piątek, lutego 07, 2014

Było i nie ma.

Zobaczyłem zdjęcia pokazujące wyburzanie hali sportowej "Burzy", przedwojennego teatru Victoria. Właściwie można (trzeba?) być przyzwyczajonym do tego, że we Wrocławiu wyburza się kolejne budynki - świadków przeszłości. Taka świadomość, takie zrozumienie i czucie tego miasta przez tych, co mają wpływ na sprawy.
Przy okazji poszukałem sobie trochę, by sprawdzić, gdzie teraz działa klub, którego przez pewien czas byłem członkiem, jakie ma sekcje. No i nie znalazłem nic poza najwyraźniej starymi, sprzed kilku lat informacjami. To, że nie ma już mojej sekcji, biegu na orientację, wiedziałem. Działała zresztą po reaktywacji na mocno wariackich papierach. Jednak nie ma ani sekcji badmintona, ani podnoszenia ciężarów, ani siatkówki, ani tenisa stołowego, w którym "Burza" jeszcze kilka lat temu odnosiła spore sukcesy. Niczego nie ma, strona miasta nie wymienia w ogóle "Burzy" na liście klubów sportowych.
Trudno nie zadawać pytania, jak mogło się stać, że jeden z najstarszych i najbardziej zasłużonych klubów sportowych w mieście, K.S., wcześniej S.K.S., jeszcze wcześniej K.K.S. "Burza" zniknął. Przed jakimś czasem skazano na zniszczenie należący do niego basen, później ośrodek lekkoatletyczny, teraz znika hala. Smutne to bardzo.

poniedziałek, stycznia 20, 2014

Polecam.

Wreszcie w sobotę wybrałem się do Muzeum Narodowego na Dzień Wolnej Sztuki. Bardzo przyjemna akcja. Godna polecenia, nawet za darmo. Co jeszcze w dzisiejszych czasach może być za darmo? Jeśli czas pozwoli, chcę w przyszłości też w tym uczestniczyć.
W niedzielę byłem na kolejnej wycieczce TUiTAM. Warto było. W wycieczkach tego stowarzyszenia podoba mi się pomysłowość i inność.

niedziela, stycznia 12, 2014

Chyba wystarczy.

Czeka mnie zastanowienie się nad sposobem spędzania zimowych weekendów. Dotychczas sprawa była prosta: lato - spacery z poznawaniem uroków miasta, zima - mecze. Niestety przez lata towarzyszyło temu mocowanie się z informacyjną niemocą klubu. Przyszła chwila, że zaczynam mieć tego serdecznie dość. Mam dość braku informacji o tym gdzie i kiedy będzie mecz. Nie mogę uznać za właściwe podanie wiadomości  po północy w dniu jego rozegrania. Takie zaproszenie jest dla mnie powiedzeniem: niby zapraszamy ale nie przychodźcie. No to nie przychodzę.
Nie podoba mi się rozgrywanie meczów ligowych z najciekawszymi przeciwnikami poza Wrocławiem zamiast we własnej hali. Rozumiem względy propagandowe ale do tego celu można organizować mecze towarzyskie czy pokazowe. Wykorzystywanie ligowych powoduje, że te rozgrywki dla sympatyka dyscypliny tracą sens.
Czy mecze ekstraklasowe i "niższych" klas muszą ze sobą kolidować? Przecież we wszystkie zamieszany jest ten sam klub. Nie ma możliwości koordynacji?
I jeszcze jedno. Rozpoczynanie meczów o późnej dość porze, o 20.00 albo jeszcze lepiej, o 20.30. Oznacza to, że zakończenie może być nawet o 23.00. W mieście, w którym komunikacja zbiorowa zbliża się do tej, jaka jest w rodzinnej miejscowości prezydenta. To, tak jak i wymienione wcześniej zjawiska, przejaw lekceważenia sympatyków dyscypliny i kibiców klubu, którzy chcą być na meczu i za to zapłacić. A skoro klubowi na mnie jako sympatyku nie zależy, nie będę się narzucać. Stąd mam trochę wolnych weekendów. Do wiosny.