czwartek, grudnia 28, 2006

Ciepło nie było.

Zima sobie o nas przypomniała: dzisiaj spadło trochę krupy śnieżnej i drobnego śniegu. A poza tym było pochmurno, chwilami nieco wietrznie. Ogólnie dość mało przyjemnie, jak na spacer z małolatem. A temu przy takiej pogodzie dobrze się spało. Oj, trzeba zacząć nosić solidniejszy przyodziewek.

poniedziałek, grudnia 25, 2006

Kolejny.

Zmarł James Brown, kolejne wspomnienie młodości. Wiadomo, czego dzisiaj słucham. Jeszcze trochę, a będę słuchać tylko tych, co już odeszli.

czwartek, grudnia 21, 2006

Jedno zdjęcie.


Rzuciłem się do skanowania domowego archiwum fotografii i natrafiłem na to zdjęcie ślubne. Skąd się wzięło?
Lato 1973, nasze ostatnie studenckie wakacje. Doszliśmy do wniosku, że zanim dopadnie nas kierat dorosłego życia, trzeba je właściwie wykorzystać, pojechać na zagraniczną wycieczkę (to wtedy było coś!). Złożyliśmy "zapotrzebowanie" w Almaturze (było wtedy, a może i jest nadal takie studenckie biuro podróży). Kasia chciała do Francji, ja - do Austrii. Wpisaliśmy bodaj Austrię a Francję w rezerwie. Okazało się, że dostaliśmy miejsca według naszych chęci: Kasia do Francji, ja do Austrii. Chcieliśmy jednak, młode bądź co bądź małżeństwo, jechać razem. Udało się znaleźć kogoś w podobnej sytuacji i wymieniliśmy tę Austrię na Francję. Wyjazd był bardzo miły i interesujący, a po powrocie czekała nas niespodzianka: z rozliczenia wynikało, że koszty wycieczki były niższe od naszych wpłat i nadpłaty zostaną nam zwrócone. Postanowiliśmy pojechać na kolejną wycieczkę. Te zwroty wystarczyły na sylwestrowy wyjazd do Związku Radzieckiego. I tak tuż przed sylwestrem znaleźliśmy się w Leningradzie. Mieliśmy trochę czasu na zwiedzanie, później wyjazd na samą sylwestrową imprezę do Nowogrodu Wielkiego, już w styczniu zwiedzanie tego miasta i okolic, powrót do Leningradu i jeszcze wypad do Puszkina (Carskiego Sioła).
Zabawę sylwestrową mieliśmy zorganizowaną w jednej z nowogrodzkich restauracji. Lokal był zarezerwowany dla nas oraz grupy miejscowej młodzieży, z którą bawiliśmy się. Na początku było nieco sztywno, później jakoś się rozkręciło. W pewnym momencie do naszego stolika podeszła z naszą przewodniczką niewysoka blondynka na oko nieco od nas młodsza. Szukała kogoś z Wrocławia lub okolic, my byliśmy jedyni. Okazało się, że ma na Dolnym Ślasku (w Dzierżoniowie) znajomego, który studiuje we Wrocławiu i z którym straciła kontakt. Prosiła o pomoc w nawiązaniu ponownej z nim korespondencji. Zgodziliśmy się. Przez następne dwa dni Iraida, bo tak było jej na imię, towarzyszyła nam w podziwianiu Nowogrodu. Później przez kilka lat wymienialiśmy się listami. W jednym z nich przysłała swoje ślubne zdjęcie (właśnie to powyżej). Mieszkała już wtedy w Leningradzie. O ile dobrze pamiętam, w 1981 roku przestała odpowiadać na nasze listy. Właściwie wcale się nie dziwię. Wiadomo, jaka była wtedy sytuacja w Polsce, mniej więcej wiadomo, co o tym sądzono i mówiono w ZSRR. A w dodatku mąż Iraidy zdaje się pracował w lotnictwie, po prostu chyba uznali, że dalsze korespondowanie może być ryzykowne. A być może, mąż niechętnie patrzył na to, że pisaliśmy do siebie po polsku (Ira uczyła się naszego języka), a on nie mógł tego rozumieć. Szkoda, że się urwało. Ciekawe, co się z tą naszą znajomą dzieje. Przez lata mieliśmy jej leningradzki adres z tamtego okresu, później gdzieś się zagubił. Ostatecznie to tyle już lat. O ile pamiętam nazwisko, jakie nasza Iraida nosiła po mężu było Jelesina (teraz zapisano by to Yelesina albo Yelyesina), mogę jednak się mylić. I tak z miłej znajomości zostało tylko jedno zdjęcie, powód do wspomnień.
Serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności dla wszystkich zagubionych znajomych.

niedziela, grudnia 17, 2006

Ot, ciekawostki.


Zabrałem się wreszcie za domowe archiwum fotograficzne. Na pierwszy rzut poszły zdjęcia z lat 1973 - 74. Ależ ich dużo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak się wtedy rozjeżdżaliśmy. Nie ma to jak końcówka studuiów!!! Przy okazji znalazłem taki oto rarytasik, cha, cha.
Dzisiaj przeczytałem dwie ciakawe wiadomości:
Pierwsza dotyczy pomysłu na likwidację świat Bożego Narodzenia zgłoszonego przez naczelny organ watykańczyków. Czarni (sukienkowi) zrobią wszystko, by ludziom odebrać radość z życia i wpędzić w samoobwinianie się. Tym większa rodość, gdy się z nimi nic wspólnego nie ma.
Druga to o otwarciu linii tramwajowej w Paryżu. Po prostu lubię tramwaje.

piątek, grudnia 15, 2006

Ależ zima tej jesieni.

Ciepło, a nawet cieplutko czasami. Niekiedy popada ale to nie szkodzi. Kwiatki kwitną wśród trawy, drzewa pączkują. Całkiem jak na wiosnę. Mnie tam to odpowiada, zaoszczędzi się na ogrzewaniu i nie trzeba ubierać się w puchy.
Dzisiaj byłem na przeglądzie - gwarancję mam przedłużoną na kolejne pół roku. Trochę pospieszyłem się, wykorzystałem przyjazd Wandy, który zwolnił mnie od bardzo miłego obowiązku spacerowania z Dominikiem. Od poniedziałku wracamy do normy.
Zmieniłem ubezpieczyciela, dość przepłacania i utrzymywania wcale mi niemiłych typów. Polisa przyszła właśnie dziś wieczorem. Pradziadek też ma zamiar pójść tą drogą.