Wymiana maili z Jurkiem zdopingowała mnie: zeskanowałem zdjęcia ze zjazdu w 2000 r. i zmajstrowałem dla nich specjalny kącik. Jeżeli nic nie stanie w ostatniej chwili na przeszkodzie, dołączę fotki, jakie postaram się zrobić w tym roku.
sobota, lipca 30, 2005
czwartek, lipca 21, 2005
Ale niespodzianka!!!
Wczoraj dostałem mail od Jurka. Szok prawdziwy. Ostatni raz widzieliśmy się przeszło 25 lat temu. Wtedy wyjeżdżał na stałe z kraju. Nigdy nie korespondowaliśmy. Tylko od czasu do czasu, przeważnie z okazji zjazdów koleżeńskich, mówiło się, że może mógłby przyjechać. Ale nigdy nie przyjechał, pewnie nie mógł. I tu taka niespodzianka. Ma pojawić się w Polsce we wrześniu. Wtedy powinniśmy się spotkać. Tylko żeby nie popełnić takiej samej gafy, jak pięć lat temu ze Staszkiem. Może przedtem wymienić się zdjęciami? Chyba mu to zaproponuję.
A swoją drogą napisał do mnie na adres, którego prawie nie używam. Ciekawe, skąd go wziął (od Janusza? ze szkoły?).
A swoją drogą napisał do mnie na adres, którego prawie nie używam. Ciekawe, skąd go wziął (od Janusza? ze szkoły?).
czwartek, lipca 14, 2005
Różności.
Ola wczoraj była ostatni dzień w pracy. Dzisiaj jedzie do Belgii, a jutro ma 3 rozmowy. Może coś z tego wyjdzie. Wczoraj miała propozycję do Irlandii ale nie skorzystała.
Klaudyna dziś zawozi papiery do Przemyśla, bo Lublin nie wyszedł. Szkoda ale też konkurencja była wielka.
Wczoraj wpadłem na pomysł, którym podzieliłem się z Magdą. Jak wypali, to chyba popadnę w piwny alkoholizm.
Klaudyna dziś zawozi papiery do Przemyśla, bo Lublin nie wyszedł. Szkoda ale też konkurencja była wielka.
Wczoraj wpadłem na pomysł, którym podzieliłem się z Magdą. Jak wypali, to chyba popadnę w piwny alkoholizm.
niedziela, lipca 10, 2005
Telefon.
Dzisiaj z Londynu zadzwoniła Aneta. Jeśli nie przesadziła, to trudny charakter uratować ją mógł przed nieszczęściem. Ścięła się z szefową i nie poszła do pracy, została w domu i skutki zamachu ją ominęły.
sobota, lipca 09, 2005
To było piękne!!!
Akcja ukrycia ałutka udała się lepiej, niż oczekiwałem.
Dzisiaj było co pooglądać w tv. Wreszcie, na koniec znalazł się ktoś, kto odważył się właściwie potraktować nadętych zarozumialców, końcówkę z 11 wspaniałych (o jakości na ogół takiej, jak każda końcówka). Cóż za wspaniały wyraz tępoty widniał na niektórych twarzyczkach, warto byłoby mieć zdjęcia.
Wieczorem ominęła nas powtórka z rozrywki (z 30 V). Zanosiło się na niezłą burzę, nawet odwołałem przyjazd Magdy i Przemka i poczyniłem odpowiednie przygotowania do stawienia czoła żywiołowi, a tu rozeszło się po kościach. I bardzo dobrze.
A nieco wcześniej pojawili się elektrycy i jeden od razu mi podpadł: zmienił Magdzie imię na Małgorzata. Od razu zjeżyłem się na wspomnienie podrobionych umów. Ostrzegłem gościa, że takie pomyłki mogą skończyć się dla niego niemile.
Przedwczoraj, po wydarzeniach w Londynie oczywiście trochę niepokoiliśmy się o Olę (ja dodatkowo nieco o Łukasza). Ale na szczęście Ola odezwała się do nas. Zresztą ona mieszka i pracuje 30 mil od Londynu i byłby to wyjątkowo niezwykły przypadek, by zamiast być w pracy, przyjechała do centrum.
Dzisiaj było co pooglądać w tv. Wreszcie, na koniec znalazł się ktoś, kto odważył się właściwie potraktować nadętych zarozumialców, końcówkę z 11 wspaniałych (o jakości na ogół takiej, jak każda końcówka). Cóż za wspaniały wyraz tępoty widniał na niektórych twarzyczkach, warto byłoby mieć zdjęcia.
Wieczorem ominęła nas powtórka z rozrywki (z 30 V). Zanosiło się na niezłą burzę, nawet odwołałem przyjazd Magdy i Przemka i poczyniłem odpowiednie przygotowania do stawienia czoła żywiołowi, a tu rozeszło się po kościach. I bardzo dobrze.
A nieco wcześniej pojawili się elektrycy i jeden od razu mi podpadł: zmienił Magdzie imię na Małgorzata. Od razu zjeżyłem się na wspomnienie podrobionych umów. Ostrzegłem gościa, że takie pomyłki mogą skończyć się dla niego niemile.
Przedwczoraj, po wydarzeniach w Londynie oczywiście trochę niepokoiliśmy się o Olę (ja dodatkowo nieco o Łukasza). Ale na szczęście Ola odezwała się do nas. Zresztą ona mieszka i pracuje 30 mil od Londynu i byłby to wyjątkowo niezwykły przypadek, by zamiast być w pracy, przyjechała do centrum.
środa, lipca 06, 2005
Pierwszy dzień wolności.
No to nadeszła upragniona wolność. Od razu odzyskałem pomysły: schowałem firmowe autko (czyli ałutko). Ciekawe, jaka będzie jutro reakcja.
A teraz słucham sobie "Made in Japan" i jest mi błogo.
A teraz słucham sobie "Made in Japan" i jest mi błogo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
