środa, października 20, 2004

Karłowice.

Dzisiaj wybrałem się na Karłowice. Po pierwsze dla urozmaicenia tras spacerowych, a po drugie by sobie powspominać. Pojechałem jedenastką na Toruńską i stamtąd powędrowałem przez Brucknera, Krzywoustego, Czajkowskiego, Przybyszewskiego, Kasprowicza, Gottwalda (dla mnie własnie tak!), Berenta, Boya, Kromera do Mostów Warszawskich. I dalej przez Jedności, Wieczorka (też własnie tak!) do Nowowiejskiej, skąd znowu jedenastką wróciłem. No, nie całkiem wróciłem.
Sporo się przez te 10 lat pozmieniało na Karłowicach: nowa droga, nowe, duże domy, zamknięto sklep papierniczy, z którego korzystałem, nie ma księgarni na pl. Kromera, nie ma też targowiska (ale to od dawna). Może, gdybym tam bywał prawie codziennie, jak dawniej, nie zauważałbym tak tych zmian.
Spotkałem p. Lidkę R. Zdziwiłem się, że od razu z daleka mnie rozpoznała. Troszeczkę pogadaliśmy ale nie za długo, bo ona do autobusu, a ja w dalsze dreptanie.
Na Krzywoustego widziałem kogoś, kto mi się skojarzył z Moniką Z. Wiek odpowiedni i podobna gestykulacja. Czy to była ona, nie wiem. Ostatni raz widziałem ją 8 lat temu, jako małą dziewczynkę.
Napisałem wieczorem do Wojtka P., może od czasu do czasu trochę sobie poplotkujemy.

niedziela, października 17, 2004

Ale numer!

Gdyby 35 lat temu ktoś powiedział mi, że będę wykładał algebrę, uznałbym go za mocno zamieszanego. A jednak tak się złożyło. Jak to nigdy nie można być pewnym swoich przyszłych kolei i zarzekać się różnych spraw.
Podobnie nie planowałem ogłaszania w tym roku terminarzy wykładów otwartych. Ale czego nie robi się dla kogoś tak sympatycznego, jak Dodzik.

sobota, października 16, 2004

Czy stale muszę zauważać takie braki?

1. Jeżeli umawiamy się z kimś na godzinę 10:00, to nie przychodzimy na to spotkanie o 15:20. Jeżeli nie możemy dotrzymać terminu, to przynajmniej telefonujemy odpowiednio wcześniej z przeprosinami i próbujemy ustalić nowy.
2. Jeżeli organizujemy spotkanie 15 X, to nie wysyłamy pocztą zwykłą zaproszenia 12 X. Nawet, gdy nasza kochana Poczta Polska zdąży dostarczyć list przed 15 X, o co jest bardzo trudno, osoba zapraszana może już mieć na ten dzień inne plany. Jeśli nie możemy wysłać wcześniej zaproszenia, to przynajmniej uprzedźmy np. telefonicznie albo mailem osobę zapraszaną o spotkaniu i o tym, że owo zaproszenie jest w drodze.
Aż dziwne, że takie sprawy są obce osobom inteligentnym, wykształconym, na eksponowanych stanowiskach. A może jest to objaw lekceważenia tzw. bliźnich? A taki plebejusz, fizol, jak ja to widzi.

środa, października 13, 2004

Jest taki dowcip:

-Towarzysze, za 5 lat będziemy mieli komunizm!
-Ja się nie boję, ja mam raka.


Mocno nie na czasie i w ogóle słaby. Kiedyś natknąłem się na lepszą i nieco bardziej rozwiniętą wersję, chyba stylizowaną na czeską. Niestety, nie mogę sobie przypomnieć ani znaleźć. Jak znajdę, to zamieszczę.

piątek, października 08, 2004

Apel!

Gorąco uprasza się o nieustępowanie mi miejsca w tramwaju. Zwłaszcza młode panie i panienki. Czuję się wtedy mocno zgnębiony. Ja nie jestem jeszcze taki stary! I nie bardzo wypada, bym tłumaczył, że sprawnością fizyczną nad nimi często góruję.

sobota, października 02, 2004

Oj, bo coś z tego będzie.

Chyba znalazło się zajęcie, ktore przez jakiś czas pozwoli mi nie zgnuśnieć. Ale sza, by nie zapeszyć.
Nigdy dotychczas z zasady nie brałem udziału w żadnych łańcuszkach dobrej woli, zdalnych zbiórkach, itp. A tym razem postanowiłem od tego zwyczaju (a właściwie jego braku) odstąpić. Uznałem, że w tym wypadku mam po temu powód. Odbiło mi?

piątek, października 01, 2004

Dzień Chłopca.

Przedwczoraj spotkałem Dorotkę W. Była na zakupach, kupowała prezenty dla chłopców. Bo podobno wczoraj był Dzień Chłopca. Dostałem smsowe życzenia od Elci C., Judyty P. i... no właśnie nie bardzo wiem od kogo, bo nie znałem tego numeru telefonu. Być może to właśnie od Dorotki. I jeszcze później na GG pisała Ela S. Miło.
Mocno zastanawiam się na tym, co zrobić za 2 tygodnie. Planowany jest jakiś wyjazd i w pierwszej chwili zgłosiłem swój udział. Ale im bliżej tego terminu, tym mniejszą mam ochotę.
Dzisiaj Marcin Sz. napisał, że z wycieczki, którą sobie wymarzył nici. Część klasy nabroiła i zastosowano odpowiedzialność zbiorową: zero wycieczki. Żal mi Marcina, tak bardzo chciał jechać.