poniedziałek, grudnia 28, 2009

Między świętami.

Nie jest to szczególnie przeze mnie lubiany okres. Zaczyna się od wysyłania życzeń. Zawsze miałem z tym problem. Co tu komu powiedzieć, napisać,... Rozsyłanie jakichś niemądrych wierszyków wydawało mi się infantylne. Poza tym większości korespondentów święta kojarzą się jakoś religijnie. Jakoś to znaczy mniej lub bardziej szczerze, chyba najczęściej tylko pro forma. W ubiegłym roku nie życzyłem świątecznie lecz jedynie noworocznie. Chyba dość dobrze poskutkowało, bo tym razem przed świętami było dość spokojnie, skrzynki nie były zawalone. Z uprzejmości odpowiadałem ale życząc z całą pewnością nie tak, jak to na ogół się dzieje. Jeśli doczekam, zobaczę skutek za rok.
Po długiej przerwie udało mi się skontaktować z Andrzejem i Klaudyną. Andrzej świętuje przy misce - zeznał, że chodzi po znajomych na wyżerki. Klaudyna natomiast kocha się. Tak już jest skonstruowana, że kochanie powoduje u niej jakieś zatracenie. Przestaje widzieć resztę świata poza obiektem kochania. Zdaje sobie z tego sprawę, co niczego nie zmienia.
Teraz znowu Sylwester i Nowy Rok. Sylwestra spędzi się w domu z Dominikiem. Nowy Rok jak zawsze będzie dniem odsypiania. A później już normalnie. Normalnie, to znaczy świętowanie codzienne, bo ja mam święto co dzień.
No i oczywiście broda mi rośnie.

wtorek, grudnia 08, 2009

Pozbyłem się.

Dzisiaj pozbyłem się części swej własności. Obecnej i przyszłej. Mnie to do niczego potrzebne nie jest, a nowy właściciel powinien to dobrze wykorzystać (trochę i z moim pożytkiem). Tak mówiąc szczerze, oddałbym więcej. Tylko, ze zapewne nie zostałoby przyjęte.

niedziela, grudnia 06, 2009

Wieszakiem na starość.

Przez ileś tam lat uczestniczyłem w imprezach na orientację w rozmaitym charakterze. I oto teraz, kiedy z rozmaitych powodów wygaszam swą aktywność, pojawił się pomysł, by mnie obwieszać. Trochę mi z tym dziwnie. Zwłaszcza, że nigdy nie ubiegałem się o zaszczyty, tytuły, ozdoby,... A już sam akt zaszczycania wywołałby chyba u mnie atak paniki. Aż strach pomyśleć.

środa, grudnia 02, 2009

Na finiszu?

Ostatnio Leon mocno podupadł. Brudzi tak, że strach go na dłużej przetrzymywać w domu. Zresztą siedząc w mieszkaniu chyba za bardzo się rozgrzewa i źle to na niego wpływa. Robi się ospały, porusza się niechętnie, jest jakby niezbyt przytomny. Natomiast wypuszczony na ogród młodnieje w oczach. Potrafi dziarsko uwijać się po trawniku, nawet czasem trochę poszczeka. Z tych względów korzystamy z ciepłej pogody i możliwie dużo pozwalamy mu być na podwórku. W nocy śpi w budzie. Były z tym na początku kłopoty ale się przyzwyczaił. Tylko Kasi od czasu do czasu odbija i ciągnie psisko w dzień do domu nie wiadomo po co.
Przedwczoraj wieczorem bez widocznego powodu Leon dostał jakiegoś napadu paniki. Zaczął biegać po mieszkaniu obijając się o drzwi. Wypuszczony ganiał po ogrodzie i podwórku tłukąc w płoty i w piaskownicę. Trwało to ponad pół godziny, po czym uspokoił się, przeszedł w swój normalny trucht i w końcu położył się do spania w budzie. Spał mocno i długo. Dopiero wczoraj w południe wywołałem go z tej jego budy. Niedobrze, że w tej szalonej gonitwie trochę się porozbijał. Coś mi się wydaje, że takie zachowania sygnalizują, że jest już blisko finiszu.