piątek, kwietnia 29, 2011

Byli, pojechali.

Byli przez kilka dni i pojechali wczoraj rano. Ponownie mają przyjechać dopiero w grudniu. Znowu w mieszkaniu zrobiło się pusto, bo i Dominik przychodzi tylko na godzinkę. Kolejny raz sprawdzałem się jako opiekun i uspokajacz niemowlęcia. Całkiem mi to dobrze wychodzi, jestem skuteczniejszy od smoczka. I kto by się spodziewał. Jeszcze kilka lat temu ja z cała pewnością nie.
Jutro do Świdnicy nie jadę, bo nie ma po co. Mecz odbył się 21, wynik był miej więcej taki, jak przewidywałem. Jest szansa na wyskok 13, 14 lub 15 maja o ile nie będzie kolizji terminów. Chyba będzie.
Muszę sprawdzić, czy Dominika zapisano już do szkoły.
Klaudyna dzisiaj poleciała do Anglii. Andrzej śmieje się, że na "ślub stulecia". Za to w Polsce instaluje się Łukasz. Kilka lat spędził w Wielkiej Brytanii, ostatnio wrócił. Podobno już znalazł sobie pracę. Czyżby mu spodobało się wrócić na dłużej, na stałe może?

niedziela, kwietnia 24, 2011

Film.

Widziałem "Ile waży koń trojański?". Film jak film. Można było uśmiechnąć się. Też plus. Warto jednak go zobaczyć, by uświadomić sobie jakie szybkie zmiany zachodziły i zachodzą nadal wokół nas. Ot, zamiast zabicia czasu czy rozrywki dwie godziny refleksji. Nie zawsze mamy na nią czas albo ochotę. Tym razem była okazja.
Coś z kalendarzem mi się pomyliło. Planowałem jechać do Świdnicy na mecz 30 kwietnia a tymczasem już po nim. Był 21 bm. Może i dobrze, że nie pojechałem, bo mogło mi się oberwać za wykrakanie wyniku. Teraz w planie mam wyjazd do Świdnicy w co najmniej jeden z trzech dni maja: 13, 14, 15. Ten piętnasty jest niemal pewny.

środa, kwietnia 20, 2011

Zmiany w składzie.

Dzisiaj dotarła do nas wiadomość, że wczoraj zmarł stryjek Stanik. Był sporo starszy od mojego Ojca więc osiągnął całkiem słuszny wiek. Widziałem go tylko chyba trzy razy w życiu, ostatni raz bardzo dawno.
Po piętnastu godzinach podróży dojechali wreszcie Ola, Piotruś z Koninką. Ale ona jest mała, już zapomniałem, że takie małe są dzieci.
Teraz siedzę sobie i słucham "Greatest Hits" Simona i Garfunkela z 1972 roku, podobno maluch bardzo to lubi. Wcale się nie dziwię, ja też lubię.

niedziela, kwietnia 17, 2011

Tak wyszło.

Miałem zamiar nastukać coś w czwartek ale pojawiły się przeszkody natury technicznej i nic z tego nie wyszło. A co wyjść miało, zapomniałem. Pewnie więc nie wyjdzie.
W międzyczasie zmieniły się stosunki ludnościowe. Magda z Dominikiem od środy byli już na swoim, jak mówi Dominik, po drugiej stronie. Przez trzy dni mieszkałem sam. Po pół roku kołchozu dziwna odmiana. Któregoś dnia wracając z przedszkola Dominik zażyczył sobie drogi okrężnej i bardzo się zdziwił, że mieszka teraz w największym domu w okolicy. Co prawda w najbliższej okolicy ale jednak największym. Musiało mu się to spodobać, bo komuś tam mówił, że dom ładnie widać z równoległej ulicy.
Nieco zabawnie jest, że od niedawna Dominik życzy sobie, by czytać mu po śląsku. Oczywiście nie za wiele rozumie i trzeba mu tłumaczyć ale bardzo jest zainteresowany.
Kasia wróciła z Brukseli zachwycona Koninką. Najwyraźniej czuje się teraz w pełni kompletną babcią.
Wczoraj Przemek zabrał Dominika do drugich dziadków. Mają wrócić w niedzielę. Magda wyjechała tam, gdzie nie lubię, jak wyjeżdża i też ma wrócić w niedzielę. Kasia przygotuje święta, już zaczęła. A ja świąt nie lubię, ani przygotowań ani tym bardziej finału. Taki już wredny jestem.
W środę mają przyjechać Ola i Pierre z Koninką. To dopiero będzie.
Z innej beczki: szykuje się sezon jeżdżenia do Trzebnicy, bo Gaudia awansowała do pierwszej ligi. Ciekawe, jak zmieni się jej skład i czy będzie to miało wpływ na skład Gwardii. Szkoda tylko, że w tej Trzebnicy tak zimno. Brrr. A ze Świdnicą nie jest dobrze.

sobota, kwietnia 02, 2011

Zwiedzanie.

Wreszcie poszliśmy zobaczyć nowe, drugie piętro. Niektórym najbardziej podobały się meble w dinozaury. Przepraszam, w dinozarły.