Pojutrze zacznie się cisza: Kasia wyjeżdża na trzy tygodnie do Szczawnicy. Będziemy całymi dniami siedzieć w domu we dwóch, z Pradziadkiem. Magda w pracy do wieczora, Dominik w przedszkolu przez cały dzień. No to szykuje się odsypianie. Ale nie do końca, nie. W lutym zrobi się trochę ruchu, bo Magda ma dwa wyjazdy, starsi panowie zaczną dojeżdżanie do Małkowic a jeszcze szykuje mi się drobna fucha. Drobna ale przy okazji zaspokoi moją ciekawość. Oczywiście, jeżeli wpadnie.
poniedziałek, stycznia 24, 2011
czwartek, stycznia 06, 2011
Dodatek.
Ze względu na specyfikę umieszczę go w osobnym wpisie a nie dopiszę do poprzedniego.
Otóż w wyniku jesiennych wyborów w sejmiku województwa dolnośląskiego znalazło się dwóch ludzi, których kiedyś uczyłem. Jeden z SLD, drugi z PiSu. I to jest zabawne.
Chyba zacznę.
Jest taki dziwny trochę dla mnie zwyczaj podsumowywania roku tuż przed albo tuż po jego zakończeniu. Właściwie dość słabo uzasadniony. Bo niby co szczególnego jest w tym, że któregoś dnia trzeba zmienić plakat wiszący na ścianie? Właściwie nawet termin zmiany jest dość niefortunny, bo wisi on od kilku miesięcy ozdobiony przez muchy, jak portret wiadomego władcy upiększony być nie powinien. Ale niech będzie, coś nastukam, z opóźnieniem nieco usprawiedliwionym wpisem DM.
No więc przekuśtykałem kolejny rok kalendarzowy. Jego większość przekuśtykałem nawet dość dosłownie, bo dopiero jesienne wyprawy do Małkowic owo kuśtykanie zmniejszyły. Z racji wieku od czasu do czasu odnotowywałem odejście kogoś, kogo znałem czy kogo lubiłem. Zaczął Leon, później był Dio (dowiedziałem się sporo później), potem Krzysiek O. i w końcu roku p. Ela P. Zaliczyłem z tego dwa pochówki. Oj, nie lubię.
Jeśli nie uwzględniać tego, co powyżej, prawie trzy czwarte roku przeleciało spokojnie, zgodnie z planem. Od września miałem ruch. Małkowice, cztery razy Świdnica, Żarów przejazdem. Dwa razy byłem w Świdnicy z powodu zjazdu absolwentów, dwa razy - na meczach. A poza tym lubię. Kolejne obchody, rocznicy szkoły na Skwierzyńskiej, opuściłem. I wreszcie pojawiłem się na części spotkania z okazji rocznicy powstania szkoły na Boya. Tam, gdzie udało się być, spotykałem dawnych ale pamiętających i pamiętanych znajomych - miło było. Tam, gdzie nie byłem, obeszło się beze mnie.
Od września mieszkam właściwie na placu budowy, Magda rozbudowuje dom. Sporo przyjemności: hałas, kurz, dwa zalania (jedno od góry, drugie od dołu), zagęszczenie. A zagęszczenie stąd, że zamiast mieszkania we dwójkę, jak już przywykłem, mieszkamy w piątkę. Jeszcze trochę, zanosi się na to, że rozbudowa skończy się w końcu miesiąca. Tylko czy tego? Później czeka mnie remont mojego mieszkania. Najchętniej uciekłbym, gdzie pieprz rośnie. Nie mogę zapomnieć, że dla urozmaicenia dziwaczne figle płata mi piec co. Sporo mnie to już kosztowało zdrowia i kasy. Czasem aż z rozrzewnieniem wspominam lata palenia koksem. Nabrudziło się, najadło miału i popiołu ale ciepło było zawsze pewne. Teraz mam wygodę (czasami!) ale i niepewność (prawie zawsze).
Z okazji zjazdu w Świdnicy oraz dzięki nadawanemu o haniebnie późnej porze serialowi z dawnych, jakże pięknych we wspomnieniach czasów, przypomniałem sobie szkolną koleżankę, która została aktorką. A ponieważ jestem ciekawski, czasami wrednie ciekawski, zapragnąłem dowiedzieć się przyczyn jej zniknięcia z ekranów i chyba nie tylko. Nie udało mi się niczego sensownego znaleźć. Mam nadzieję, że znajomi, których poprosiłem o pomoc, będą mieć więcej szczęścia ode mnie. Na razie czekam.
Nie mogę zapomnieć napisać, że znalazł się Jacek K. Przyjechał ze swoją aktualną panią, z którą jednak musiał na pewien czas pożegnać się, bo sprawiedliwość na nią czekała. Teraz czeka on skracając oczekiwanie płynami wysokoprocentowymi.
Tuż przed końcem roku dostałem sms z życzniami podpisany "Jacek". Od kogo? Numer mi nieznany. Jacków znam kilku. Jeden przysłał życzenia w inny sposób, drugi chyba komórki nie ma i nigdy mi niczego nie życzył, trzeci też mi życzeń nie przysyłał a poza tym nie zna tego mojego numeru, na który sms przyszedł, z czwartym tez życzeń nie wymieniałem. Padło mi na piątego ale ten według tego, co kiedyś, dawno dość mi napisał, powinien już nie żyć. Powinien nie oznacza, że mu życzę śmierci. Po prostu napisał kiedyś, że zachorował na coś, co go zwinie w ciągu kilku miesięcy. No i wyznaczony przez niego termin dawno minął. W dodatku zlikwidowane zostało należące do niego, domniemanego nieboszczyka, konto na NK. Jeżeli jednak żyje, miło mi. Nie zapytałem "Jacku, którym Jackiem jesteś?", bo gdyby chciał udzielić mi odpowiedniej informacji, powinien to zrobić z własnej woli. Może chce być taki półtajemniczy.
No, wystarczy. Jakoś nie potrafię wykrzesać z siebie dość zapału, by więcej pisać. Może pojawi się później.
niedziela, stycznia 02, 2011
Lenistwo.
Skończył się rok, wypadałoby coś napisać, jakieś podsumowanie. A tu nie chce się. Normalne lenistwo. Może jutro uda się sprężyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
