Jak się dożyje, będą wyjazdy. 14 sierpnia do Pszenna, do Muzeum Cukrownictwa, przy okazji może i do Świdnicy. We wrześniu, w którąś niedzielę do Żarowa, mamuta zobaczyć i pokazać wnukowi, gdzie prapradziadkowie, pradziadkowie i dziadek mieszkali. A później w miarę możliwości do Świdnicy na mecze, na II ligę.
czwartek, lipca 19, 2012
środa, lipca 18, 2012
Jeszcze wolny.
Lato mija, ostatnio mniej letnie. Ale nie, nie narzekam, taka pogoda, jeśli tylko za mocno nie pada, jest bardzo dobra na chodzenie i fotografowanie też.
Dominik z Magdą wrócili z Ameryki a po dwóch dniach z Przemkiem i Wandą pojechał do Włoch. Ten to się najeździ. A jeszcze czeka go tydzień z Kasią w Puszczykowie. Jeszcze trochę a wnuk zapomni, że ma dziadka.
A ja w domu siedzę. Nie, nie siedzę. Mieszkam. Oglądam "Strachy" (dziś w nocy będą) i "Ranczo". Nawet jeden odcinek "Stacyjki" zobaczyłem. A wczoraj ruszył nowy serial pt. "Elewarr" czy jakoś tak. Ale ten nie jest szczególnie ciekawy. Poza tym wykonałem 66% zaplanowanych robót: fugowałem na tarasie i naoliwiłem meble ogrodowe. Zostało mi malowanie płotu ale czekam na odpowiedni dzień bez deszczu. No i nie może to być ani sobota, ani niedziela, bo w weekendy spaceruje się z przewodnikami. Na razie wszystkie spacery zaliczyłem. Może uda się tak do końca, może nic nie wypadnie. Prawdę powiedziawszy wypadnie chyba jazda Kasi do Trzebnicy ale wydaje mi się, że znalazłem satysfakcjonujące rozwiązanie. Czy tak się uda, zobaczymy, gdy wróci ona z Brukseli. Na razie, gdy jeszcze jej nie ma, korzystam z wolności.
czwartek, lipca 05, 2012
I po kopanej.
Skończyło się oglądanie rozgrywek piłkarskich. A tak dobrze działało to na moją psychikę. Ale nic to, wkrótce olimpiada. nowa porcja spokoju. O, z "olimpijskiego pokoju" zrobił mi się "olimpijski spokój" we własnym moim sensie.
A spokój teraz i tak mam, wynika on jednak z czegoś innego. Jak zwykle w wakacje zostałem prawie sam. Kaśka u Oli wciąga się do opieki nad Konstancją. Magda z Dominikiem na wakacyjnym wyjeździe w USA. Tylko ja i Pradziadek po drugiej stronie, jak mawiają Dominik i Zuzia. No i sąsiadka po drugiej stronie ulicy. Jest z kim na spacery chodzić, choć pogoda taka, że i tak większość muszę odbywać bez niej. Ale dzisiaj pojechaliśmy na wystawę grafik Dalego na Leśnicę. Podróż sama w sobie atrakcyjna: tramwajem "20" od końca do końca. A trasę ma on długą. A na miejscu, w zamku (w "Zamku") za jedyne 5 zł, bo my emeryci jesteśmy, można chłonąć sztukę do woli. Sąsiadka jutro wybiera się jeszcze do Sky Tower(a) zobaczyć pozostałe elementy kolekcji. Ja jednak z nią nie pojadę, jakoś nie potrafię rozsmakować się w atmosferze galerii handlowych. Nie żebym nie korzystał. Owszem, korzystam, wpadam na zakupy albo po to, by pooglądać trochę nowszego sprzętu a później dość szybko uciekam. Wolę żyć w miejscach nieco bardziej kameralnych.
Swoją drogą zastanawiam się, jak trudno będzie uwierzyć moim wnukom w to, jak za życia ich dziadka zmieniał się świat. Gdzie mogłem całkiem niedawno marzyć o tym, że wystarczy wsiąść w tramwaj, przejechać się nim na Leśnicę i oglądać Dalego. Jakąż atrakcją było jeszcze nie tak dawno przekroczenie choćby jedną nogą granicy państwowej, np, z Czechosłowacją na Śnieżce czy Orlicy? Zmienił się świat, nie zawsze na dobre ale w wielu swych cechach jednak tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
