piątek, lipca 29, 2011

Do normy.

Wracamy do normy: Magda już w domu. Dzisiaj z zagranicznych wojaży wróci Dominik, do domu jeszcze nie ale to już niedługo. Ja wczoraj nawet poszedłem do przedszkola. Chciałem odebrać zamówione zdjęcie i kwit na czesne. Okazało się jednak, że zdjęcia jeszcze nie ma, a kwit niepotrzebny, bo Magda już należności uregulowała. Dzieci wypytywały o Dominika, też im go brakuje.
Wczoraj założono drzwi, dzisiaj skończy się akcja cykliniarzy i nastąpią cztery tygodnie niemal całkowitego spokoju. Nareszcie. Jeszcze trzeba posprzątać, wywieźć śmiecie i poukładać manele. Tego ostatniego to dużo okropnie. W końcu też czas ostrzyc siebie i trawnik.

poniedziałek, lipca 18, 2011

Znowu pusto.

Pusto nam się zrobiło w domu. Nie, nie, remont się nie skończył, jeszcze potrwa. Dominik wyjechał. Przedwczoraj zabrał go ojciec do drugich dziadków do Świebodzina, wczoraj przyjechali ale nie do nas. We wtorek wyjeżdżają na wakacje. Wrócą dopiero 29. A nam ta cisza, bez jego tupania, porykiwania, "ale czy mogę ci coś powiedzieć", doskwiera.
No i mieliśmy dzień lenia. Niewiele chciało się robić. Jedynie ostrym finiszem skończyłem czytać książkę Mularczyka "Każdy żyje, jak umie". Niezła, warto było kupić i przeczytać. Choć może mam nieco spaczone spojrzenie, bo też w młodości się naprzeprowadzałem.
Jutro, jeśli będzie odpowiednia pogoda, zrobię spacerek pieszy albo rowerowy. Nareszcie mam odblokowany jeden ze swoich rowerów. Powinien być sprawny tylko bardzo okurzony. Oczyszczę i jazda zrobić trochę zdjęć może. Właściwie mógłbym to załatwić na pieszej wycieczce ale zajęłoby mi więcej czasu. A mam go tak niewiele, chi, chi.

wtorek, lipca 12, 2011

Wybór.

Ola zaproponowała mi wczoraj, bym przyjechał do Brukseli w odwiedziny. No i miałem problem. Z jednej strony chciałoby się jechać, zobaczyć jak mieszkają z Piotrusiem i Connie. A z drugiej jednak tu mam pewne obowiązki. Do czasu, kiedy miałbym jechać powinny być skończone remonty, mam taką nadzieję, i będę musiał przeglądnąć odkurzyć i przynieść wszystko to, co wcześniej z mieszkania wyniosłem. A jest tego sporo. Poza tym na sierpień, chyba jednak jego koniec, zapowiedział się Andrzej. Przecież nie mogę wyjechać, gdy on do mnie się wybiera. Jest jeszcze jedna, ważna sprawa: co z Dominikiem. Zostałby sam z Magdą a ona miewa rozmaite sprawy o różnych porach. Co wtedy miałaby z nim zrobić? A tak będzie mógł zostawać ze mną. A gdyby nie mógł iść do przedszkola, to byłby spory kłopot, taki brak obojga dziadków. Lepiej jednak zostanę i taką decyzję zakomunikowałem Oli. Mam nadzieję, że nie poczuła się urażona. A, dodam jeszcze jeden powód: jeśli remont się skończy, nareszcie, po roku, będę mieszkał jak człowiek. Też ważne, swoje lata mam i pora cenić wygody.
I jeszcze jest tradycja: przez kilkanaście lat w wakacje Kasia wyjeżdżała z dziewczynami a ja zostawałem w domu, bo ktoś musiał. Co prawda zasadniczym powodem był pies, którego już nie ma, ale tradycja się wytworzyła.

sobota, lipca 09, 2011

Ocena.

Zastanawia mnie całkowity brak widocznych objawów zainteresowania przypadkiem Dominika ze strony jego drugich dziadków. Widzę dwie możliwości. Pierwsza: nic nie wiedzą o jego przypadku, bo nie zostali powiadomieni przez jego ojca, co wywołuje u mnie wrażenie, że jest on palantem. Druga: wiedzą i wtedy wrażenie jest szersze - że jest to cecha dziedziczna.

wtorek, lipca 05, 2011

Zagipsowali mi wnuka.

Jeden mały paluszek złamany i miesiąc w gipsie. Dzisiaj to atrakcja ale jak będzie później?