W środę będzie Jacka pogrzeb. Postanowiłem, że nie pojadę. Powodów jest kilka. Kasia ma umówioną wizytę lekarską i nie może jej przełożyć. Karolina i Klaudyna przy udziale Łukasza będą mieć swoje sprawy, do których nie będę się mieszał. Poza tym ja mam swoje zdanie na temat niektórych wydarzeń w rodzinie, krańcowo odmienne od tego, co oni mają wpojone. Po co się spierać albo fałszywie zgadzać.
Powiadomiłem Maćka a on dzisiaj zadzwonił i powiedział, że też nie pojedzie, bo jego stan zdrowia na taką podróż nie pozwala. Może dyplomatycznie, może nie. Tak czy owak, nie zobaczymy się na tym pogrzebie a to oznacza, że nie zobaczymy się już wcale. Zresztą po co patrzeć na siebie nawzajem z pytaniem, na kogo teraz kolej. Było nas pięciu kuzynów, spędzających razem wakacje we wczesnej młodości. Zostało nas dwóch. Któryś odpadnie raczej wcześniej niż później.
Maxiek w ubiegłym roku. I tak go zapamiętam.


