niedziela, maja 30, 2004
Kilka dni temu napisałem kartkę do Karolinki z okazji jej urodzin. I wczoraj mi odpisała. Było mi bardzo miło. Przez kilka lat nie widywaliśmy się a i zdalne kontakty były sporadyczne. Stało się tak, mimo iż przynajmniej raz w roku przez około tydzień bywałem w Jarosławiu. A przecież dawniej nieźle się dogadywaliśmy. Dzisiaj napisałem do niej (i wysłałem) pokaźny mail. Mam nadzieję, że będzie to wykorzystana możliwość odnowienia kontaktów. Ona jest teraz daleko od rodziny, sama. Nasze dzieci już się od nas wyprowadziły. Taka korespondencja rodzinna między bratanicą i jej ciotecznym stryjkiem (bo czymś takim dla niej jestem) powinna być dla obu stron krzepiąca. Myślę, że warto ją podtrzymywać.
wtorek, maja 25, 2004
O, Blogger zmienił swój wygląd. Poprzedni chyba bardziej mi odpowiadał, choć chyba też ładowała się strona znacznie dłużej, niż obecna.
Było się na wycieczce w Szklarskiej Porębie. Było miło. Dobrze, bo chyba to już ostatni taki wyjazd.
A przy okazji pojawiła się sposobność do refleksji na temat przemijania. Spotkaliśmy pana, ktory przez 30 lat pracował jako fotograf. Postęp techniki spowodował, że jego praca w ciemni stała się niepotrzebna. Upowszechniły się aparaty kompaktowe i minilaby. No to zarabiał robiąc zdjęcia wczasowiczom i turystom na ulicy, z pieskiem. Ale teraz prawie każdy ma aparat, często cyfrowy. No i pan robi zdjęcia ludziom ich własnymi aparatami za "co łaska do białego kaska". Wiek i uszkodzenie wzroku uniemożliwiają mu podjęcie sensowniejszego zajęcia. Smutne.
I druga sposobność - podróż pociągiem. Pociąg nie pędzi, nawet nie jedzie w przyzwoitym tempie. Przez znaczną część trasy po prostu pełznie! A za oknami można sobie pooglądać zdewastowane, częściowo rozszabrowane budynki stacyjne, zaniedbane, zarośnięte chwastami perony. A podczas pełznięcia przez Wałbrzych widać zrujnowane dawne obiekty przemysłowe. Zgoda, część z nich zapewne rzeczywiście nie jest już potrzebna. Ale czy wszystkie? A poza tym nawet te niepotrzebne nie powinny być porzucone i stanowić zagrożenia, nie mówiąc już o tym, jakie wrażenia estetyczne wywołują. Ale ja chyba już nie z tej epoki jestem.
Było się na wycieczce w Szklarskiej Porębie. Było miło. Dobrze, bo chyba to już ostatni taki wyjazd.
A przy okazji pojawiła się sposobność do refleksji na temat przemijania. Spotkaliśmy pana, ktory przez 30 lat pracował jako fotograf. Postęp techniki spowodował, że jego praca w ciemni stała się niepotrzebna. Upowszechniły się aparaty kompaktowe i minilaby. No to zarabiał robiąc zdjęcia wczasowiczom i turystom na ulicy, z pieskiem. Ale teraz prawie każdy ma aparat, często cyfrowy. No i pan robi zdjęcia ludziom ich własnymi aparatami za "co łaska do białego kaska". Wiek i uszkodzenie wzroku uniemożliwiają mu podjęcie sensowniejszego zajęcia. Smutne.
I druga sposobność - podróż pociągiem. Pociąg nie pędzi, nawet nie jedzie w przyzwoitym tempie. Przez znaczną część trasy po prostu pełznie! A za oknami można sobie pooglądać zdewastowane, częściowo rozszabrowane budynki stacyjne, zaniedbane, zarośnięte chwastami perony. A podczas pełznięcia przez Wałbrzych widać zrujnowane dawne obiekty przemysłowe. Zgoda, część z nich zapewne rzeczywiście nie jest już potrzebna. Ale czy wszystkie? A poza tym nawet te niepotrzebne nie powinny być porzucone i stanowić zagrożenia, nie mówiąc już o tym, jakie wrażenia estetyczne wywołują. Ale ja chyba już nie z tej epoki jestem.
niedziela, maja 02, 2004
Ostatecznie usunąłem blog, który założyłem przed rokiem w przypływie desperacji. Teraz już został tylko ten oraz stary, z prowadzenia którego zapewne zrezygnuję wkrótce.
Jednak nie trzymam samochodu w garażu. Nie chciałem być unieruchomiony. Parkuję go raz tu, raz tam: na przemian gdzieś w okolicy szkoły albo koło spalonego "Kubusia".
Przedwczoraj była tzw. klasyfikacja klas maturalnych. Odbyło się to szybko, nadspodziewanie szybko, dziwnie szybko. Przy tej okazji jednak pozostało mi sporo niesmaku, by nie powiedzieć, że oburzenia. Kilkoro może kilkanaścioro słabszych uczniów zostało poddanych presji, by złożyli oświadczenia, że nie przystąpią do matury. W zamian dano im oceny dopuszczające, czyli pozwolono ukończyć szkołę. Zupełnie nie mieści mi się w głowie takie postępowanie. Po pierwsze jest nieprawne, a po drugie na kilometr śmierdzi co najmniej handlem wymiennym jeśli nie szantażem. Coraz bardziej widzę, że nie przystaję do współczesnych praktyk. Czas się zwijać w stan spoczynku.
W piątek też Asia zasygnalizowała mi, że jest zagrożona z matematyki i historii. Poprosiłem, by jak najszybciej skontaktowała się z p. A. Ostatecznie są rodziną i mają wobec siebie pewne obowiązki. W nadchodzącym tygodniu trzeba będzie zapytać, czy to wykonała. A może chciała, bym ja ją douczał? Bo pewnie nie, bym wypraszał dla niej oceny pozytywne.
Jednak nie trzymam samochodu w garażu. Nie chciałem być unieruchomiony. Parkuję go raz tu, raz tam: na przemian gdzieś w okolicy szkoły albo koło spalonego "Kubusia".
Przedwczoraj była tzw. klasyfikacja klas maturalnych. Odbyło się to szybko, nadspodziewanie szybko, dziwnie szybko. Przy tej okazji jednak pozostało mi sporo niesmaku, by nie powiedzieć, że oburzenia. Kilkoro może kilkanaścioro słabszych uczniów zostało poddanych presji, by złożyli oświadczenia, że nie przystąpią do matury. W zamian dano im oceny dopuszczające, czyli pozwolono ukończyć szkołę. Zupełnie nie mieści mi się w głowie takie postępowanie. Po pierwsze jest nieprawne, a po drugie na kilometr śmierdzi co najmniej handlem wymiennym jeśli nie szantażem. Coraz bardziej widzę, że nie przystaję do współczesnych praktyk. Czas się zwijać w stan spoczynku.
W piątek też Asia zasygnalizowała mi, że jest zagrożona z matematyki i historii. Poprosiłem, by jak najszybciej skontaktowała się z p. A. Ostatecznie są rodziną i mają wobec siebie pewne obowiązki. W nadchodzącym tygodniu trzeba będzie zapytać, czy to wykonała. A może chciała, bym ja ją douczał? Bo pewnie nie, bym wypraszał dla niej oceny pozytywne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
