środa, grudnia 26, 2012

Na finiszu.

Dzisiaj Kasia poleciała do Brukseli, wróci po Nowym Roku czyli wymianę kalendarzy przeżyjemy osobno. Dawno tak nie było. A niewiele brakowało, aby nie została, jeśli można to tak określić. Jechaliśmy na lotnisko jej samochodem, Kasia prowadziła. A tu na Granicznej z pobocza na jezdnię wybierał się dorodny dzik. Ciemno było, kierowca nie widział. Gdyby nie to, że ja zauważyłem zwierza i powiedziałem "Dzik, hamuj!" byłoby bęc. A Yariska w starciu ze sporym kabanem szanse ma marne. Pasażerowie też. Ale udało się. Dzik miał czas cofnąć się, my powoli przejechaliśmy. Jednak zdarzenie przypomina mi, że człowiek nie zna dnia ani godziny. W związku z tym chyba upublicznię swoją wolę dotyczącą postępowania z moim truchłem.
Dzisiaj wznowiła się dyskusja o dworku oporowskim, która zanikła chyba w sierpniu, gdy zaczęto ignorować moje wypowiedzi. Już czułem się jak jakiś szczególny dziwak, któremu jednemu choć trochę zależy na losie tego zabytku. Okazuje się na szczęście, że nie jestem sam.
Realizując zgłoszony na stronie Oporowa na FB pomysł informuję, że poniższe zdjęcie
przedstawia znajdujący się na ul. Wiejskiej we Wrocławiu tzw. Dworek Oporowski. Jego właścicielami według znanej mi informacji są panowie Łukasz i Marcin Dziewońscy, podobno architekci.

poniedziałek, grudnia 03, 2012

Pomilczałem.

Znowu sobie pomilczałem. A właściwie niewiele było do pisania. Chodzę znowu na mecze siatkówki, bo sezon trwa. O tym, że wróciłem do sędziowania bno już pisałem. W tym sezonie tylko raz, na Pucharze SP83, jak będzie od wiosny, zobaczymy. W każdym razie już nie będę straszył zawodników, bo najwyraźniej wróciłem do formy, nawet lepiej niż wróciłem.
Jedyna zmiana to to, że ojciec wyszedł ze szpitala. Ponieważ nie mógł prowadzić, byłem jego kierowcą. Piszę, że byłem, bo zapowiedział, że dzisiaj, a więc za kilka godzin, będzie jechał sam. Trzeba przyznać, że tym razem jest w o wiele lepszej kondycji, niż przed rokiem. Przede wszystkim psychicznej. Wprawa?
Za to Andrzej coś tam Kasi opowiadał, że mu zdrowie się popsuło. Jakimś sposobem moja żona stała się rodzinnym lekarzem? Mnie to omija, bo wszyscy chyba zdają sobie sprawę z tego, że medycyna jest zbyt poważną rzeczą, bym ja mógł się choćby w najmniejszym stopniu na niej znać. Chociaż jeśli idzie o mnie samego, to moja niewiedza w tym zakresie wcale nie szkodzi.
Odezwał się Jurek, świeży emeryt. Chyba trochę ciężko  mu się przyzwyczaić. Ja przed laty miałem łatwiej, bo zmieniałem stan stopniowo, a gdy go już ostatecznie zmieniłem, pojawił się Dominik.
Zimno się zrobiło. Jeszcze nie całkiem zimowo ale jednak. A w przyszłą sobotę jazda do Trzebnicy mnie czeka. Trzeba ciepły ciuch jakiś założyć, bo przecież w Trzebnicy jest zawsze chłodniej niż we Wrocławiu a wieczorny powrót trochę potrwa.
W minioną sobotę zrobiłem sobie sam psikusa. Wybrałem się do hali Gwardii na dwa mecze i ze zdziwieniem zobaczyłem zamiast siatkówki judo, Drużynowe Mistrzostwa Polski Juniorów. Jak już przyszedłem, zostałem i popatrzyłem do samego końca. Przyznam, że nie bardzo mnie to kręciło. Najpierw musiałbym chyba trochę poczytać na temat przepisów. Jednak wolę siatkówkę. A gdzie odbyły się te dwa mecze, na które nie trafiłem? W XII LO. Gdybym wiedział, nie poszedłbym i tak, bo nie chodzę po salach szkolnych. Byłbym z Kasią i Asią na spacerze muzyczno - turystycznym. Trudno, wyszło, jak wyszło.

poniedziałek, listopada 19, 2012

Trochę dziwne.

Wracałem w sobotę po dziewiętnastej z meczu tramwajem "20". Na przystanku FAT wysiadła z niego dziewczyna, która siedziała przede mną. Kiedy wysiadałem na Oporowie, zauważyłem, że na zajmowanym przez nią miejscu została koperta. Zaadresowana, ze znaczkiem. Postanowiłem wrzucić ją do skrzynki pocztowej koło pawilonu "Społem" i tak też zrobiłem. Zapamiętałem, że adresatami byli Stanisław i Sara noszący jakieś żydowskie nazwisko, mieszkający w Opolu. Nie jestem antysemitą, zdziwił mnie pewien kontrast męskiego imienia i nazwiska.
Bardzo zdziwiłem się w niedzielę po południu widząc identyczną a może nawet tę samą kopertę leżącą na podmurówce jednego z płotów na ul. Darwina. O co tu chodzi?

niedziela, października 21, 2012

Zrobione.

Udało się. Pojechaliśmy w trzech: Przemek, Dominik i ja do Żarowa. Pooglądaliśmy kości mamuta i inne wykopaliska, pogadaliśmy z sympatycznym panem, który opiekuje się ŻIH a później pokazałem Dominikowi siedziby praszczurów. Zapewne niewiele z tego za jakiś czas będzie pamiętał ale utkwi mu przynajmniej to, że coś z tym nieodległym Żarowem mieliśmy wspólnego. A jeżeli tak, to może podrąży temat.
Po długim, bardzo długim czasie znowu wczoraj pojawiłem się na zawodach jako sędzia. Przy okazji miło mi było zobaczyć dawnych znajomych, z którymi nie miałbym innej okazji do spotkania. A ponieważ nie lubię odkładać żadnej roboty, którą i tak musiałbym wykonać, protokół już zrobiłem i wysłałem Wojtkowi. W ten sposób sprawę zawodów w tym roku mam zamkniętą, a w przyszłym się zobaczy. Chętnie bym się poudzielał ale raczej nie jako główny. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi praca w plenerze.

wtorek, października 09, 2012

Ruszyło się.

No to nastąpiło przestawienie sposobu spędzania czasu przeze mnie z letniego na pozaletni. Skończyły się spacery z przewodnikami, oglądanie i fotografowanie miasta. No, to ostatnie nie tak całkiem. Rozpoczął się sezon chodzenia na siatkówkę.
Już tradycyjnie zaczynam go od jakiegoś meczu Gaudii. Tym razem był to wyjazdowy z MKSem w Świdnicy a więc upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu. Niestety, musiałem odpuścić mecz Gwardii z UKSem z Nowej Soli (trzecia liga). Może jakoś w przyszłości uda się nadgonić. W przyszłą sobotę trzecioligowa Gwardia gra z AZS UP. Koniecznie trzeba być, bo w tej drugiej drużynie gra niegdyś moja ulubiona rozgrywająca.
A wczoraj wystartowała Orlen Liga czyli ekstraklasa siatkarek. Dokładniej, wystartowała we Wrocławiu. Impel - PTPS 0:3. Mogło być lepiej, dużo lepiej. Przypominam sobie, że to tradycja. Gwardia przegrywała u siebie z PTPS ale udawało jej się wygrać w Pile. Może i w tym roku tak będzie?
A zaraz po powrocie niedobra niespodzianka: ojciec chyba miał drugi zawał. Obecnie jest w szpitalu, nieprzytomny. A ostatnio funkcjonował całkiem nieźle, cieszył się z nowego samochodu, planował wyjazdy. Będzie musiał je przełożyć.
Delikatnie wracam do sędziowania. Zaczynam 20 bm. jako główny w Pucharze Dyrektora SP83. Wojtek mnie namówił. Trochę mam tremę, przez dwa lata w ogóle nie pokazywałem się na zawodach w jakimkolwiek charakterze. Chyba trzeba będzie poczytać przepisy. Na szczęście kolejny mecz Impelu będzie nie dwudziestego lecz dwudziestego pierwszego więc nie nałożą mi się terminy.
W minioną niedzielę mieliśmy jechać do Żarowa oglądać mamuta. Nic z tego nie wyszło, zasługa Kasi i Magdy. A dzisiaj wyczytałem, szczęśliwie dla nich, że Żarowska Izba Historyczna była w niedzielę zamknięta. Teraz cała nadzieja w Przemku. Ostatnia szansa w przyszłą niedzielę.

poniedziałek, września 10, 2012

Już wrzesień.

No i jak na razie część planów udało się zrealizować. Byłem w zaplanowanym terminie i w Pszennie, i w Świdnicy. Co chciałem zobaczyć i zrobić, załatwiłem. Teraz czekam na otwarcie wystawy mamuciej w Żarowie, by do niego pojechać.
W międzyczasie pilnie uczęszczałem na wszystkie spacery z przewodnikami. Ustanowiłem po drodze swój, na razie mały, niepobijalny rekord: byłem na wszystkich niedzielnych popołudniowych spacerach. Jeśli nic mi nie przeszkodzi w przyszły weekend, ustanowię trzy kolejne rekordy: wszystkie soboty, wszystkie niedzielne przedpołudnia i w konsekwencji w ogóle wszystkie spacery. W przyszłym roku trzeba będzie coś sobie wymyślić jako środek dopingujący.
Poza tym zestawem pojawiły się cztery dodatkowe okazje: 11, 15, 21 i 22 września. Już wiem, że 11 września nie mogę, bo to najbliższy wtorek i trzeba będzie jechać do Trzebnicy po Kasię, której dzisiaj mają tam naprawiać drugą rękę. Za to pozostałe trzy terminy wydają się być niezagrożone.
Ruszyła sprzedaż karnetów a właściwie voucherów na karnety na mecze Impelu. Czemu wybrano tak skomplikowaną metodę rozprowadzania? Kupuje się przez sieć vouchery, później trzeba je wymieniać na właściwe karnety w siedzibie klubu albo w kasie Orbity. Pewnie spóźniono się, jak to bywa w zwyczaju. Niezależnie od tego, nie ma już dyskryminacyjnych reguł, przez które w ubiegłym sezonie protestując zrezygnowałem z chodzenia na mecze. Tym razem dokonałem już zakupu. Natomiast cisza wielka zapadła wokół rozgrywek młodzieżowych i III ligi. Trochę utrudnia to planowanie czasu w październiku i później. Natomiast zaplanowane mam już dwa wyjazdy: 29 IX do Świdnicy i 8 grudnia do Trzebnicy. MKS będzie grać z Gaudią. Trzeba to zobaczyć.

czwartek, lipca 19, 2012

Plany, plany.

Jak się dożyje, będą wyjazdy. 14 sierpnia do Pszenna, do Muzeum Cukrownictwa, przy okazji może i do Świdnicy. We wrześniu, w którąś niedzielę do Żarowa, mamuta zobaczyć i pokazać wnukowi, gdzie prapradziadkowie, pradziadkowie i dziadek mieszkali. A później w miarę możliwości do Świdnicy na mecze, na II ligę.

środa, lipca 18, 2012

Jeszcze wolny.

Lato mija, ostatnio mniej letnie. Ale nie, nie narzekam, taka pogoda, jeśli tylko za mocno nie pada, jest bardzo dobra na chodzenie i fotografowanie też.
Dominik z Magdą wrócili z Ameryki a po dwóch dniach z Przemkiem i Wandą pojechał do Włoch. Ten to się najeździ. A jeszcze czeka go tydzień z Kasią w Puszczykowie. Jeszcze trochę a wnuk zapomni, że ma dziadka.
A ja w domu siedzę. Nie, nie siedzę. Mieszkam. Oglądam "Strachy" (dziś w nocy będą) i "Ranczo". Nawet jeden odcinek "Stacyjki" zobaczyłem. A wczoraj ruszył nowy serial pt. "Elewarr" czy jakoś tak. Ale ten nie jest szczególnie ciekawy. Poza tym wykonałem 66% zaplanowanych robót: fugowałem na tarasie i naoliwiłem meble ogrodowe. Zostało mi malowanie płotu ale czekam na odpowiedni dzień bez deszczu. No i nie może to być ani sobota, ani niedziela, bo w weekendy spaceruje się z przewodnikami. Na razie wszystkie spacery zaliczyłem. Może uda się tak do końca, może nic nie wypadnie. Prawdę powiedziawszy wypadnie chyba jazda Kasi do Trzebnicy ale wydaje mi się, że znalazłem satysfakcjonujące rozwiązanie. Czy tak się uda, zobaczymy, gdy wróci ona z Brukseli. Na razie, gdy jeszcze jej nie ma, korzystam z wolności.

czwartek, lipca 05, 2012

I po kopanej.

Skończyło się oglądanie rozgrywek piłkarskich. A tak dobrze działało to na moją psychikę. Ale nic to, wkrótce olimpiada. nowa porcja spokoju. O, z "olimpijskiego pokoju" zrobił mi się "olimpijski spokój" we własnym moim sensie.
A spokój teraz i tak mam, wynika on jednak z czegoś innego. Jak zwykle w wakacje zostałem prawie sam. Kaśka u Oli wciąga się do opieki nad Konstancją. Magda z Dominikiem na wakacyjnym wyjeździe w USA. Tylko ja i Pradziadek po drugiej stronie, jak mawiają Dominik i Zuzia. No i sąsiadka po drugiej stronie ulicy. Jest z kim na spacery chodzić, choć pogoda taka, że i tak większość muszę odbywać bez niej. Ale dzisiaj pojechaliśmy na wystawę grafik Dalego na Leśnicę. Podróż sama w sobie atrakcyjna: tramwajem "20" od końca do końca. A trasę ma on długą. A na miejscu, w zamku (w "Zamku") za jedyne 5 zł, bo my emeryci jesteśmy, można chłonąć sztukę do woli. Sąsiadka jutro wybiera się jeszcze do Sky Tower(a) zobaczyć pozostałe elementy kolekcji. Ja jednak z nią nie pojadę, jakoś nie potrafię rozsmakować się w atmosferze galerii handlowych. Nie żebym nie korzystał. Owszem, korzystam, wpadam na zakupy albo po to, by pooglądać trochę nowszego sprzętu a później dość szybko uciekam. Wolę żyć w miejscach nieco bardziej kameralnych.
Swoją drogą zastanawiam się, jak trudno będzie uwierzyć moim wnukom w to, jak za życia ich dziadka zmieniał się świat. Gdzie mogłem całkiem niedawno marzyć o tym, że wystarczy wsiąść w tramwaj, przejechać się nim na Leśnicę i oglądać Dalego. Jakąż atrakcją było jeszcze nie tak dawno przekroczenie choćby jedną nogą granicy państwowej, np, z Czechosłowacją na Śnieżce czy Orlicy? Zmienił się świat, nie zawsze na dobre ale w wielu swych cechach jednak tak.

piątek, czerwca 22, 2012

Kopana.

Ale porcja odprężania. Oglądam mecze EURO2012 i się odprężam. Czyli, pocieszam się, nie jest to taka okropna strata czasu wobec całkowitego, jakże niepatriotycznego braku zainteresowania.
Za to w ubiegły weekend zaczęły się spacery po mieście z przewodnikami. Mam zamiar uczestniczyć w nich sumiennie. Może nawet w lipcu i sierpniu uda się w 150%,

piątek, czerwca 08, 2012

Jeszcze trochę.

Słabo wyszło z tym wzrostem aktywności. Myślałem, że lepiej będzie. Może jeszcze będzie.
Planowałem sobie wstępnie na wczoraj wypad do Małkowic na festyn. Jednak zrezygnowałem. Kasia miała dyżur, musiałbym tam odsiedzieć z nią sześć godzin a przy słabym zaangażowaniu emocjonalnym byłoby to śmiertelnie nudne. Myślałem nawet o tym, by pokazać Dominikowi tę imprezę ale nie chciał jechać. W ogóle nie miał ochoty wyrwać się z domu, bo odwiedziły go dzieci z sąsiedztwa a on uwielbia zabawy z nimi.
Jeszcze trochę trzeba poczekać na rozpoczęcie letnich spacerów z przewodnikami po mieście. Już mnie nosi. Nawet skorzystałem z okazji i poszedłem na podobną imprezę pod wodzą p. Beaty Maciejewskiej z GW. Też było dobrze, choć tłum był potężny. Na koniec była mowa o wybraniu się na Pawłowice ale na razie cicho więc chyba nic z tego nie wyjdzie. Przynajmniej dla mnie, bo z pewnością pojawi się konflikt terminów.
Wczoraj ruszyła strefa kibica w Rynku. Przez miesiąc mamy Rynek z głowy, trudno.

niedziela, maja 06, 2012

Stracony dzień.

A takie piękne były plany. Mieliśmy całym stadem pojechać do arboretum w Wojsławicach. A tu pogoda się popsuła i taki wyjazd stracił sens. Nawet iść na zwyczajny spacer się nie chciało. No i przesiedziało się cały dzień w domu bez sensownego zajęcia, bez celu. Trochę szkoda. Za to przyszły weekend ma być ładny a przy tym niegorący. Może się wtedy wybierzemy. Choć prawdopodobnie nie będzie Dominika.

piątek, maja 04, 2012

Jest!

Jest, znalazła się zguba. A już miałem ponure myśli. Ale wszystko w porządku, tylko te dwa przebite stropy...

niedziela, kwietnia 29, 2012

Ba!

Przed chwilą skończył się w TVP Kultura program o Gerardzie Wilku. Bardzo interesujący.
Na jego marginesie przeszła mi myśl, jak to jest, że nawet w biednych latach pięćdziesiątych, w okresie powojennej odbudowy, były środki na kółka zainteresowań w szkołach, gdzie dzieci mogły rozwijać swoje zainteresowania i talenty. Teraz, gdy podobno jesteśmy nieporównanie bogatsi, na takie fanaberie pieniędzy nie ma. Kółka mogą być, owszem, jeśli rodzice odrębnie ze nie zapłacą. Państwa ani samorządów najwyraźniej nie stać na rozwijanie uzdolnień. A może po prostu nie są zainteresowane?

sobota, kwietnia 28, 2012

Bardzo długi weekend.

No to się zaczęło. Dominik ma aż 9 dni wolnego - takie małe wakacje. Na razie pojechał do taty, wrócić ma we wtorek. Bardzo cicho i pusto bez niego.
Planujemy w sobotę iść na wykład do Muzeum Narodowego. Może i Młody by się załapał na zajęcia dla dzieci. problem tylko taki, że nie ma z kim tego uzgodnić, a dzieci obowiązuje wcześniejsza rezerwacja.
Pogodę mamy piękną. Tylko pylenie jest okrutne. Lekkomyślnie posiedziałem na tarasie w pyłkach i teraz odczuwam konsekwencje, brrr.
Klaudyna z Holką i Ela już w NZ. Podróż trwała 30 godzin ale przebiegła bez żadnych problemów.

czwartek, kwietnia 26, 2012

Inaczej.

Może więcej możliwości zwiększy moją aktywność. Sam w to wątpię ale spróbować nie zawadzi.

piątek, marca 30, 2012

Lenistwo.

Inaczej niż lenistwem nie mogę tłumaczyć przeszło miesięcznego milczenia. Lenistwem wrodzonym i dobrze pielęgnowanym.
A w tym czasie zdarzyło się to i owo. Kasia na przykład była w Brukseli i wrócić zdążyła. Jest rozkochana we wnuczce. Trochę się obawiam, że Dominik może to odczuć jako pewne odsunięcie na dalszy plan, bo chyba tak jest, choć Kasia zawzięcie zaprzecza.
Pomalutku zaczynamy startować z Asią do sezonu spacerowego. Jeszcze w domu E. Stein byłem sam ale już w bibliotece (wykład) oraz Muzeum Etnograficznym (jaja!) i Architektury (May) byliśmy razem. Trzeba coś robić z czasem na emeryturze, a najlepiej poświęcić go na dokształcanie. Później będzie można wnukom opowiadać. Bo i Asia w międzyczasie babcią została - Adasia. Czyli mam nowego sąsiada, całkiem nowego.
Dominik zaczął zbierać dinusie z następnej kolekcji i bawić się iPodem. W tę drugą czynność i ja musiałem się wciągnąć, co przy moich zgrabnych paluszkach takie proste nie jest. Lepsze jednak to, niż męczenie się z Kasi telefonem. A jemu wychodzi. Czy ten model telefonu zrobiono z myślą o sześciolatkach?
Zacząłem mu czytać "Niezwykłe przeżycia doktora Dumczewa". Trochę za dorosłe ale i tak wielu rzeczy o owadach się dowie. Mam też "Doktora Muchołapskiego", niestety tylko w pdfie. Czytanie z ekranu komputera nie bardzo wchodzi w grę, chyba trzeba będzie postarać się o czytnik e-booków, nie ma wyjścia.
W międzyczasie zostałem dziadkiem wujeczno - stryjecznym. Klaudyna urodziła Holkę. Szybko jej nie zobaczę inaczej niż na zdjęciach, bo wkrótce wyjeżdżają do NZ.
W następną noc mają przyjechać brukselczycy. Trochę marnie im się trafiło, pogoda, pięknie wiosenna dotychczas, popsuła się. Jest nieco zimno i mokro. Bardziej jesiennie niż wiosennie. Mało spacerowo, szkoda.

wtorek, lutego 14, 2012

Święto.

Właśnie minęło moje stare święto: corocznie 13 lutego obchodziłem "szkolne urodziny". Ot. tak mi się przypomniało.
Ostatnio Dominik znalazł sobie zajęcie. Robi krótkie filmiki przy pomocy swojego aparatu fotograficznego albo telefonu babci. Nawet zapowiedział, że chce zostać w przyszłości reżyserem albo operatorem filmowym. Zmienił zdanie, nie nęci go już posada dyrektora muzeum paleontologicznego.

Nasz filmowiec przy pracy.

sobota, stycznia 28, 2012

Można.

Zawsze można natrafić na coś lub kogoś interesującego, nigdy nie jest za późno. Dowód poniżej. Trafiłem przypadkiem i podoba mi się. A można znaleźć jeszcze nieco kawałków.

wtorek, stycznia 24, 2012

Z górki.

Połowa ferii za nami. Z mojego, egoistycznego punktu widzenia to dobrze. Jeszcze trochę a wrócimy do normy, z przyprowadzaniem Dominika ze szkoły, spędzaniem z nim popołudni, rozmówkami, jego rysowaniem,... Na razie widuję go mało. Tydzień był w Zawierciu, wrócił na półtora dnia i znowu wyjechał. Tym razem do Berlina. Za to jutro wraca Kasia z ładunkiem serów i słodyczy (do jedzenia!).
Ponieważ pogoda była średnia, głównie borsukowałem. Zajęcie wymyślał mi pradziadek. A to do lekarza, a to do banku, a to do supermarketu. Nie było wolnego.
No i jeszcze zrobiłem porządek w zdjęciach autorstwa Dominika. Poznaje możliwości, jakie daje mu aparat. Niech się uczy, może to zajęcie mu się spodoba.

niedziela, stycznia 08, 2012

Pomysłu!

Jakieś ferie podobno się zbliżają. Z tej okazji Kasia leci do Oli (ksywa 180 euro) czyli zostanę sam przez co najmniej tydzień, bo i Dominik wyjedzie. Muszę coś dla siebie wymyślić, by nie przespać całego tego czasu. Choć, jeśli pogoda się popsuje, zachowam się w sposób typowy dla borsuków.

środa, stycznia 04, 2012

Dookoła.

Zaskakujące jest, że codziennie przechodzimy obok rozmaitych obiektów nie zauważając ich nawet wtedy, gdy wyróżniają się, na przykład urodą czy też wielkością. Trzeba dopiero, by ktoś zwrócił na nie naszą uwagę, byśmy przynajmniej przez jakiś czas zaczęli je widzieć.
Ostatnio złapałem się na tym oglądając zdjęcia nieistniejącej już hali targowej przy ul. Zielińskiego. Na przykład takie. Pamiętam ten budynek z lat sześćdziesiątych, gdy zdarzało mi się przyjeżdżać Do Wrocławia pociągiem. Z nasypu kolejowego był doskonale widoczny. Robił wrażenie. I ciekawe, że nie pamiętam go z późniejszych czasów a przecież przez prawie rok mieszkałem bardzo blisko niego, przez kolejne dwa z okładem lata bardzo często przejeżdżałem obok tramwajem. Jakby go już nie było. Do niedawna byłem przekonany, że rozebrano go pod koniec lat sześćdziesiątych (co tłumaczyłoby mają niepamięć) a nie w 1973 roku. Nie mogę się nadziwić.