Czeka mnie zastanowienie się nad sposobem spędzania zimowych weekendów. Dotychczas sprawa była prosta: lato - spacery z poznawaniem uroków miasta, zima - mecze. Niestety przez lata towarzyszyło temu mocowanie się z informacyjną niemocą klubu. Przyszła chwila, że zaczynam mieć tego serdecznie dość. Mam dość braku informacji o tym gdzie i kiedy będzie mecz. Nie mogę uznać za właściwe podanie wiadomości po północy w dniu jego rozegrania. Takie zaproszenie jest dla mnie powiedzeniem: niby zapraszamy ale nie przychodźcie. No to nie przychodzę.
Nie podoba mi się rozgrywanie meczów ligowych z najciekawszymi przeciwnikami poza Wrocławiem zamiast we własnej hali. Rozumiem względy propagandowe ale do tego celu można organizować mecze towarzyskie czy pokazowe. Wykorzystywanie ligowych powoduje, że te rozgrywki dla sympatyka dyscypliny tracą sens.
Czy mecze ekstraklasowe i "niższych" klas muszą ze sobą kolidować? Przecież we wszystkie zamieszany jest ten sam klub. Nie ma możliwości koordynacji?
I jeszcze jedno. Rozpoczynanie meczów o późnej dość porze, o 20.00 albo jeszcze lepiej, o 20.30. Oznacza to, że zakończenie może być nawet o 23.00. W mieście, w którym komunikacja zbiorowa zbliża się do tej, jaka jest w rodzinnej miejscowości prezydenta. To, tak jak i wymienione wcześniej zjawiska, przejaw lekceważenia sympatyków dyscypliny i kibiców klubu, którzy chcą być na meczu i za to zapłacić. A skoro klubowi na mnie jako sympatyku nie zależy, nie będę się narzucać. Stąd mam trochę wolnych weekendów. Do wiosny.