Ma się czas, to człowiekowi różne rzeczy (ale nie żywe!) łażą po głowie. Wczoraj bardzo dobitnie uświadomiłem sobie, że czas od jesieni 2002 do lata 2003 bardzo odświeżył mnie emocjonalnie. Dzięki temu w przyjemnym spokoju upłynął mi następny rok. I innym ze mną chyba też. Bardzo mi to było potrzebne. I dlatego w głębi duszy (a jest coś takiego???) jestem niezwykle wdzięczny osobom, które się do tego przyczyniły. Może nawet kiedyś komuś z nich o tym powiem. Choć nie wiem - właściwie jestem dość skryty i wtedy, gdy zdobywam się na szczerość, wyrażam się niejasno.
czwartek, września 30, 2004
niedziela, września 26, 2004
Do widzenia, Kabareciku.
Po tylu latach oglądania i słuchania przede wszystkim, skończyło się w ostatni wieczór. Chyba się skończyło. Te comiesięczne niespełna godzinki weszły człowiekowi w krew. A może jeszcze się odrodzi?
wtorek, września 21, 2004
Czyżbym miał przejść do historii?
Zaczyna rysować się taka szansa. A to z racji tego, co noszę na barku, a nikt nie wie, co to jest. To się nazywa pokomplikować zdanie!
Andrzej przystąpił do malowania mieszkania. A mnie pojawia się możliwość jazdy do niego na mały tydzień za jakieś 10 - 11 dni. Byłoby całkiem nieźle.
Porządków ciąg dalszy.
Wreszcie wyciąłem ze strony to, co już jest niepotrzebne. Za to spokojniutko kontynuuję "Słownik...". I coś mi zaczyna nowego kiełkować w głowie. Nie wiem jednak, czy się za to wezmę.
Wczorajsza rozmowa z Jackiem bez konkretnych rezultatów.
środa, września 15, 2004
Ależ mi przyszło robić dziś notatki.
Przed chwilą Elcia przysłała wiadomość, że w wypadku samochodowym zginął ojciec Pawła P. (Bambo).
Ten zawsze miał plan.
Wczoraj podano, że zmarł Ove Sprogoe, odtwórca roli Egona Olsena. Miał 84 lata. Szkoda.
sobota, września 11, 2004
Remanenty, kasacje.
Wziąłem się do przeglądania papierzysk. Sporo trzeba wyrzucić. Niektóre zniszczyć. Trochę dziwnie się przy tym czuję. Ostatecznie rozstaję się ze sporym kawałkiem swego życia.
Napisał do mnie Mateusz. W odpowiedzi byłem bardzo gadatliwy i szczery. Nie wiem, czy powinienem. Nie ze względu na mnie. Ze względu na niego.
piątek, września 10, 2004
Dobrze mi!!!
Minął tydzień mojej wolności. Jest mi znakomicie. Przede wszystkim cieszy mnie poczucie wolności, niezależności. Po 46 latach spędzonych w rozmaitych szkołach spodziewać się mogłem jakiegoś poczucia pustki, dzwoniącej w uszach ciszy, itp. A tu nic takiego. Po prostu wypełniam sobie ten cały wolny czas. Sporo zajmuje mi dbanie o kondycję, a więc spacery piesze lub rowerowe. W związku z nimi też muszę dbać o wygląd. A więc żadnego folgowania sobie w nieznoszonej przeze mnie czynności golenia.
Na 20 IX umówiłem sie z Jackiem. Może zaowocuje to jakimś zajęciem. Parę groszy dodatkowo nie jest do pogardzenia a przede wszystkim może kiedyś przyjść kryzys samodyscypliny i wtedy mała robótka będzie pomocna.
Kaśce padło na głowę. Przez 2 godziny wczorajszym wieczorem przegadywała się z jakąś kobietą w sprawie swojego wirtualnego spadku. Kilka lat temu radziłem jej, by się tego zrzekła, bo będzie więcej z tym kłopotu niż pożytku. Ale gdzieżby mnie posłuchała. No to teraz zajmuje się bzdurami.
Trzeba będzie wkrótce wziąć się za przebudowanie swojej starej strony (tylko jak?) no i za kończenie, a raczej przedłużenie SRE.
niedziela, września 05, 2004
Trochę dobrze, trochę źle.
Codziennie spotykają mnie wyrazy sympatii ze strony byłych uczniów. Bardzo to z ich strony miłe choć podsyca moją tęsknotę. I trochę przykro za każdym razem odpowiadać im, że już wspólnie nie popracujemy. Że moje przejście w stan spoczynku było nieodwołalne i nie miało nic, ale to nic wspólnego z nimi i z jakością kontaktów między nami.
Dzisiaj na forum Wyborczej przeczytałem z żalem informację Piotrku G. Ktoś go widział na rynku i to w złym stanie. Ja spotkałem go przed rokiem. Nie poznał mnie, był pod wpływem... To okropne, co się z im stało. Kiedyś jeden z lepszych koszykarzy "Śląska", pod koniec zawodniczej kariery grał we Francji. Takie były wtedy zwyczaje, że dobrzy sportowcy kończąc występy dostawali pozwolenie na starty w zachodnich klubach, by mogli sobie trochę zarobić i odłożyć na czas, kiedy już odejdą od sportu. Piotrek po powrocie podjął pracę nauczyciela w jednej ze szkół podstawowych, prowadził też szkółkę koszykarską dla WKS-u. Wtedy go poznałem. Był bardzo oddany swojej pracy i dzieciom. Zmieniłem pracę, spotkałem go kilka lat później, był w nieciekawym towarzystwie. Rozpił się. Podobno po następnych kilku latach wyrzucono go z pracy. A teraz, ech... Szkoda człowieka.
czwartek, września 02, 2004
Tak sobie myślę.
Przejście na emeryturę ma niewątpliwą zaletę. Człowiek staje się wreszcie sam sobie panem. Byle tylko nieprzefajnować. Trzeba zachować jakąś, choćby nawet niewielką dyscyplinę wewnętrzną. Trzeba zadbać o siebie, np. nie darować sobie golenia, spacerów pieszych i rowerowych ewentualnie innych czynności pozwalających na utrzymanie sprawności fizycznej. Można odrobić wreszcie zaległości czytelnicze (przynajmniej tak długo, jak czytanie nie będzie kłopotliwe), można czegoś się pouczyć (np. jak rozmawiać z psem). Byle tylko nie wpaść w nicnierobienie, bo wtedy człowiek całkiem skapcanieje.
No i oczywiście miłe jest podtrzymywanie przynajmniej niektórych znajomości. Albo nawiązywanie nowych. Nie można przecież zamknąć się całkiem na innych ludzi.
Tak sobie myślę.
Wysłalem maila do Jacka M. Zobaczymy, czy odpowie i co odpowie.
środa, września 01, 2004
Zacząłem nową drogę życia.
Pierwszy dzień w nowej roli. Prawie wszyscy znajomi do roboty, a ja na drugi bok. Wcale nie było to takie złe, jak opisywał Andrzej. Może dlatego, że jestem przyzwyczajony do samotnego przebywania w domu i dość późnego wstawania w okresie wakacji.
Wstałem, załatwiłem korespondencję, a później stwierdziłem, że jednak przejdę się do Pulsantisu. Ostatecznie powinnością przyzwoitego emeryta jest napastować lekarzy. Zamiar powiódł się tylko połowicznie: zobaczyłem, że napastowanie muszę odłożyć na przyszły tydzień. Za to spotkałem Małgosię Sz. i trochę sobie pogadaliśmy. Później jeszcze uciąłem sobie małą rozmówkę z Jolą Sz. i wreszcie z Małgosią powędrowałem do Careefoura, gdzie ostatecznie się pożegnaliśmy. Po malutkich (bardzo malutkich - tylko łatki do roweru) zakupach powędrowałem do domu. Był bardzo dobry dzień na takie spacerki. Później drzemka do powrotu Kasi i popołudnie całkiem zwyczajnie.
A jutro planuję rundkę na rowerku. Trzeba dbać o sprawność fizyczną. Zwłaszcza w moim, podeszłym jakby nie było, wieku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
