Od dłuższego czasu nikt nic ode mnie nie chce. Aż mi dziwnie. Z tej dziwności nawet uruchomiłem po pięciu miesiącach mój mały czołg. I to bez najmniejszych kłopotów. I to też było dziwne.
wtorek, kwietnia 26, 2005
Pozoranci.
Byłem wczoraj kupić dla Oli słownik do nauki niderlandzkiego. Wreszcie wzięła się za naukę języków. A jeszcze tak niedawno poza angielski nie chciała wyjść.
Skorzystałem z okazji i zrobiłem sobie spacerek przez Stare i Nowe Miasto. Szczególnym celem było Wzgórze Polskie, bo bardzo dawno tam nie byłem. Wstyd!!! Obraz zaniedbania, śmietnik. Szkoda, bo może to być miejsce śliczne, pełne uroku i ze znakomitym widokiem na Ostrów Tumski. Widok jest, tylko nie można patrzeć pod nogi ani tym bardziej odwracać się. Ładna wizytówka miasta i jego władz. Pozorantów, co to albo fontannę za ciężką kasę (nie swoją!) fundują, która pasuje do otoczenia jak pięść do nosa, albo o łuku triumfalnym myślą. Łuk triumfalny na śmietniku przy dziurawych drogach. A jak kochają pajacować przed kamerami telewizyjnymi. Tylko pożytecznej pracy wykonywać nie ma komu.
Skorzystałem z okazji i zrobiłem sobie spacerek przez Stare i Nowe Miasto. Szczególnym celem było Wzgórze Polskie, bo bardzo dawno tam nie byłem. Wstyd!!! Obraz zaniedbania, śmietnik. Szkoda, bo może to być miejsce śliczne, pełne uroku i ze znakomitym widokiem na Ostrów Tumski. Widok jest, tylko nie można patrzeć pod nogi ani tym bardziej odwracać się. Ładna wizytówka miasta i jego władz. Pozorantów, co to albo fontannę za ciężką kasę (nie swoją!) fundują, która pasuje do otoczenia jak pięść do nosa, albo o łuku triumfalnym myślą. Łuk triumfalny na śmietniku przy dziurawych drogach. A jak kochają pajacować przed kamerami telewizyjnymi. Tylko pożytecznej pracy wykonywać nie ma komu.
sobota, kwietnia 23, 2005
A czas sobie płynie.
Cytowanie Grześkowiaka podziałało. Ola sobie o mnie przypomniała.
Wczoraj Klaudyna zdała ustną maturę z niemieckiego z takim samym wynikiem, jak polski.
Wczoraj też Kasia pożegnała się ze swoją klasą. To już była jej ostatnia. Zapytałem: "Jak Ci?" Odpowiedziała, że dobrze, że ulżyło. Pewnie za jakiś czas, gdy sobie uświadomi, że minął kolejny, ważny etap życia, to trochę będzie jej nieswojo.
Wczoraj Klaudyna zdała ustną maturę z niemieckiego z takim samym wynikiem, jak polski.
Wczoraj też Kasia pożegnała się ze swoją klasą. To już była jej ostatnia. Zapytałem: "Jak Ci?" Odpowiedziała, że dobrze, że ulżyło. Pewnie za jakiś czas, gdy sobie uświadomi, że minął kolejny, ważny etap życia, to trochę będzie jej nieswojo.
wtorek, kwietnia 19, 2005
Zaczęło się.
Dzisiaj Klaudyna zaczęła zdawać maturę. Na początek wewnętrzny (ustny) polski. Wynik 14/20 całkiem niezły ale jej nie usatysfakcjonował. Chciała więcej ale zawiodły nerwy. To dla niej pierwszy tak poważny sprawdzian. A ja spędziłem dzień przy komputerze na rozmowach z nią po zdawaniu a przed ogłoszeniem wyników. Tak więc, mimo ładnej pogody (synoptykom ciągle się nie udają prognozy) nigdzie nie poszedłem ani nie pojechałem. Za to po południu skosiłem trawniki. Po ubiegłorocznych pracach budowlanych trzeba czasu, by doprowadzić je do jakiego takiego porządku.
poniedziałek, kwietnia 18, 2005
Spacerek rowerowy.
Korzystając z nietrafności przepowiedni meteorologicznych wybrałem się na rowerowy spacer do największego wrocławskiego krzyża pokutnego.
Stoi sobie między Żernikami i Złotnikami. Aż dziw, że jeszcze go nikt nie ukradł (oczywiście myślę teraz o krzyżu kulińskim).
Tylko wokół jakieś ludzkie wieprze zrobiły okropne śmietnisko. Przepraszam prawdziwe wieprze, szlachetne zwierzęta.
W drodze powrotnej zatrzymałem się na Żernikach, a później w Parku Strachowickim. Na wszystkich przystankach robiłem zdjęcia. Są już na Yahoo, w jednym z moich albumów.
W drodze powrotnej zatrzymałem się na Żernikach, a później w Parku Strachowickim. Na wszystkich przystankach robiłem zdjęcia. Są już na Yahoo, w jednym z moich albumów.
sobota, kwietnia 16, 2005
Pierwszy raz w parku.
Skorzystałem, że przez prawie dwa tygodnie nie miałem żadnych pilnych zajęć i wybrałem się do Jarosławia (czyli na "Dzikie Pola" albo na "Daleki Wschód" w moim języku). Bardzo było przyjemnie. Po raz pierwszy jechałem tam przez Kluczbork. Zawsze to nowość. Tyle, że od Kluczborka do Katowic pociąg wlókł się, jak żółw bez dopingu. Czas w Jarosławiu wykorzystałem, jak lubię. Dużo spacerów, przeważnie z Klaudyną. Trochę zdjęć. Widziałem się z Wieśką, Irkiem i Bartkiem. Oczywiście też z Jackiem. I to kilkakrotnie. To niesłychanie zdolny i pracowity człowiek ten mój młodszy brat ale bardzo niezaradny. Szkoda, bo żyje dość jednak nędznie. Uśmialiśmy się potężnie, jak Klaudynie pies zjadł komórkę. Trzylatek, a jeszcze takie ma pomysły! Wracałem tradycyjnie, przez Strzelce Opolskie. Miła niespodzianka: Kaśka zaproponowała, że po mnie wyjedzie na stację.
A w domu juz czekały nowe sprawy oprócz zaplanowanych. Przyszedł harmonogram prac związanych z maturą. Dobrze, że nie mam żadnej kolizji terminów. Byłem na uczelni: rachunki, zaległy protokoł indywidualny, próba wyjaśnienia przypadków osób, które pisały (i podpisały!) kolokwium w grupie, do której zgodnie z listą nie przynależą. Hobbyści czy co? Później przerwa, podczas której mogłem posiedzieć sobie na ławeczce w parku, pierwszy raz w tym roku. Stąd i tytuł tej notki. A w końcu dnia konsultacje.
Jutro sędziuję na swoich pierwszych w tym sezonie zawodach. Kiedy byłem w Jarosławiu, Sławek, trener - koordynator, ścigał mnie, by dowiedzieć się, czy będę startował, czy mnie zgłosić. W tym roku ze startami będę chyba musiał dać sobie spokój. Zmniejszenie ruchliwości jesienią i w zimie spowodowało, że masa mi wzrosła i zawieszenie nie bardzo wytrzymuje.
No właśnie, czas najwyższy pojechać na przegląd z moim małym czołgiem. Od grudnia nie jest zarejestrowany.
A w domu juz czekały nowe sprawy oprócz zaplanowanych. Przyszedł harmonogram prac związanych z maturą. Dobrze, że nie mam żadnej kolizji terminów. Byłem na uczelni: rachunki, zaległy protokoł indywidualny, próba wyjaśnienia przypadków osób, które pisały (i podpisały!) kolokwium w grupie, do której zgodnie z listą nie przynależą. Hobbyści czy co? Później przerwa, podczas której mogłem posiedzieć sobie na ławeczce w parku, pierwszy raz w tym roku. Stąd i tytuł tej notki. A w końcu dnia konsultacje.
Jutro sędziuję na swoich pierwszych w tym sezonie zawodach. Kiedy byłem w Jarosławiu, Sławek, trener - koordynator, ścigał mnie, by dowiedzieć się, czy będę startował, czy mnie zgłosić. W tym roku ze startami będę chyba musiał dać sobie spokój. Zmniejszenie ruchliwości jesienią i w zimie spowodowało, że masa mi wzrosła i zawieszenie nie bardzo wytrzymuje.
No właśnie, czas najwyższy pojechać na przegląd z moim małym czołgiem. Od grudnia nie jest zarejestrowany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
