środa, kwietnia 20, 2022

O cioci Józi raz jeszcze.

 Pisałem o niej kilka miesięcy temu. Nie wszystko pamiętałem więc skonsultowałem się później z Andrzejem. Starszy jest, mógłby więcej pamiętać. Nie do końca się to sprawdziło ale wyszło mi mniej więcej prawdopodobnie. No więc idzie to tak.

Starsza kobieta, która mieszkała w piwnicznej izbie (suterenie, jak mówi Andrzej) w domu, gdzie i myśmy mieszkali miała na nazwisko Żurawska. Faktycznie pamiętam takie nazwisko. Andrzej nie zna jej imienia i twierdzi, że zmarła ona jeszcze w latach pięćdziesiątych, co być nie może. A po niej już tam nikt nie mieszkał. Przeszukiwanie cmentarzy pozwoliło znaleźć na Starym Cmentarzu Józefę Żurawską, urodzoną 5 IV 1895 r. i zmarłą 6 V 1960 r. To by pasowało do pamiętanej przeze mnie cioci Józi. Była w wieku mojej babci a więc dla mnie stara zwłaszcza, że chyba bardzo była zniszczona życiem. Ostatni raz widziałem ją po naszym wyjeździe z Jarosławia. Przyjechaliśmy w odwiedziny do rodziny w wakacje i wtedy poszedłem do cioci Józi, do jej piwnicznej izby. Pamiętam, że była chora, leżała w łóżku. W kolejnych latach podczas wakacji już jej nie widywałem, co pasuje do daty śmierci z cmentarza, przed wakacjami w kolejnym roku.

Na Nowym Cmentarzu pochowana jest natomiast Józefa Kaiser, urodzona 23 II 1881 r., zmarła 28 VIII 1963 r. I ta jest moją krewną, bardzo daleką. Jest to najpewniej wdowa po Józefie Kaiserze, kuzynie mojego pradziadka, Karola Kaisera. Ten Józef objął funkcję zarządcy Nowego Cmentarza po Karolu, gdy ten zmarł w 1911 roku. Józefa, wdowa po Józefie żyła jeszcze po naszym wyjeździe z Jarosławia i jako dziecko mogłem ją spotykać albo o niej przynajmniej słyszeć. I tak zapewne w moim dziecięcym umyśle dwie panie o tym samym imieniu, ciocia Józia z piwnicy i prawdziwa ciocia Józia, zlały się w jedną postać.

Przy okazji pojawiła się jeszcze jedna ciekawostka. Otóż według rodzinnej tradycji, pierwszym Kaiserem z naszej rodziny mieszkającym w Jarosławiu był Jakub, ojciec Karola. Skoro Karol miał kuzyna, to oprócz Jakuba mógł w Jarosławiu mieszkać również ojciec Józefa, być może brat Jakuba. Odpowiedzi trzeba by szukać w księgach parafialnych ale to już nie jest zadanie dla mnie, bardziej dla Andrzeja, jeśli będzie mu się chciało.

niedziela, kwietnia 10, 2022

Podróże i spotkania.

 W mijającym tygodniu odbyłem dwie podróże. Najpierw do Poznania na wystawę poświęconą Gaudiemu a później do Prudnika na wycieczkę.  Przy okazji obu wyjazdów udało mi się spotkać z dawnymi, ciągle przeze mnie cenionymi i lubianymi znajomymi. Tak, jakbym się z przeszłością żegnał. A może już ze wszystkim.


piątek, kwietnia 08, 2022

Wspomnienia żarowskie.

 Ostatnio częściej wymieniam informacje z Heniem, moim szkolnym kolegą. Bawi się on kolorowaniem starych zdjęć i pokazuje mi wyniki swojej pracy. Tym samym przywołuje moje wspomnienia z lat 1958 - 1968, kiedy mieszkałem z rodzicami w Żarowie, chodziłem tam do szkoły podstawowej (nr 1 im. Henryka Sienkiewicza) i później dojeżdżałem do liceum do Świdnicy (I LO im. Jana Kasprowicza). W tym czasie sam zrobiłem niewiele zdjęć i niemal wszystkie one uległy zniszczeniu. Jest nieco, niewiele zdjęć zrobionych przez Andrzeja. Mam za to trochę zdjęć, które robiłem w Żarowie w ostatnich latach. I oto przykład takiego zdjęcia ilustrującego wspomnienia. Poniżej dom w którym mieszkałem przez dziesięć lat, widoczny od tyłu, przez dawny ogród.

Dawniej nie było szans na taki widok. Ogrodzenie było z desek a więc nieprzezroczyste. Poza tym na linii strzału były dwa drzewa: grusza w ogrodzie i dziki bez na podwórzu. Granicą między ogrodem i podwórzem było ogrodzenie równoległe do widocznego, stykające się ze ścianą widocznego nieco na lewo od centrum zdjęcia budynku gospodarczego.