Byłem drugi raz w Żarowie, w minioną środę. Cel zasadniczy to ponowne szukanie wiadomego pomnika. I znowu go nie znalazłem. Obszedłem miejsce, gdzie się go spodziewałem i nic. Poszedłem też na sąsiednie wzgórze, wskazane mi w minionym tygodniu przez miejscowego młodego człowieka. Oczywiście bez skutku. Wolałem jednak sprawdzić, bo a nuż ktoś przeniósł pomnik w miejsce bardziej dostępne. Wreszcie udałem się do Izby Historycznej.
Wpadło mi do głowy, że może pomnik dla większego bezpieczeństwa przeniesiono do lapidarium albo na cmentarz. W Izbie wywołałem popłoch, bo od wejścia rzuciłem: "Gdzieście go przenieśli? Pomnik!" Nastąpiła wielka mobilizacja, ściągnięto znajomego z samochodem i udaliśmy się na miejsce. I co? I pomnik tam jest. To dlaczego go nie znalazłem? Przecież to nie powinno mi się zdarzyć. Okazuje się, że przesunęły się w ciągu minionych ośmiu lat granice roślinności. Przedtem wystarczyło przedrzeć się przez pas jeżyn i było się przy pomniku. Teraz jeżyn przy nim nie ma wcale, jest jednak dość ściśle otoczony wysokimi krzewami. Wyższymi od niego. To chyba skutek ocieplenia klimatu. No i pomyliłem się o 10 - 15 m. Nie sposób zrobić teraz takie zdjęcia, jak robiłem przed laty. Chyba, że wcześniej wykarczowałoby się te krzewy. Zauważyliśmy, że jacyś poszukiwacze szczęścia dobrali się do cokołu i wydrapali sporo zaprawy, usuwając przy tym jeden z kamieni. Jak tak zostanie, to za jakiś czas pomnik może upaść. A szkoda by było świadka historii. Może ludzie z Izby zdołają dokonać napraw.
Drugim celem wyjazdu do Żarowa było zobaczenie nowej wystawy. W związku z wywołanym przeze mnie zamieszaniem zdołałem tylko rzucić pobieżnie okiem. Może jeszcze raz się wybiorę? A jest powód.
Jednak można posiedzieć w Żarowie przy kawie. Wiem to znowu dzięki nieocenionym panom z Izby. Podawała bardzo miła młoda pani. Powiedziała, że podają też smaczne jedzenie, przygotowywane przez samą szefową. Chyba będzie trzeba kiedyś spróbować.

