Czekałem z tym wpisem aż zadanie wykonam. I już. W tym roku było trudniej niż w latach minionych. Dotychczas musiałem odwiedzić cztery cmentarze: w Puszczykowie, na Bardzkiej we Wrocławiu, w Łagiewnikach Małych i w Dobrodzieniu. W tym roku doszły dwa następne: Osobowicki we Wrocławiu i w Pawonkowie. Trochę jeżdżenia ale udało się. Tym razem było szczególnie z dodatkowego powodu. Wizyta na pawonkowskim cmentarzu miała być połączona z pogrzebem kuzynki, Elzy. Dotychczas odwiedzaliśmy ją przy okazji pobytu w Dobrodzieniu i Łagiewnikach Małych. Teraz akurat był ten jej pogrzeb. Jednak nie dotarliśmy, przeszkodził wypadek i duży korek na A-4. Dojechaliśmy dopiero na koniec stypy. W przyszłości trzeba będzie wrócić do zwyczaju jazdy w tamtą stronę w niedziele.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy wreszcie puszczono nas z korka objazdem pojechaliśmy przez Grodków i Kopice, miejscowości bardzo ciekawe, w których niegdy jeszcze nie byliśmy.
W Pawonkowie na stypie spotkałem Irenę, starszą siostrę Elzy. Nie byłem dotychczas pewny, czy ona jeszcze żyje. Żyje i jest w dobrej formie, co bardzo mnie cieszy. I tym sposobem poniższe zdjęcie stało się symboliczne.
Stare zdjęcie a na nim ja z kuzynkami. W białym fartuszku Irena, oparta o mnie Elza. Nie wiem, kto fotografował. Być może trzecia z sióstr, Anna. A może zupełnie ktoś inny.
Z licznego grona moich kuzynek i kuzynów z tamtej okolicy pozostali jedynie: z Główczyc - Irena i ze Skrzydłowic - Walter. Pozostali już ne żyją.