wtorek, grudnia 10, 2024

Głupi pomysł.

 Pod koniec listopada napadł mnie pomysł, miałem napad 😄. Otóż zachciało mi się jechać do Jarosławia. Przeszło półtora roku temu, przy okazji pogrzebu Andrzeja, stwierdziłem, że już tam nie pojadę, chyba że na pogrzeb Jacka, jeśli jemu się pospieszy i mnie wyprzedzi. Z drugiej strony przewidywałem, że Jacek pożyje jeszcze rok od śmierci Andrzeja. No i niewiele się pomyliłem, o pięć tygodni. W pierwszej chwili zdecydowałem, że pojadę na jego pogrzeb ale później pomyślałem i się rozmyśliłem. Nie chciałem być obecny przy poważnych rozmowach spadkobierców ani też nie uśmiechało mi się, by przedstawiciele młodszych pokoleń patrząc na mnie myśleli: "kiedy na niego przyjdzie kolej?" Chyba jakoś podobnie rozumował Maciek, bo też najpierw powiedział, że pojedzie a później to odwołał.

No i nie pojechałem. A teraz naszła mnie myśl, by pojechać samotnie do Jarosławia, zamieszkać przez trzy, cztery dni w hotelu, pospacerować, odwiedzić miejsca, które nawiedzałem dawniej szczególnie często, porobić zdjęcia i na tym związki z miejscem urodzenia zamknąć. Trzymało mnie to przez kilka dni a później doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Bo co? Poszedłbym na cmentarz, może na drugi też, zaszedł do Panny Marii i cerkwi, do muzeum. Podreptałbym by zobaczyć miejsca, gdzie nas już nie ma, a więc na Dominikańską, Konarskiego, Morgenbessera, Armii Krajowej i Sowińskiego. Postałbym obok zamkniętych miejsc, do których już nigdy nie wejdę? Toż mógłbym zapędzić się w nielichą depresję. Po co? Nie pojadę, to był głupi pomysł.

wtorek, listopada 12, 2024

Po cmentarnym rajdzie.

 Uprawiamy kolekcjonowanie obrazków. Robimy mnóstwo zdjęć, filmików. Część publikujemy, do niektórych wracamy sami. Ale gromadzimy, bo wspomagają naszą pamięć, przywołują wspomnienia, pozwalają pochwalić się tym, gdzie byliśmy i potrafimy to udokumentować. Później przekażemy ten materiał spadkobiercom, na przykład wnukom. Tylko czy będą one wiedzieć, kogo to obrazki przedstawiają? A jeśli nawet, to jak długo?

Dla przykładu dwa zdjęcia (plus dodatek) z mojego archiwum.

Zdjęcie zrobione około 1965 roku w Żarowie. Przy grobie Stanisława Kupnowickiego jego przyrodni brat, Piotr Tercha z żoną Franciszką oraz córką zmarłego Jadwiga Glatnam. Towarzyszy im moja Mama. Nie wiem, kto zrobił to zdjęcie. Może Andrzej, może ja, może zięć zmarłego, Eugeniusz. Nikt z osób pokazanych nie żyje ale grób istnieje (zdjęcie poniżej).

I drugi przykład.

Na nim Franciszka i Piotr Terchowie, moi Rodzice i ja. To 1969 rok we Wrocławiu, przy ul. Kilińskiego. Żyję tylko ja. Groby Terchów zostały jakiś czas temu zlikwidowane, miejsce wykonania zdjęcia zmieniło się nie do poznania. Nie żyje też autor zdjęcia, Andrzej.


wtorek, listopada 05, 2024

Rajd cmentarny.

 Czekałem z tym wpisem aż zadanie wykonam. I już. W tym roku było trudniej niż w latach minionych. Dotychczas musiałem odwiedzić cztery cmentarze: w Puszczykowie, na Bardzkiej we Wrocławiu, w Łagiewnikach Małych i w Dobrodzieniu. W tym roku doszły dwa następne: Osobowicki we Wrocławiu i w Pawonkowie. Trochę jeżdżenia ale udało się. Tym razem było szczególnie z dodatkowego powodu. Wizyta na pawonkowskim cmentarzu miała być połączona z pogrzebem kuzynki, Elzy. Dotychczas odwiedzaliśmy ją przy okazji pobytu w Dobrodzieniu i Łagiewnikach Małych. Teraz akurat był ten jej pogrzeb. Jednak nie dotarliśmy, przeszkodził wypadek i duży korek na A-4. Dojechaliśmy dopiero na koniec stypy. W przyszłości trzeba będzie wrócić do zwyczaju jazdy w tamtą stronę w niedziele.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy wreszcie puszczono nas z korka objazdem pojechaliśmy przez Grodków i Kopice, miejscowości bardzo ciekawe, w których niegdy jeszcze nie byliśmy.

W Pawonkowie na stypie spotkałem Irenę, starszą siostrę Elzy. Nie byłem dotychczas pewny, czy ona jeszcze żyje. Żyje i jest w dobrej formie, co bardzo mnie cieszy. I tym sposobem poniższe zdjęcie stało się symboliczne.


Stare zdjęcie a na nim ja z kuzynkami. W białym fartuszku Irena, oparta o mnie Elza. Nie wiem, kto fotografował. Być może trzecia z sióstr, Anna. A może zupełnie ktoś inny.

Z licznego grona moich kuzynek i kuzynów z tamtej okolicy pozostali jedynie: z Główczyc - Irena i ze Skrzydłowic - Walter. Pozostali już ne żyją.

sobota, października 12, 2024

Znowu w Żarowie.

 Przedwczoraj znowu byłem w Żarowie. Drugi i chyba już ostatni raz w tym roku. Pojechałem na prelekcje w Izbie Historycznej a przy okazji zobaczyłem plenerową wystawę o siedemdziesiątej rocznicy uzyskania praw miejskich no i odbyłem króciutki spacerek przez główną ulicę. Oto trofea:

Na ul. Armii Krajowej. Kiedyś były tu też książki, teraz zabawki i wyroby papiernicze.

Na ul. Dworcowej. Kilka lat temu była to fontanna. Teraz jest kwietnik, może klombik.


piątek, września 27, 2024

Po powodzi.

 Która to była powódź w moim życiu? Pamiętam 1977 rok, kiedy byłem w Żarowie. Być może właśnie wtedy a może nieco wcześniej wylała Ślęza dochodząc do połowy mojej ulicy. Pierwszy i ostatni raz to widziałem, bo w 1978 roku podwyższono wały. Później był pamiętny 1997 rok, kiedy woda w Ślęzie doszła tuż poniżej korony wałów. A później, w następnych latach zdarzały się wezbrania, nigdy, nawet w 2010, nie tak wysokie. No i teraz, we wrześniu 2024. Był duży strach, chyba przede wszystkim wśród nowych mieszkańców osiedla oraz tych, którzy mieszkają w miejscu, gdzie tradycyjnie były przesiąki. Byłem kilka razy nad rzeką, patrząc jak ma się odległość lustra wody od mostu. Nie miałem żadnych powodów do obaw. Zawsze jeszcze była spora. Najwyższy stan wody był w minioną sobotę - niedzielę i wyszło, jak na zdjęciu.


Z ciekawości, dla zabicia czasu kilka razy byłem w centrum. Jak udaje mi się od czasu do czasu, próbowałem zaobserwować jakieś interesujące obrazki. Wyszły mi dwa:



Teraz już woda opada, czas wrócić do codzienności.

poniedziałek, września 16, 2024

52.

 No to mamy 52 rocznicę ślubu. Oczywiście nie obchodzimy ale odnotować warto. Przeskoczyliśmy w ten sposób osiągnięcia moich Rodziców i Teściów. Oni mieli tylko po pięćdziesiątce. Dzisiaj jesteśmy osobno. Kasia nad morzem a ja nad Amazonką bis czyli w domu.

A Amazonka bis zwana potocznie Ślęzą dzisiaj robi wrażenie. Wygląda jak prawdziwa, porządna rzeka. Na nowicjuszach wywiera wrażenie. Jednak w ciągu 54 lat mojego tu mieszkania wielokrotnie osiągała taki stan a bywało poważniej.



piątek, sierpnia 30, 2024

Latka lecą.

 Dzisiaj podwójny jubileusz. Ukończyłem 73 lata (jestem okropnie stary) i od 20 lat jestem na emeryturze. Wcale nie czuję się starcem a tym bardziej nnie jestem znudzony życiem bez pracy zawodowej. Jest przecież tyle rzeczy do poznania, zobaczenia, zrobienia,...

N zdjęciu poniżej odległy widoczek na miejsce, z którego wyszedłem, dosłownie, dwadzieścia lat temu, by już tam nigdy nie powrócić. Jak stwierdza znane powiedzenie, "oni nigdy nie wracają".



Jakoś mi tu umknęło.

 Powodów do wizyt na Cmentarzu Osobowickim coraz więcej. W lipcu zmarła ciocia Hania, teściowa Wojtka. Pochowani są razem.



niedziela, sierpnia 11, 2024

Smuteczek.

 Dość przypadkowo trafiłem dzisiaj na pchli targ koło Zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej. Widok niektórych wystawionych na sprzedaż przedmiotów zasmucił mnie.

czwartek, sierpnia 08, 2024

Działo się.

 To, że nie pisałem przez ponad miesiąc, nie znaczy, że nic się nie działo. Najpierw zmarła Ciocia Hania. Nasze pokrewieństwo było dość odległe. Podobno babcia Cioci Hani i dziadek mojej Mamy (czyli Karol Kaiser) byli rodzeństwem. Właściwie nie jest to najważniejsze. Istotne jest to, że znaliśmy się i lubili. Cioci dawno nie widziałem, bo jej stan zdrowia powodował, że obawialiśmy się, że zacznie dopytywać się o mojego Ojca, który już od ośmiu lat nie żyje. A ta wiadomość mogłaby jej zaszkodzić. A ostatnio to już znaczenia nie miało, bo i tak wiele do niej nie dochodziło. Po śmierci jej zięcia byliśmy tam w domu ale Ciocia leżała w swoim pokoju i nawet nie wiedziała, co się wokół niej dzieje. Ot, starość. W pamięci pozostaje mi cudowny smak robionego przez nią piroga. Potrafiła przyjść do nas i mi go przynieść. Tylko to było prawie już trzydzieści lat temu.

A później mieliśmy odwiedziny potomstwa. Najpierw, 14 lipca przyjechał Dominik. Trochę pobył z nami, trochę ze swoim ojcem, odwiedził też drugich dziadków. Odjechał 31 lipca a już 5 sierpnie przyjechali Ola, Konstancja i Eliasz. Na krótko, dzisiaj odjechali. Szkoda, że nie doszło do spotkania wszystkich wnuków. Tak już jest, ludzie mają sprawy, ludzie się spieszą.

No i znów zostaliśmy sami za to z planami na godne spędzanie czasu.

sobota, maja 25, 2024

Rozsądek.

 Lata płyną i trzeba zwrócić się ku rozsądkowi. A to oznacza:

  • Nie pojedziesz wszędzie, gdzie chciałbyś być. Nawet jeśli masz wystarczające środki.
  • Nie przeczytasz wszystkich książek, nawet jeśli je masz w domu.
  • Nie zrobisz wszystkich zaplanowanych zdjęć.
  • Nie zobaczysz tego wszystkiego, co sobie zamarzysz.
  • Nie powiesz wszystkiego, co masz do powiedzenia.
  • Nie przekażesz wszystkich swoich doświadczeń i przemyśleń, nawet jeśli miałbyś komu.
  • Nie znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie ci się nasuwają lub jakie ci zostaną zadane.

I tak dalej. Oczywiście nie oznacza to, że masz nie robić nic. Trzeba być aktywnym, starać się, dążyć do niemożliwego wiedząc, że jest to niemożliwe. Inaczej nic w życiu ciekawego się nie zdarzy.

poniedziałek, kwietnia 01, 2024

Już się nie zobaczymy.

 W środę będzie Jacka pogrzeb. Postanowiłem, że nie pojadę. Powodów jest kilka. Kasia ma umówioną wizytę lekarską i nie może jej przełożyć. Karolina i Klaudyna przy udziale Łukasza będą mieć swoje sprawy, do których nie będę się mieszał. Poza tym ja mam swoje zdanie na temat niektórych wydarzeń w rodzinie, krańcowo odmienne od tego, co oni mają wpojone. Po co się spierać albo fałszywie zgadzać.

Powiadomiłem Maćka a on dzisiaj zadzwonił i powiedział, że też nie pojedzie, bo jego stan zdrowia na taką podróż nie pozwala. Może dyplomatycznie, może nie. Tak czy owak, nie zobaczymy się na tym pogrzebie a to oznacza, że nie zobaczymy się już wcale. Zresztą po co patrzeć na siebie nawzajem z pytaniem, na kogo teraz kolej. Było nas pięciu kuzynów, spędzających razem wakacje we wczesnej młodości. Zostało nas dwóch. Któryś odpadnie raczej wcześniej niż później.



Maxiek w ubiegłym roku. I tak go zapamiętam.

piątek, marca 29, 2024

Ostatnie ogiwo.

 Dzisiaj, podobno o 13, zmarł Jacek. W ten sposób zerwane zostało ostatnie, słabe ogniwo łączące mnie z Jarosławiem. To, że tracę związek z moim miastem urodzenia bardzo wyraźnie odczułem już sześć lat temu, na Wielkanoc 2018. Później już tam nie jeździłem aż do lutego 2023, gdy zmarł Andrzej. Przewidywałem, że Jacek przeżyje go nie więcej niż o rok. Pomyliłem się niewiele, o pięć tygodni. A w ubiegłym roku zrobiłem mu ostatnie zdjęcia. Oto jedno z nich.



środa, marca 27, 2024

A dzisiaj piękny dzień.

 Po trzydziestu latach zajrzałem w miejsce, gdzie za czasów sportowych bywałem często.


Przywitał mnie łabędź.


No i nadchodzi czas pożegnania się z brodą. Takiej dużej jeszcze nigdy nie nosiłem.



poniedziałek, marca 25, 2024

Mokro w Świdnicy.

 Zaplanowałem, że pojadę dzisiaj do Świdnicy. Liczyłem, że spotkam kogoś z rodziny Mar... Krysz... Ne wyszło. Sądzą po śladach, byli na cmentarzu wczoraj, w niedzielę. Myślałem, że tak może się zdarzyć. Za to złapał mnie dość solidny deszcz. Taki, że nawet napisy na nagrobkach stały się nieczytelne.



Przy okazji odwiedziłem grób moich dawnych nauczycieli.




poniedziałek, lutego 26, 2024

U kolegów.

 U kolegów dzisiaj byłem. Jakoś ostatnio tak do rozmaitych znajomych zachodzę.




sobota, lutego 17, 2024

Kolejka?

 W latach 1984-88 pracowałem w SP105 na ul. Grochowej. Wchodziłem w skład najpierw piątki, później czwórki osób kolegujących się bliżej. W kolejności od najstarszej do najmłodszej osoby byliśmy: Anka, ja, Baśka, Marysia i Andrzej (zbieżności imion ze spokrewnionymi ze mną osobami przypadkowe). Z piątki zrobiła się czwórka, gdy Marysia wyjechała z Wrocławia, chyba do Lublina. Później ja zmieniłem pracę, Andrzej wyjechał (po latach wrócił do Wrocławia ale nie do tej pracy). Zostały tylko Anka i Baśka. Baśka mieszkała niedaleko, na Oporowie, opiekowała się matką, też nauczycielką. Spotykaliśmy się od czasu do czasu, wymienialiśmy informacje, co nowego. Któregoś dnia poinformowała mnie, że Andrzej nie żyje. Ostatni raz widzieliśmy się wiosną ubiegłego roku. Jechała na rowerze z zakupami z osiedlowej Biedronki, zatrzymała się, rozmawialiśmy chwilę. Wyglądała marnie. Wspomniałem jej o śmierci mojego kuzyna, też Andrzeja, zapytałem, co u niej. Odpowiedziała "już jest dobrze", "już jest wszystko w porządku". Odniosłem to do faktu śmierci jej matki, która w ostatnich latach sprawiała sporo kłopotów i rzeczywiście niedawno zmarła. Pożegnaliśmy się, każde udało się w swoją stronę. Ostatnio tak myślałem, że dawno Baśki nie widziałem. Trochę mnie to nie dziwiło, bo zmieniły się rozkłady jazdy autobusów i częściej korzystałem z przystanku, który nie leży na stałej trasie mojej koleżanki. Przedwczoraj śniła mi się, była w czarnym wdowim stroju. Dzisiaj sprawdziłem, okazuje się, że zmarła w lecie i jest pochowana razem z matką. I tak z naszej dawnej czwórki odpadła już połowa i to w kolejności od najmłodszego. Najpierw Andrzej, teraz Baśka. Na kogo kolej?

Odwiedzam.

 W związku z niedawnym, w ostatnią sobotę, pogrzebem Wojtka odwiedzam Cmentarz Osobowicki.


Na pogrzeby chodzić nie lubię. Natomiast przechadzka po cmentarzu to całkiem coś innego. Można powspominać znajomych i przyjaciół, których coraz więcej już odeszło. A przy okazji, gdy wokół mniej ludzi, spotkać się z naturą. Choć w tym względzie mam inne sposobności. No więc pozostaje przede wszystkim możliwość wspominania i odczuwania tempa upływu czasu.






sobota, lutego 03, 2024

Kolejka...

 Ostatniej nocy zmarł Wojtek M., mąż Baśki. O rok starszy ode mnie. Kiedy się pobrali, zamieszkali niedaleko od nas, na tej samej ulicy. Bardzo się wtedy zbliżyliśmy. Niemal codziennie albo ja byłem u nich, albo Wojtek u nas. Ciągle graliśmy ze sobą w szachy. Kiedyś Wojtek kupił biurko, zapytał, czy też takie chcę. Stwierdziłem, że przydało by się. No i dla mnie też kupił. Przywieziono dwa biurka do ich mieszkania a stamtąd ja swoje przyniosłem do domu na plecach. Teraz chyba byłoby trudno.

Mniej więcej w tym samym czasie urodziły nam się dzieci. Było wiele wspólnych spacerów. Po jakimś czasie Wojtek i Baśka dostali mieszkanie na Bartoszowicach, pomagałem im w przeprowadzce. Pamiętam naszą wesołość, gdy stwierdziliśmy, że w ubikacji do spłuczki podłączono gorącą wodę. To był nadmiar luksusu.

Później oni wyjechali do Algierii na kilka lat. Po powrocie zamieszkali na Grabiszynku. Niedaleko, więc od czasu do czasu się odwiedzaliśmy, już jednak nie z taką częstotliwością, jak poprzednio. Ostatnio widywaliśmy się rzadko. Przeszkodziła pandemia, rozmaite losy zawodowe i koleje rodzinne. Jednak cały czas darzyliśmy się wzajemną sympatią.

Kolejka znowu się posunęła.

niedziela, stycznia 14, 2024

Kolejne zakończenie.

 W miniony czwartek byłem w MWW a dokładniej w tamtejszej kawiarni. Ostatni raz przed jej zamknięciem, które ma nastąpić do 31 stycznia. Bardzo szkoda, tyle lat spotkań, rozmów w mniejszym a i większym nieco gronie. A przy tym obsługa była bardzo miła i sprawna. Same przyjemności i, niestety, się skończą.

Na pożegnanie, na pamiątkę dostałem kufel, z którego zawsze tam piłem. Wracałem autobusem do domu z kuflem na kolanach i zrobiło mi się smutno. Znowu coś, co dobre, kończy się. Zapewne znajdę sobie inne miejsce ale to już nie będzie takie samo.

środa, stycznia 03, 2024

Rozruch.

 Wczoraj wyszedłem z domu i udałem się do centrum. Ale to było w celach zdrowotnych więc się nie liczy.

Za to dzisiaj pojechałem na Brochów, by odszukać dom, który mi polecono. Znalazłem, zrobiłem kilka zdjęć i wróciłem. Poprzednio na (w) Brochowie byłem w 2019 roku. Dawno.

W nocy zastanawiałem się nad dwiema sprawami. Pierwsza dotyczyła zakładu fotograficznego, który przed laty działał w Świdnicy na rogu ulic Budowlanej i Łukowej. Prowadziła go kobieta, która przyjaźniła się a może tylko kolegowała z moją Mamą i dwiema ciotkami. Robiła nam zdjęcia w pierwszych latach naszego mieszkania w Żarowie. Doszedłem do tego, że zakład nazywał się "Foto Helena" a pani, która go prowadziła, to Helena Kukułka zam. Rolka. W błąd wprowadzało mnie to, że pamiętałem lepiej żartobliwą nazwę, jaką ja nadałem zakładowi, "Foto Kukułka".

Druga sprawa, to wątpliwość, czy byłem w Jarosławiu w 1967 r. na pogrzebie babci Sołtysiakowej. Mam trochę zdjęć z tego pogrzebu ale znaleźć mnie na nich właściwie nie można. Ja z cała pewnością tych zdjęć nie robiłem. Więc byłem czy nie? Byłem. Przypomniałem sobie, że przed pogrzebem weszliśmy z Andrzejem do grobowca, by mógł on zrobić w nim napis. Grobowiec był pusty, babcia była pierwszą osobą w nim pochowaną. Na razie ostatnią jest Andrzej.