Podobno udał mi się wczoraj kawał. Wysłałem do Andrzeja i Klaudyny smsy o treści: "Nadchodzącej nocy będzie u Was taki mróz, że gaz będzie się skraplał w rurach". Ponoć Klaudyna zadzwoniła zaniepokojona do Andrzeja pytając, co zrobić by się ten gaz w rurach nie skroplił. Jeśli to prawda, to mój dowcip był udany.
Dominik dzisiaj zaszokował mnie swoim śpiewaniem. Wykonywał kilkakrotnie "The Final Countdown" i "Dragostea Din Tei". Zwłaszcza ten drugi kawałek wychodzi mu niesamowicie. Będę musiał to w czwartek nagrać.
Śnieg już od dawna nie pada. Zrobiło się za to dość zimno, kilkanaście stopni poniżej zera. Roztopów nie ma, uliczki zrobiły się ledwo jednokierunkowe, często ktoś się na nich zakopuje swoim autkiem i trzeba mu pomagać. Jest więc jakaś rozrywka i ćwiczenia fizyczne.
Dominik podłapał jakieś zapalenie gardła czy krtani. W każdym razie dość nieładnie kaszlał. Teraz przez tydzień będzie siedział w domu. Wypadło pechowo, bo nie mógł wystąpić w przedszkolu na imprezie z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka. A tak zawzięcie uczył się wierszyka. Chyba z tego powodu był trochę nie w humorze i nie chciał mi dać przygotowanej laurki. A może była inna przyczyna? W każdym razie jest jeszcze za młody, by dokładnie wyjaśnić motywy swego postępowania.
Planowałem jechać do Świdnicy na mecz kadetek Gwardii i Polonii. Nie pojechałem. Za zimno mi było, poza tym chciałem uniknąć konieczności dreptania na Zawiszów i z powrotem, co mogłoby nadwerężyć moją okulawioną nogę. Zresztą zamiast kadetek z Wrocławia pojechały młodziczki, bo kadetki tego samego dnia tylko trzy godziny później miały zaplanowany mecz ligowy z MOS-em. Na tym meczu byłem. A do Świdnicy może wybiorę się na turniej kadetek. Wszystko zależy od kalendarza rozgrywek i od pogody.
Ciągle zmienia mi się gust muzyczny. I to w określonym kierunku. Najpierw z zapałem i przyjemnością zacząłem słuchać Shakespears Sister (zresztą nadal lubię). Od kilku dni rozsmakowuję się w t.A.T.u. A przypomniało mi o nich chodzenie na mecze do Orbity, gdzie często puszczają fragment ich piosenki "All About Us". Szukając klipów znalazłem to:
Śniegu mamy, że ho, ho. Po kilka razy dziennie trzeba wychodzić i odgarniać. A ponieważ większość sąsiadów tak postępuje, na naszej wsi łatwiej się poruszać, niż w wielkim mieście. Sprawdziłem to na własnej skórze wczorajszym popołudniem. Wybrałem się na mecz. Zastanawiało mnie, że miał się odbyć dziwnie późno. Nie sprawdziłem, że zmieniono dzień. No i przejechałem się czwórką prawie od końca do końca i z powrotem. Tak to jest, gdy ma się sklerozę. Już raz miałem podobny przypadek ale wtedy trasa była krótsza.
Zlikwidowałem swoje konto na pf.pl i odzyskałem na bigfoot.com.
Solniczki z Wieliczki ruszają na podbój Wrocławia
-
Ostatniego dnia pobytu na Dolnym Śląsku pojechaliśmy na wycieczkę do
Wrocławia. Dla większości z nas była to pierwsza wizyta w stolicy Dolnego
Śląska. Pan ...