Tydzień temu, w poniedziałek, trochę popadało, trochę pogrzmiało ale za to nieźle powiało. Oj, narobiło się szkód. I tak mieliśmy szczęście, że na Oporowie wiało głównie z południa, po osi mojej uliczki. W każdym chyba obejściu położyło jakieś drzewo. Ale te padały obok domów, więc domom się prawie udało. Tu i ówdzie poleciały co prawda gąsiory czy dachówki ale to tylko poderwane wiatrem. W jednym z domów na Harcerskiej o dach oparła się brzoza, szkody jednak wyrządziła małe. W parku bliżej nas też wielkich strat nie ma. Ot, kilka drzew obok kwatery włoskiej, a w głębi nieco gałęzi i pojedyncze drzewa. Gorzej wygląda park przy skrzyżowaniu Grabiszyńskiej i starej Przodowników. Dla nas jedyną dolegliwością był kilkudniowy brak prądu. Za to na Klecinie padające drzewo skasowało tramwaj. Szkoda, że nie byłem tam i nie cyknąłem zdjęć. Ogólnie dla porawy humoru można powtórzyć za Zorbą: "To była piękna katastrofa".
Trochę w następne dni pofotografowałem i na stronkę.
Wziąłem się też za inne zajęcie - kina. Myślę, że pomalutku zrobię wszystkie. A przynajmniej miejsca, gdzie były. Coś trzeba robić z wolnym czasem. Gdzie to ja czytałem o więźniu, który opiekował się pająkiem? Zapytam Olę, może też czytała i pamięta.
Trochę w następne dni pofotografowałem i na stronkę.
Wziąłem się też za inne zajęcie - kina. Myślę, że pomalutku zrobię wszystkie. A przynajmniej miejsca, gdzie były. Coś trzeba robić z wolnym czasem. Gdzie to ja czytałem o więźniu, który opiekował się pająkiem? Zapytam Olę, może też czytała i pamięta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz