba pomóc.

sobota, sierpnia 06, 2005

Szklarska...

Za 12 dni jadę do Szklarskiej. Z Andrzejem G. I przez cztery dni będziemy razem pracować. Ciekawe doświadczenie po latach. Interesujące, czy osoba, która tak zadecydowała, pamiętała, że kiedyś udawało nam się to dość bezkonfliktowo.

Już wkrótce.

Nieuchronnie zbliża się wrzesień a za nim październik, miesiące, w których wszyscy zasłużymy na tytuł nie tylko "pajaca miesiąca" ale "pajaca czterolecia" oraz "pajaca pięciolatki". Czegokolwiek się nie zrobi, będzie to wbrew własnym interesom. Jeżeli nie zrobi się niczego, to też!

sobota, lipca 30, 2005

Zdjęcia zjazdowe.

Wymiana maili z Jurkiem zdopingowała mnie: zeskanowałem zdjęcia ze zjazdu w 2000 r. i zmajstrowałem dla nich specjalny kącik. Jeżeli nic nie stanie w ostatniej chwili na przeszkodzie, dołączę fotki, jakie postaram się zrobić w tym roku.

czwartek, lipca 21, 2005

Ale niespodzianka!!!

Wczoraj dostałem mail od Jurka. Szok prawdziwy. Ostatni raz widzieliśmy się przeszło 25 lat temu. Wtedy wyjeżdżał na stałe z kraju. Nigdy nie korespondowaliśmy. Tylko od czasu do czasu, przeważnie z okazji zjazdów koleżeńskich, mówiło się, że może mógłby przyjechać. Ale nigdy nie przyjechał, pewnie nie mógł. I tu taka niespodzianka. Ma pojawić się w Polsce we wrześniu. Wtedy powinniśmy się spotkać. Tylko żeby nie popełnić takiej samej gafy, jak pięć lat temu ze Staszkiem. Może przedtem wymienić się zdjęciami? Chyba mu to zaproponuję.
A swoją drogą napisał do mnie na adres, którego prawie nie używam. Ciekawe, skąd go wziął (od Janusza? ze szkoły?).

czwartek, lipca 14, 2005

Różności.

Ola wczoraj była ostatni dzień w pracy. Dzisiaj jedzie do Belgii, a jutro ma 3 rozmowy. Może coś z tego wyjdzie. Wczoraj miała propozycję do Irlandii ale nie skorzystała.
Klaudyna dziś zawozi papiery do Przemyśla, bo Lublin nie wyszedł. Szkoda ale też konkurencja była wielka.
Wczoraj wpadłem na pomysł, którym podzieliłem się z Magdą. Jak wypali, to chyba popadnę w piwny alkoholizm.

niedziela, lipca 10, 2005

Telefon.

Dzisiaj z Londynu zadzwoniła Aneta. Jeśli nie przesadziła, to trudny charakter uratować ją mógł przed nieszczęściem. Ścięła się z szefową i nie poszła do pracy, została w domu i skutki zamachu ją ominęły.

sobota, lipca 09, 2005

To było piękne!!!

Akcja ukrycia ałutka udała się lepiej, niż oczekiwałem.
Dzisiaj było co pooglądać w tv. Wreszcie, na koniec znalazł się ktoś, kto odważył się właściwie potraktować nadętych zarozumialców, końcówkę z 11 wspaniałych (o jakości na ogół takiej, jak każda końcówka). Cóż za wspaniały wyraz tępoty widniał na niektórych twarzyczkach, warto byłoby mieć zdjęcia.
Wieczorem ominęła nas powtórka z rozrywki (z 30 V). Zanosiło się na niezłą burzę, nawet odwołałem przyjazd Magdy i Przemka i poczyniłem odpowiednie przygotowania do stawienia czoła żywiołowi, a tu rozeszło się po kościach. I bardzo dobrze.
A nieco wcześniej pojawili się elektrycy i jeden od razu mi podpadł: zmienił Magdzie imię na Małgorzata. Od razu zjeżyłem się na wspomnienie podrobionych umów. Ostrzegłem gościa, że takie pomyłki mogą skończyć się dla niego niemile.
Przedwczoraj, po wydarzeniach w Londynie oczywiście trochę niepokoiliśmy się o Olę (ja dodatkowo nieco o Łukasza). Ale na szczęście Ola odezwała się do nas. Zresztą ona mieszka i pracuje 30 mil od Londynu i byłby to wyjątkowo niezwykły przypadek, by zamiast być w pracy, przyjechała do centrum.

środa, lipca 06, 2005

Pierwszy dzień wolności.

No to nadeszła upragniona wolność. Od razu odzyskałem pomysły: schowałem firmowe autko (czyli ałutko). Ciekawe, jaka będzie jutro reakcja.
A teraz słucham sobie "Made in Japan" i jest mi błogo.

poniedziałek, czerwca 27, 2005

Jest wyrok!

Dzisiaj ogłoszono wyniki nowej matury. Odsiew był większy, niż na starych maturach ostatnimi laty. A w liceach profilowanych to już prawdziwa rzeź. Zresztą tego należało oczekiwać. Pamiętam, jak ostrzegaliśmy kandydatów te trzy lata temu podczas rekrutacji. Teraz uczelnie wyższe będą miały ciężki czas. Oj, będzie walka o nabór.
Klaudyna zdała i startuje na studia do Lublina, a w rezerwie będzie mieć Przemyśl. Karolina jest już po sesji: większość piątek, reszta czwórki. W ogóle po kim te dziewczyny są takie mądre. Wiem, po kim nie są!
Jutro zaczyna się u nas akcja "Wielka Dziura", ciężki czas dla Leona, załogi AR Gemini i mnie przy okazji też. Musiałem już zmienić plany - przenieść zbieranie kolejnych kin z wtorku na środę albo nawet i jeszcze później. Właściwie nigdzie mi się z tym nie spieszy.

wtorek, czerwca 21, 2005

Zbieranie kin trwa.

Coraz więcej mam zdjęć byłych i obecnych kin. A co ważne, zebrałem już wszystkie najodleglejsze, do których trudno dojechać. Jeśli utrzymam to tempo, wkrótce trzeba będzie myśleć nad czymś nowym. Ale znajdzie się, znajdzie. Są przecież jeszcze spacery.
Szkoła w Małkowicach szuka kogoś do matematyki na miejsce Kaśki. Poinformowałem o tym p. Agnieszkę, może ktoś z jej znajomych będzie mieć ochotę. Ja w to nie wejdę, za bardzo rozsmakowałem się już w wolności. Albo w innej działalności, jak kto woli.

środa, czerwca 08, 2005

Jak pies z kotem.

Leon ma nowego kolegę! Wróciłem z miasta, patrzę, a tu pod świerkiem w ogrodzie siedzi kot. A Leon sobie po ogrodzie chodzi, trawę przegryza, kota nie goni. Kiedy się później zbliżyłem, podszedł i obwąchiwał tego kota, przyjaźnie kiwając ogonem. A Magda i Przemek boją się o Sparky'ego.

poniedziałek, czerwca 06, 2005

Była burza.

Tydzień temu, w poniedziałek, trochę popadało, trochę pogrzmiało ale za to nieźle powiało. Oj, narobiło się szkód. I tak mieliśmy szczęście, że na Oporowie wiało głównie z południa, po osi mojej uliczki. W każdym chyba obejściu położyło jakieś drzewo. Ale te padały obok domów, więc domom się prawie udało. Tu i ówdzie poleciały co prawda gąsiory czy dachówki ale to tylko poderwane wiatrem. W jednym z domów na Harcerskiej o dach oparła się brzoza, szkody jednak wyrządziła małe. W parku bliżej nas też wielkich strat nie ma. Ot, kilka drzew obok kwatery włoskiej, a w głębi nieco gałęzi i pojedyncze drzewa. Gorzej wygląda park przy skrzyżowaniu Grabiszyńskiej i starej Przodowników. Dla nas jedyną dolegliwością był kilkudniowy brak prądu. Za to na Klecinie padające drzewo skasowało tramwaj. Szkoda, że nie byłem tam i nie cyknąłem zdjęć. Ogólnie dla porawy humoru można powtórzyć za Zorbą: "To była piękna katastrofa".
Trochę w następne dni pofotografowałem i na stronkę.
Wziąłem się też za inne zajęcie - kina. Myślę, że pomalutku zrobię wszystkie. A przynajmniej miejsca, gdzie były. Coś trzeba robić z wolnym czasem. Gdzie to ja czytałem o więźniu, który opiekował się pająkiem? Zapytam Olę, może też czytała i pamięta.

środa, maja 25, 2005

Mam nowy zwyczaj.

Ostatnio prawie za każdym razem wychodząc z domu mam przy sobie aparat fotograficzny. Czasem nie zrobię żadnego zdjęcia, czasem jedno albo dwa, a czasem i dwadzieścia. Może coś w miarę rozsądnego z tego wyjdzie.

środa, maja 18, 2005

Genesis

No to niemiecki z głowy. Jutro Klaudyna walczy z wosem i po maturze. Dzielna dziewczyna, trochę zdrowia ją to kosztowało. W ogóle wspaniałe są te moje obydwie bratanice. Jestem pełen uznania. Wczoraj przyjechała ich mama, przywitała się z córką podobno niezbyt miło. No cóż, dzieci na szczęście nie zawsze wdają się w rodziców (jak A. Ż. w swego tatę też się nie wdała, co mu blisko 20 lat temu wypomniałem).
Wczoraj poszedłem na "Genesis", trzecie po "Mikrokosmosie" i "Makrokosmosie" dzieło tych samych autorów. Na mój gust najmniej nowatorskie. Po prostu niezły film z bardzo ładnymi zdjęciami. Pojawiła się w nim postać starego Murzyna - narratora. Podłożono polski tekst, mówiony przez Pieczkę. Trochę dziwnie brzmiało zestawienie charakterystycznego głosu Pieczki i postaci Murzyna ale nie było to w jakiś sposób niemiłe. Może dlatego, że lubię Pieczkę? Tym razem nie było efektów komputerowych, którymi okropnie przedobrzono w "Makrokosmosie". Po prostu klasyczne efekty kinowe: mikrofotografia i zdjęcia poklatkowe. I wyszło bardzo ładnie, choć wcale nie nowatorsko. W sumie warto było pójść.
Ostatnio zacząłem dość często chodzić do kina. Najczęściej na seanse przedpołudniowe albo wczesnopopołudniowe. Po prostu na seanse dla emerytów i wagarowiczów. To widać po składzie widowni.
Odezwała się ponownie p. A. w sprawie wycieczki z jej klasą. Chętnie pojechałbym ale po zastanowieniu jednak odmówiłem. Po pierwsze, co jej napisałem w odpowiedzi, jestem ostatnio nieetatowym kierowcą Magdy i dwa kolejne dni nieobecności w świątecznym tygodniu mogłyby być problemem. Po drugie, o czym już nie pisałem, obawiałem się, że obecność moja, obcego człowieka, mogłaby wywoływać jakieś niemiłe dla p. A. komentarze.
No, na dzisiaj wystarczy, bo w planie spacer z psem Magdy.

czwartek, maja 12, 2005

Próba trwa.

Tydzień temu Klaudyna miała pisemny polski. Zadowolona. A dzisiaj czeka ją historia. Wiedzę to ona ma. Może być tylko kłopot z samopoczuciem, na które ostatnio narzekała. Ma wziąć prochy i pisać. Może zdzierży.
Dzisiaj przyszła wiadomość o kolejnym przyspieszeniu szkolenia 27 V.

wtorek, kwietnia 26, 2005

Cicho, cichuteńko.

Od dłuższego czasu nikt nic ode mnie nie chce. Aż mi dziwnie. Z tej dziwności nawet uruchomiłem po pięciu miesiącach mój mały czołg. I to bez najmniejszych kłopotów. I to też było dziwne.

Pozoranci.

Byłem wczoraj kupić dla Oli słownik do nauki niderlandzkiego. Wreszcie wzięła się za naukę języków. A jeszcze tak niedawno poza angielski nie chciała wyjść.
Skorzystałem z okazji i zrobiłem sobie spacerek przez Stare i Nowe Miasto. Szczególnym celem było Wzgórze Polskie, bo bardzo dawno tam nie byłem. Wstyd!!! Obraz zaniedbania, śmietnik. Szkoda, bo może to być miejsce śliczne, pełne uroku i ze znakomitym widokiem na Ostrów Tumski. Widok jest, tylko nie można patrzeć pod nogi ani tym bardziej odwracać się. Ładna wizytówka miasta i jego władz. Pozorantów, co to albo fontannę za ciężką kasę (nie swoją!) fundują, która pasuje do otoczenia jak pięść do nosa, albo o łuku triumfalnym myślą. Łuk triumfalny na śmietniku przy dziurawych drogach. A jak kochają pajacować przed kamerami telewizyjnymi. Tylko pożytecznej pracy wykonywać nie ma komu.

sobota, kwietnia 23, 2005

A czas sobie płynie.

Cytowanie Grześkowiaka podziałało. Ola sobie o mnie przypomniała.
Wczoraj Klaudyna zdała ustną maturę z niemieckiego z takim samym wynikiem, jak polski.
Wczoraj też Kasia pożegnała się ze swoją klasą. To już była jej ostatnia. Zapytałem: "Jak Ci?" Odpowiedziała, że dobrze, że ulżyło. Pewnie za jakiś czas, gdy sobie uświadomi, że minął kolejny, ważny etap życia, to trochę będzie jej nieswojo.

wtorek, kwietnia 19, 2005

Zaczęło się.

Dzisiaj Klaudyna zaczęła zdawać maturę. Na początek wewnętrzny (ustny) polski. Wynik 14/20 całkiem niezły ale jej nie usatysfakcjonował. Chciała więcej ale zawiodły nerwy. To dla niej pierwszy tak poważny sprawdzian. A ja spędziłem dzień przy komputerze na rozmowach z nią po zdawaniu a przed ogłoszeniem wyników. Tak więc, mimo ładnej pogody (synoptykom ciągle się nie udają prognozy) nigdzie nie poszedłem ani nie pojechałem. Za to po południu skosiłem trawniki. Po ubiegłorocznych pracach budowlanych trzeba czasu, by doprowadzić je do jakiego takiego porządku.

poniedziałek, kwietnia 18, 2005

Spacerek rowerowy.

Korzystając z nietrafności przepowiedni meteorologicznych wybrałem się na rowerowy spacer do największego wrocławskiego krzyża pokutnego.

Image Hosted by ImageShack.us

Stoi sobie między Żernikami i Złotnikami. Aż dziw, że jeszcze go nikt nie ukradł (oczywiście myślę teraz o krzyżu kulińskim).

Image Hosted by ImageShack.us

Tylko wokół jakieś ludzkie wieprze zrobiły okropne śmietnisko. Przepraszam prawdziwe wieprze, szlachetne zwierzęta.
W drodze powrotnej zatrzymałem się na Żernikach, a później w Parku Strachowickim. Na wszystkich przystankach robiłem zdjęcia. Są już na Yahoo, w jednym z moich albumów.

sobota, kwietnia 16, 2005

Pierwszy raz w parku.

Skorzystałem, że przez prawie dwa tygodnie nie miałem żadnych pilnych zajęć i wybrałem się do Jarosławia (czyli na "Dzikie Pola" albo na "Daleki Wschód" w moim języku). Bardzo było przyjemnie. Po raz pierwszy jechałem tam przez Kluczbork. Zawsze to nowość. Tyle, że od Kluczborka do Katowic pociąg wlókł się, jak żółw bez dopingu. Czas w Jarosławiu wykorzystałem, jak lubię. Dużo spacerów, przeważnie z Klaudyną. Trochę zdjęć. Widziałem się z Wieśką, Irkiem i Bartkiem. Oczywiście też z Jackiem. I to kilkakrotnie. To niesłychanie zdolny i pracowity człowiek ten mój młodszy brat ale bardzo niezaradny. Szkoda, bo żyje dość jednak nędznie. Uśmialiśmy się potężnie, jak Klaudynie pies zjadł komórkę. Trzylatek, a jeszcze takie ma pomysły! Wracałem tradycyjnie, przez Strzelce Opolskie. Miła niespodzianka: Kaśka zaproponowała, że po mnie wyjedzie na stację.
A w domu juz czekały nowe sprawy oprócz zaplanowanych. Przyszedł harmonogram prac związanych z maturą. Dobrze, że nie mam żadnej kolizji terminów. Byłem na uczelni: rachunki, zaległy protokoł indywidualny, próba wyjaśnienia przypadków osób, które pisały (i podpisały!) kolokwium w grupie, do której zgodnie z listą nie przynależą. Hobbyści czy co? Później przerwa, podczas której mogłem posiedzieć sobie na ławeczce w parku, pierwszy raz w tym roku. Stąd i tytuł tej notki. A w końcu dnia konsultacje.
Jutro sędziuję na swoich pierwszych w tym sezonie zawodach. Kiedy byłem w Jarosławiu, Sławek, trener - koordynator, ścigał mnie, by dowiedzieć się, czy będę startował, czy mnie zgłosić. W tym roku ze startami będę chyba musiał dać sobie spokój. Zmniejszenie ruchliwości jesienią i w zimie spowodowało, że masa mi wzrosła i zawieszenie nie bardzo wytrzymuje.
No właśnie, czas najwyższy pojechać na przegląd z moim małym czołgiem. Od grudnia nie jest zarejestrowany.

środa, marca 30, 2005

O, rok mi minął!

Niepostrzeżenie minął rok mojego w miarę stałego wpisywania się tutaj. I nie uczciłem tego! Wstyd!!!

Nowe numery.

Że też ci młodzi ludzie muszą tak często zmieniać numery telefonów. Dopiero zmieniałem z komunikatorach i bramkach numer Klaudyny (czego się nie robi dla kochanej bratanicy?), a tu trzeba przepisywać na nowo numer Eli (czegóż się nie robi dla kochanej Elci?).
Wszystko wskazuje na to, że we wtorek wyruszę na "Daleki Wschód". I dla odmiany pojadę przez Kluczbork. Zawsze to jakaś odmiana.

sobota, marca 19, 2005

Szukam czasu.

Wydawać się może, że emeryt ma mnóstwo wolnego czasu. A jednak chyba nie. Tak mam rozplanowane rozmaite zajęcia, że nie mam kiedy pojechać do Jarosławia. A wypadałoby. Klaudyna się dopomina, a że jest właściwie sama i matura za pasem, to uważam, że powinienem pojechać. Ostatnio dołączył się do zapraszania mnie jej chłopak, Paweł. Nawet zaprosił mnie na swój koncert. Muszę się sprężyć i pojechać zaraz po 3 IV. Przynajmniej na 3 - 4 dni.
Na poniższym zdjęciu Klaudyna i Paweł na jej studniówce.

Image Hosted by ImageShack.us

niedziela, marca 06, 2005

Piosenka o staruszku.

STARUSZEK DO WSZYSTKIEGO

Staruszek do wszystkiego
Jest niezawodny w skutkach,
Staruszek do wszystkiego:
Do domu i ogródka,
Na zimę i na lato,
Do miasta i na wieś,
Staruszek za opłatą
Korzyści może nieść.
Staruszek czar,
Staruszek sznyt,
Staruszek dar
I szczyt.
Staruszek sen,
Staruszek port,
Staruszek tlen
I tort.
Oszczędzaj więc na niego,
Do niego szczerze dąż,
Staruszek do wszystkiego
Opatrznościowy mąż.

Ożenek lub zamęście
To ryzykowna dróżka,
Dlatego znajdziesz szczęście
Najłatwiej u staruszka.
W Rumparii księdze trzeciej
Powiada dobra wróżka,
Że nieraz zamiast dzieci
Jest dobrze mieć staruszka,
Jeśli staruszek ów
Jest czysty oraz zdrów.
Staruszek do wszystkiego
To niecodzienna gratka:
Do odgarniania śniegu,
Do podlewania kwiatka,
Do zupy nastawienia,
Do zabawiania pań,
Do wyfroterowania
I do wymiany zdań.
Staruszek czyn,
Staruszek zysk,
Staruszek klin
I błysk.
Staruszek brat,
Staruszek dłoń,
Staruszek kwiat
I woń.
On da ci, czego nie da
Z kimkolwiek innym traf,
Więc zastaw coś lub sprzedaj
Staruszka sobie spraw!

To oczywiście tekst Jeremiego Przybory, a nie mój. Bardzo mi się podoba.

piątek, marca 04, 2005

Kontakty.

Rano przeczytałem sms-a z prośbą o numer mojego telefonu stacjonarnego. Podpisany "Aneta". Z komórki o angielskim numerze. Wysłałem odpowiedź. I wieczorem zadzwoniła Aneta z Londynu. Trochę sobie porozmawialiśmy (ponad pół godziny). Nie widzieliśmy się od czerwca, wiele się spraw zmieniło, więc było o czym mówić. A ponieważ w międzyczasie przez chwilę pokazałem się na GG, więc i tam miałem sporo zagadnięć. I to miłych. Jednak jeszcze ktoś mnie pamięta. Jest mi dobrze.

Image Hosted by ImageShack.us

Na zdjęciu jest Anetka (wyższa) i Kasia.

czwartek, lutego 24, 2005

Podobno.

Podobno w Dobrzykowicach każda krowa ma sześć nóg!!! Nie jestem tego całkiem pewien, bo dawno nie widziałem żywej krowy. Dawno też nie byłem w Dobrzykowicach. Ale - podobno.

środa, lutego 23, 2005

A to się zdziwiłem wczoraj!!!

Miałem wczoraj dzień zdziwień. Najpierw, gdy przeczytałem mail, w którym zwracano się do mnie co prawda mile ale w sposób nie bardzo uprawniony. Od razu wyobraziłem sobie, jak by to było, gdybym będąc studentem pierwszego roku zwrócił się np. do doc. Ł. "Pani Halino". Oj, byłoby pewnie zabawnie. Później zadziwiło mnie bardzo, gdy zobaczyłem sfałszowany dokument, w którym dwukrotnie użyto nazwy osobowej tej samej osoby: raz, prawidłowo w nagłówku, i drugi raz ze zmienionym błędnie imieniem w jak najbardziej fałszywym podpisie. Oj, popisał się ktoś zdolnościami umysłowymi.
Skończyłem pracę nad "Słownikiem...". Teraz trzeba coś nowego wymyślić. A może przyłączyć się do zaczętego dzieła?

środa, lutego 16, 2005

Jest robota.

Mam przydział zajęć na przyszły semestr. Spokojnie, 30 godzin. Właściwie pojawia się jeden problem nałożenia się terminów, w maju. Może jakoś się da z tego wybrnąć.
Tekst poprzedniego wpisu przesłałem Magdzie i Oli. Zachowały się jednakowo. Tak, jakby go nie dostały. Jednak pod pewnymi względami są niemal identyczne.
Ola chce pozbyć się swego starszego aparatu. Szkoda. A bardziej jeszcze szkoda, że nie próbuje zrobić niczego ze swoimi zdolnościami w dziedzinie fotografii. Może go od niej odkupić?

piątek, lutego 11, 2005

Ile to jest: pierwiastek z 2?

Po dzisiejszym pooglądaniu sobie występów "Dziesięciorga Wspaniałych" (najnowsza wersja "Jedenastu Wspaniałych") przypomniał mi się stary dowcip:
Zapytano fizyka, inżyniera i ekonomistę ile wynosi pierwiastek kwadratowy z liczby dwa.
Fizyk odpowiedział natychmiast: "To wielkość rzędu jedności".
Inżynier wyciągnął suwak logarytmiczny, odpowiednio ustawił jego okienko i odczytał: "Nieco ponad jeden i czterdzieści jeden setnych".
Natomiast ekonomista odciągnął pytającego na stronę, rozejrzał się dookoła i przyciszonym głosem zapytał: "A ile ma być?"

Uwaga 1: Dowcip ten usłyszałem, gdy byłem młody i przytaczam go w niezmienionym brzmieniu.
Uwaga 2: Jedyna zmiana, jak nastąpiła w ciągu kilkudziesięciu lat, które upłynęły od tego czasu, polega ta tym, że obecnie inżynierowie nie używają suwaków logarytmicznych lecz poniekąd za przyczyną lotów kosmicznych, kalkulatorów. Dzięki temu mogą podawać wartości z większą dokładnością.
Uwaga 3: Dzisiejsze obserwacje podtrzymują moje przekonanie, że tzw. "nauki ekonomiczne" nie są żadnymi naukami. Uprzejmością jest nazywać je pseudonaukami. Ich naukowość chociażby w porównaniu ze sztuką wróżenia z lotu ptaków jest żadna.
Uwaga 4: Wyrażoną powyżej opinię popiera wiadomość, jakie to umiejętności i jaka wiedza były potrzebne i wystarczające, by móc objąć posadę szefa jednej z największych nie tylko u nas instytucji finansowych.
Uwaga 5: Sporo mówiło się dzisiaj o pewnym banku, który pełnił funkcję doradczą. Właściwie po tym, co można było usłyszeć, bank ten powinien bardzo szybko upaść. Po prostu wszyscy klienci, którzy liczą na uczciwość i fachowość jego pracowników, powinni natychmiast zrezygnować z jego usług.

czwartek, lutego 10, 2005

Odezwał się Jacek G.

Po tylu latach poczułem się, jakbym usłyszał głos z zaświatów. Chce na nowo rozruszać Orientop i szuka pomocników. Może to i dobry pomysł, by się w ten sposób odmłodzić? Mam czas na zastanowienie się do środy, kiedy to o 17:00 jest spotkanie w OKU.

niedziela, lutego 06, 2005

Jestem Carrefourem.

W miniony czwartek(?) zmarła Klaudyna, córka Witka, kuzyna Andrzeja. Miała 13 lat. Ze względu na zbieżność imienia i nazwiska z naszą Klaudyną, po wywieszeniu klepsydr zrobiło się małe zamieszanie. Nasza bratanica została zombi, no to ja jestem Carrefour, a co.
Nasze małe zombi przysłało mi wreszcie zdjęcia ze swojej studniówki. Są w albumie, prywatnym.

środa, lutego 02, 2005

Szaleństwo.

Wczoraj pojawiła się z internecie tzw. lista Wildsteina (od nazwiska dziennikarza, ktory wyniósł i upublicznił indeks IPN) i zaczęło się szaleństwo. Kto może, szuka siebie na liście. A jak znajdzie? Znany mi, na ogół w miarę rozsądny człowiek, zawsze stroniący od polityki i śliskich spraw, gdy dowiedział się, że jego, dość zresztą popularne nazwisko da się znaleźć na liście, powiedział mi, że chodząc ulicą miał cały czas wrażenie, jakby wszyscy mu się przyglądali i za plecami wytykali palcami. Ale kogo to obchodzi? Z całą pewnością nie tego mądralę, co to zapoczątkował, ani tego, co to umieścił w internecie. A podobno sprawa ma się rozwijać. Słyszałem nie o 240 tys. lecz o 1,5 mln nazwisk. Będzie milutko w tym naszym grajdole.
Znowu dzisiaj usiłowano mi ustąpić siedzącego miejsca w tramwaju. Tym razem młoda kobieta. Może i ja staro wyglądam. Z całą pewnością mam "godny" wygląd - ostatnio musiałem się oszczędzać no i zima jest. Ale też jestem całkowicie pewien, że ze wszystkich osób jadących w tym wozie ja byłem najbardziej sprawny fizycznie. Bardziej, niż ta pani. I dlatego uniemożliwiłem jej wykonanie zamiaru.

wtorek, stycznia 25, 2005

O 35 lat mniej!

Nowe nowości:
1. Magda ma kijankę. Wreszcie.
2. Leon dostał wczoraj ostatecznie licencję na zagryzanie (Leon 007).
3. Słucham "Kozmic Blues". Jak przed 35 laty dla mnie rewelacja. To była pierwsza płyta (pełna nazwa: "I Got Dem Ol' Kozmic Blues Again Mama!") jaką miałem w całości przegraną na taśmę (od Marka L., z jego taśmy). Słuchałem na swoim pierwszym magnetofonie, Grundigu ZK-140.

sobota, stycznia 22, 2005

Siedzę w domu.

Klaudyna dzisiaj ma studniówkę. Dość zabawnie, w samym środku ferii. Może i tak jest dobrze.
Kasia też na studniówce. Kiedyś myślałem, że z nią pójdę. Wyszło jednak inaczej. Opóźnienie (czyżby niedopatrzenie???) zaproszenia spowodowało, że uniosłem się honorem i nie skorzystałem z niego. Nie chcę by Kasia znalazła się w niezręcznej sytuacji, by ktoś kiedyś jej wypomniał, że wymusiła moją obecność. I nie chcę też, bo ktoś mnie kiedyś o takie wymuszanie posądził. Oczywiście wolałbym być ale coś trzeba było wybrać. Wybrałem wersję niełatwą ale chyba słuszną. Myślę, że Pamelka i Wibrafa zorientowały się, o co chodzi. To zdaje się wynikać z ich pytania w ostatnim smsie. Mam nadzieję, że inni bawiący się dziś też się domyślą i zrozumieją.

sobota, stycznia 15, 2005

Koniec soboty.

Mijający tydzień zrobił mi się "podróżny". Najpierw postanowiłem zabaczyć Most Tysiąclecia i pospacerować trochę po Karłowicach. W tym celu odbyłem w środę daleką podróż autobusem 119. Teraz to chyba autobus o najdłuższej we Wrocławiu trasie. W czwartek pojechałem na spacerek do Parku Szczytnickiego. Porobiłem trochę zdjęć. W piątek umieściłem je w albumiku na Yahoo, a wcześniej wysłałem Oli, Klaudynie i Karolinie. Dzisiaj byłem na szkoleniu egzaminatorów. Trochę na wyrost, bo nie wiem, czy wezmę udział w samym egzaminie. Może mi to kolidować w innymi zajęciami. Będę wiedzieć najwcześniej dopiero pod koniec lutego. Ale przynajmniej spotkałem znajomych. A jutro trzeba trochę popracować.

piątek, stycznia 07, 2005

11 wspaniałych.

Szykuje mi się wspaniałe, podnoszące moją samoocenę zajęcie na koniec zimy i wiosnę. A może nawet i na nieco dłużej. Będzie można podziwiać popisy kolejnej grupy jedenastu wspaniałych. Kiedy mam znaleźć czas na inne, mniej dodające dobrego samopoczucia (niestety, tylko psychicznego) zajęcia?
Ola dzisiaj pojechała do Hatfield i szukają z Pierrem mieszkania dla niej. Coś już znaleźli. Będzie miała śmiesznie: po brukselskim życiu światowym pobyt w małej miejscowości. Ale dzięki temu może szybciej, chociażby z nudów, dojdzie do większych kwalifikacji zawodowych. A jak się odkuje i będzie miała trochę czasu, to do Londynu daleko nie ma.

sobota, stycznia 01, 2005

Oby tak dalej.

No to weszliśmy w kolejny rok. Ten poprzedni niezły był. Przede wszystkim na emeryturę przeszedłem (poznałem smak wolności!). Ale znalazłem sobie zajęcie, które nie pozwala mi całkiem się rozleniwić. A w ogóle ostatnio coraz więcej terminów mi się zajmuje. Prawie tak, jakbym był w pełni czynny zawodowo. A to studniówka - teraz już z całą pewnością ostatnia. A to szkolenie egzaminatorów. Bądź co bądź wreszcie ta nowa matura ma być. A to inne sprawy. Wyszło wreszcie na to, że nie będę mógł pojechać do Jarosławia w ferie Klaudyny, bo w tym czasie wypada mi najwięcej zajęć. Mam nadzieję odrobić nieco później.