niedziela, stycznia 17, 2016

17 stycznia.

Spotkaliśmy się dzisiaj, w niedzielę w samo południe, przy Pomniku Wspólnej Pamięci w Parku Grabiszyńskim (dawny Cmentarz Grabiszyński III). Celem było wspomnienie ofiar Tragedii Górnośląskiej w jej 71 rocznicę. Na pokrytej śniegiem głównej płycie pomnika rozciągnięte zostały flagi: górnośląska, dolnośląska i wrocławska, płonęły znicze. Pamięć ofiar uczczono chwilą ciszy oraz modlitwą. Przypomnieliśmy też o dramacie dawnych mieszkańców Wrocławia, którzy zmuszeni byli opuścić miasto zimą 1945 roku, przez ówczesne władze organizujące obronę Festung Breslau. Wielu z wypędzanych wtedy przejeżdżało lub przechodziło biegnącą między cmentarzami drogą, przez Grabiszyn i Oporów.
Wcześniej, około godziny 11, odwiedziliśmy kwaterę dziecięcą tego cmentarza. Tę, która została uporządkowana przez wrocławskie koło SONŚ. Kwatera ta przez jakiś czas była pod opieką młodzieży ze Szkoły Podstawowej nr 82 z ul. Blacharskiej. Może warto byłoby nawiązać współpracę z tą szkołą, by dbałość o groby dzieci i polskich, i niemieckich była systematyczna.
Korzystając z ładnej pogody odbyliśmy jeszcze krótki spacer przez czynny Cmentarz Grabiszyński (II), by zobaczyć trzy nagrobki, które przetrwały okres wojny i czasy późniejsze. Zauważamy, że jeden z nich, Raphaela Maszkowskiego, jest pod opieką harcerzy.

wtorek, stycznia 12, 2016

Ciagle wracam.

Przestaję pisać i wracam. Chyba tak trzeba. To znaczy, mam potrzebę.
Wczoraj wymyśliłem sobie hasło do konta bankowego chyba zbyt trudne na mą pamięć, gdym trzeźwy. Trzeba będzie pogadać z konsultantem i zmienić.
Mam nowy gadżet, teraz muszę się nauczyć z niego korzystać. Jak długo się uczę, tak długo żyję. No to jeszcze pożyję. Tak samo z powodu jeszcze nie przeczytanych ale zgromadzonych na pianinie i stole lektur.
Zastanawiam się, czy nie zacząć nagrywać swoich wspominków, bo pisać mi się trochę nie chce a zachować warto. Przede wszystkim chodzi o to, co dotyczy czasów żarowskich. Dobrze mówił prof. Kochan, że najlepiej pamięta się i wspomina czasy szkoły średniej. Bardzo mądry ten mój niegdysiejszy profesor od rosyjskiego. Nie tylko dobrze nauczył mnie języka, co bardzo przydało mi się później, w czasach studenckich i niedługo po nich, ale i miał rację w takich życiowych sprawach. A więc Panie Profesorze, chwała Panu.

piątek, stycznia 08, 2016

Wstydzę się nadal ale...

50 lat temu dostałem od kogoś, nie pamiętam, od kogo, książkę Arkadego Fiedlera "Gorąca wieś Ambinanitelo" o Madagaskarze. Bardzo ciekawą i żywo napisaną. To jedna z moich ulubionych lektur w czasach mojej pierwszej wczesnej młodości. Mam ją do dzisiaj. Kojarzyła mi się jakoś ze szkołą ale na pewno nie dostałem jej w nagrodę, bo nie ma dedykacji.
Wczoraj, jakby na fali wspomnień związanych z tą książką, poszedłem do Panoramy Racławickiej na pogadankę o Madagaskarze. Trochę chciałem porównać sobie obraz tej wyspy, wyniesiony z lektury, z tym, co opowie i pokaże prelegentka.
Z moich wszystkich koleżanek i kolegów szkolnych utrzymuję stały kontakt korespondencyjny tylko z jedną koleżanką. A nie widzieliśmy się od 1968 roku, bo nie kończyła ona tej samej szkoły, co ja. Chodziła do niej przez trzy lata a później się przeniosła. I wczoraj napisałem jej o tym Madagaskarze, o książce i prelekcji. Wyobraźmy sobie, jaki zbieg okoliczności. Okazuje się, że książkę dostałem właśnie od niej jako prezent mikołajkowy. Robiliśmy w klasie mikołajki, ona wylosowała mnie i kupiła mi tę książkę (ostatni egzemplarz w księgarni w Jaworzynie Śląskiej), zapakowała i anonimowo, jak to w klasowych mikołajkach, mi dała. Ale zdarzenie, co?
Dodam jeszcze, że Fiedler mieszkał sąsiadując przez płot z moimi teściami.