poniedziałek, czerwca 27, 2005

Jest wyrok!

Dzisiaj ogłoszono wyniki nowej matury. Odsiew był większy, niż na starych maturach ostatnimi laty. A w liceach profilowanych to już prawdziwa rzeź. Zresztą tego należało oczekiwać. Pamiętam, jak ostrzegaliśmy kandydatów te trzy lata temu podczas rekrutacji. Teraz uczelnie wyższe będą miały ciężki czas. Oj, będzie walka o nabór.
Klaudyna zdała i startuje na studia do Lublina, a w rezerwie będzie mieć Przemyśl. Karolina jest już po sesji: większość piątek, reszta czwórki. W ogóle po kim te dziewczyny są takie mądre. Wiem, po kim nie są!
Jutro zaczyna się u nas akcja "Wielka Dziura", ciężki czas dla Leona, załogi AR Gemini i mnie przy okazji też. Musiałem już zmienić plany - przenieść zbieranie kolejnych kin z wtorku na środę albo nawet i jeszcze później. Właściwie nigdzie mi się z tym nie spieszy.

wtorek, czerwca 21, 2005

Zbieranie kin trwa.

Coraz więcej mam zdjęć byłych i obecnych kin. A co ważne, zebrałem już wszystkie najodleglejsze, do których trudno dojechać. Jeśli utrzymam to tempo, wkrótce trzeba będzie myśleć nad czymś nowym. Ale znajdzie się, znajdzie. Są przecież jeszcze spacery.
Szkoła w Małkowicach szuka kogoś do matematyki na miejsce Kaśki. Poinformowałem o tym p. Agnieszkę, może ktoś z jej znajomych będzie mieć ochotę. Ja w to nie wejdę, za bardzo rozsmakowałem się już w wolności. Albo w innej działalności, jak kto woli.

środa, czerwca 08, 2005

Jak pies z kotem.

Leon ma nowego kolegę! Wróciłem z miasta, patrzę, a tu pod świerkiem w ogrodzie siedzi kot. A Leon sobie po ogrodzie chodzi, trawę przegryza, kota nie goni. Kiedy się później zbliżyłem, podszedł i obwąchiwał tego kota, przyjaźnie kiwając ogonem. A Magda i Przemek boją się o Sparky'ego.

poniedziałek, czerwca 06, 2005

Była burza.

Tydzień temu, w poniedziałek, trochę popadało, trochę pogrzmiało ale za to nieźle powiało. Oj, narobiło się szkód. I tak mieliśmy szczęście, że na Oporowie wiało głównie z południa, po osi mojej uliczki. W każdym chyba obejściu położyło jakieś drzewo. Ale te padały obok domów, więc domom się prawie udało. Tu i ówdzie poleciały co prawda gąsiory czy dachówki ale to tylko poderwane wiatrem. W jednym z domów na Harcerskiej o dach oparła się brzoza, szkody jednak wyrządziła małe. W parku bliżej nas też wielkich strat nie ma. Ot, kilka drzew obok kwatery włoskiej, a w głębi nieco gałęzi i pojedyncze drzewa. Gorzej wygląda park przy skrzyżowaniu Grabiszyńskiej i starej Przodowników. Dla nas jedyną dolegliwością był kilkudniowy brak prądu. Za to na Klecinie padające drzewo skasowało tramwaj. Szkoda, że nie byłem tam i nie cyknąłem zdjęć. Ogólnie dla porawy humoru można powtórzyć za Zorbą: "To była piękna katastrofa".
Trochę w następne dni pofotografowałem i na stronkę.
Wziąłem się też za inne zajęcie - kina. Myślę, że pomalutku zrobię wszystkie. A przynajmniej miejsca, gdzie były. Coś trzeba robić z wolnym czasem. Gdzie to ja czytałem o więźniu, który opiekował się pająkiem? Zapytam Olę, może też czytała i pamięta.