sobota, lipca 31, 2004

Od kilku dni (a pewnie jeszcze przez dni co najmniej kilka) mam możliwość podziwiania koncertu obłudy i relatywizmu ocen. Osoby angażujące się w walkę z okupantem i kolaborantami nazywa się albo bojownikami i bohaterami (jednych,tych starszych, dawnych), albo terrorystami i rebeliantami (innych, tych obecnych). Czyż to nie jest obrzydliwe? Ciekawe, co na ten temat mogą myśleć ci pierwsi.

piątek, lipca 30, 2004

Wczoraj byłem Na Szczelińcu Wielkim, w Wambierzycach i w
Czermnej. Czyli na noc zdjęcia + piwo.

czwartek, lipca 29, 2004

Wczoraj Przemek telefonował przy mnie i mówiąc do swego rozmówcy nazwał mnie teściem. Bardzo dziwnie się poczułem. W pierwszej chwili przemknęła mi myśl, że chodzi o Dziadka. Ale numer!!! Ciągle nie mogę przyzwyczaić się do swego wieku i roli w rodzinie.

wtorek, lipca 27, 2004

W minioną sobotę zrealizowałem swój turystyczny zamiar i wyjechałem na spotkanie Andrzeja i Klaudyny do Strzelc Opolskich. Spędziłem w tym mieście 5 godzin, choć chyba wystarczyłoby nieco mniej. Właściwie obszedłem miasto dwukrotnie, porobiłem trochę zdjęć (do zobaczenia). Ładnie tam jest, czyściutko, trzy ładne kościoły, choć dwa z nich wielką rewelacją nie są, dawna średniowieczna baszta, ruiny zamku i dwa łączące się piękne parki. W przewodniku po Górnym Śląsku wymieniany jest jeszcze osiemnastowieczny, drewniany spichlerz ale ani na stronie internetowej miasta go nie wspomniano, ani ja go nie znalazłem. Może to błąd w przewodniku, a może uległ zniszczeniu w międzyczasie.
Zastanawiam się, czy nie odprowadzić moich gości np. do Toszka albo do Gliwic. W Gliwicach pociąga mnie maszt radiowy, a w Toszku - zamek. Do Toszka jest bliżej ale musiałbym jechać z przesiadką właśnie w Strzelcach albo w Opolu. Jeszcze to przemyślę.

czwartek, lipca 22, 2004

No, nareszcie nie pada. Za to codziennie jest parno, zanosi się na burzę. Jak dotychczas kończy się jednak na tym, że odrobinę pobłyska. Nawet Leon się tego nie boi.
Leon to teraz jedyny mój towarzysz. Nikt nie pisze, nikt nie dzwoni. Tylko wieczorami na chwilę wpada Przemek, by zobaczyć, jak postępuje budowa. I jeszcze raz na jakiś czas podeśle coś Ela. Nie chcę jednak zbyt często z nią korespondować. Nie twórzmy pozorów.
Przedwczoraj przysłał mi nieco zdjęć Daniel, pójdą na stronę 5tp. Chyba zaraz się za nie wezmę.

sobota, lipca 17, 2004

No to nareszcie był dzień bez deszczu i bez błota na nibyulicy. Pojechałem sobie wczesnym popołudniem do Lasu Rakowieckiego. Trochę było ciepło, szkoda że nie wziąłem ze sobą czegoś do picia albo pieniędzy. Na następny raz się poprawię. W drodze powrotnej ochłodziłem się w Parku Skowronim.
A przed wyjazdem ściągnąłem sobie ładne zdjęcie Maftuni. Przynajmniej mnie się podoba.
Blogger coś sobie dzisiaj jaja robi. Już wiem nie można pisać "ś" w oknie "Compose" tylko w "Edit HTML".



wtorek, lipca 13, 2004

Rozmawiałem z Olą. Nic na razie dla siebie nie znalazła. Co gorsza Przemek przesłał jej przykry list. Chyba ten, który wysyłał nam kilka miesięcy temu. Nie wiem dlaczego i po co to zrobił. Właściwie Oli sprawy to nie jego rzecz. Przecież ona nic od niego nie chce. Tylko ją niecelowo gnębi.
Na ulicy bajzel niesamowity.Jutro pewnie śmieciarka nie będzie mogła przejechać przez to bałaganiarstwo drogowców. Tacy z nich fachowcy, jak ci z TPSA, co wczoraj wiercąc otwór w ścianie przecięli przewód pod napięciem i cichcem się zmyli. Abo tacy, jak ci z "Usterki", jak zauważył Marcin.

poniedziałek, lipca 12, 2004

Ma Ola pecha. Kolejne rozmowy i bez rezultatu.
A ja w najlepsze sobie urlopuję. Siedzę w domu. Z jednej strony remont, z drugiej też. Całe moje towarzystwo to Leon i Marcin (korespondencyjnie). Mam nadzieję, że Marcin nie obraziłby się za takie zestawienie, bo Leon to przecież pies. Ale pies to najlepszy przyjaciel człowieka, choć niektórzy twierdzą, że najlepszym przyjacielem człowieka jest kobieta.
W każdym razie jestem w domu i już zdążyłem sobie przestawić cykl dobowy. Mimo, iż jest środek nocy, siedzę i piszę. A przy tym słucham Billie Holiday. Przed chwilą oglądałem zdjęcia dzisiejszej wrocławskiej tęczy, jakie przysłała mi Ela (fajnie: obrazki wędrowały z Wrocławia do Wrocławia przez Słupcę).
Trochę odrabiam zaległości czytelnicze, trochę testuję nowe, wielkie skrzynki pocztowe. I czekam na zdjęcia, jakie obiecał mi w poprzednią niedzielę Daniel. Mają być na stronę 5tp.
Właśnie wczorajszym wieczorem zastanawiałem się, jaki jest sens prowadzić dwa blogi (a trzy?). Czy nie jest to objaw jakiegoś rozszczepienia osobowości?