Mam, jeszcze mam na ogrodzie dwa stare drzewa, które zastałem, gdy tu się sprowadziliśmy. Jedno to papierówka, drugie też jabłoń tylko późniejsza. I też z odmiany, która obecnie jest już rzadkością. W ciągu ostatnich lat obydwa drzewa mocno podupadły. Pierwsza papierówka ale udało się ją jakoś podtrzymać. Później przyszła kolej na tę drugą jabłoń. Była mocno uszkodzona przez trociniarki ale jakoś trwała. Później jednak okazało się, że jest na tyle osłabiona, że silniejsze wiatry łamią ją po trochę. Ostatecznie po cięciach zaordynowanych przez moją żoną został dziurawy pień z jedną gałęzią suchą, wygiętą na kształt trąby słonia i drugą, żywą i obficie owocującą. I właśnie przedwczoraj ta owocująca gałąź odłamała się. Czyli to będzie już koniec.
Kiedyś, kiedy moja żona chciała te drzewa usunąć, oponowałem mówiąc, że są one jak my dwoje, też starzy. Papierówka to ona, a ja to drugie, większe drzewo. No i moje drzewo dobija do końca. Szczęściem jeszcze owocując. Symbolika i analogia nawet pasuje.



