Odwaliłem kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty: udostępniłem i zgrałem na płytę wszystkie pliki, jakie kiedykolwiek uznałem z jakichś powodów za warte zachowania. Po co? Chyba jednak nie są warte. Ale nic poza czasem mnie to nie kosztuje. Przy okazji kolejny raz stwierdziłem, że dość długotrwała, monotonna praca fizyczna dobrze wpływa na moje myślenie. Dzisiaj kosząc trawnik odtworzyłem dawno zapomniane hasła.
sobota, sierpnia 26, 2006
czwartek, sierpnia 24, 2006
Dziwności

Mam kłopot: przeważnie nie zapamiętuję twarzy osób dorosłych. Chyba to sobie kiedyś wytrenowałem i nie mogę zmienić. Ostanio ciągle ktoś mi się kłania, a ja nie wiem kto to jest. Na szczęście jestem przeważnie dużo starszy i chyba nie jest mi przypisywana nieuprzejmość.
Np. dzisiaj najpierw ukłoniła mi się kobieta powożąca wózkiem. Zielonego pojęcia nie mam, kto to. Powiedziała, że uczyłem ją chemii. To oznaczałoby, że znałem ją jako dziecko co najmniej 18 lat temu. Od tego czasu dorosła, zmieniła się i nie miałem najmniejszej szansy, by ją rozpoznać. Później, podczas spaceru po Nowym Dworze zatrzymałem się, by napoić Dominika i za plecami usłyszałem "dzień dobry". To kłaniał mi się mężczyzna na oko niewiele ode mnie młodszy. Też z nikim mi się nie skojarzył. I wreszcie podczas powrotu usłyszałem pozdrowienie z okna mijanego samochodu. Nie wiem, czyje. Ale może tylko nie poznałem z powodu słabej widoczności spowodowanej odbłyskami w szybach.
Pocieszające jest to, że owa spotkana przeze mnie dziś była uczennica dwukrotnie aż powtórzyła, że się nie zmieniłem. To miłe ale jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że w ciągu tych 18 lat przybyło mi około 20 kilo i dość mocno posiwiałem.
Dziwność ogólna: wrogiem publicznym numer jeden jest ostatnio bezdomny HH. Cha, cha.
Np. dzisiaj najpierw ukłoniła mi się kobieta powożąca wózkiem. Zielonego pojęcia nie mam, kto to. Powiedziała, że uczyłem ją chemii. To oznaczałoby, że znałem ją jako dziecko co najmniej 18 lat temu. Od tego czasu dorosła, zmieniła się i nie miałem najmniejszej szansy, by ją rozpoznać. Później, podczas spaceru po Nowym Dworze zatrzymałem się, by napoić Dominika i za plecami usłyszałem "dzień dobry". To kłaniał mi się mężczyzna na oko niewiele ode mnie młodszy. Też z nikim mi się nie skojarzył. I wreszcie podczas powrotu usłyszałem pozdrowienie z okna mijanego samochodu. Nie wiem, czyje. Ale może tylko nie poznałem z powodu słabej widoczności spowodowanej odbłyskami w szybach.
Pocieszające jest to, że owa spotkana przeze mnie dziś była uczennica dwukrotnie aż powtórzyła, że się nie zmieniłem. To miłe ale jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że w ciągu tych 18 lat przybyło mi około 20 kilo i dość mocno posiwiałem.
Dziwność ogólna: wrogiem publicznym numer jeden jest ostatnio bezdomny HH. Cha, cha.
czwartek, sierpnia 10, 2006
Szoki.
Idę sobie z Dominikiem przez park Grabiszyński i co widzę? Pani spaceruje z dwoma pieskami, jeden z piesków zatrzymuje się, robi kupę a pani woreczek na rękę i sprząta. Wielce to chwalebne. Mieszkańcy nowego osiedla na Muchoborze Wielkim powinni się wzorować. Szczególnie ci z Hłaski.
Później wędrowaliśmy sobie jeszcze tu i tam. Zaszliśmy w miejsce, gdzie kiedyś była cmentarna kwatera żołnierska. Bardzo tam zarośnięte ale w środku jest mała polanka, a na niej ruinka. Kiedyś to był pomnik ku czci tychże żołnierzy. Cmentarz przeniesiono, pomnik stał się ruiną i ulubionym miejscem okolicznych pijaczków. A obok, na obecnym cmentarzu wojskowym trwa huczne porządkowanie przed pewnie też hucznym świętowaniem za kilka dni. Ot i wstyd. Normalnie potiomkowszczyzna.poniedziałek, sierpnia 07, 2006
niedziela, sierpnia 06, 2006
Znowu Żarów.

No to zamiar został wypełniony: pojechaliśmy przedwczoraj w trójkę (Pradziadek, w. A. i ja) do Żarowa. Spacerowaliśmy po nim przez cztery godziny fotografując i filmując. Aż dziwne, że zajęło nam to aż tak wiele czasu a i tak nie zdjęłem wszystkiego, co miałem zamiar. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wybrać się raz jeszcze i raz jeszcze, i raz jeszcze...
Przy okazji kupiliśmy sobie nową monografię miasta i gminy. Ciekawa bardzo i objętościowo spora. Jest co poczytać.
Ciekawostka: obcy, a w każdym razie nierozpoznawany człowiek, wędrujący ulicami z aparatem fotograficznym a tym bardziej z kamerą filmową, uważany jest w tym miasteczku za Niemca. Zrozumiałe, że tak było przed trzydziestu laty. Ale teraz?! Bardzo dla mnie dziwne, że pod tym względem czas się zatrzymał.
Przy okazji kupiliśmy sobie nową monografię miasta i gminy. Ciekawa bardzo i objętościowo spora. Jest co poczytać.
Ciekawostka: obcy, a w każdym razie nierozpoznawany człowiek, wędrujący ulicami z aparatem fotograficznym a tym bardziej z kamerą filmową, uważany jest w tym miasteczku za Niemca. Zrozumiałe, że tak było przed trzydziestu laty. Ale teraz?! Bardzo dla mnie dziwne, że pod tym względem czas się zatrzymał.
wtorek, sierpnia 01, 2006
Tygrys z Muchoboru
Dzisiaj znaczną część dnia spędziłem z Dominikiem. Okazał się prawdziwym drapieżcą: z upodobaniem rzucał się na mnie i gryzł. Rolę karmicielki wzięła na siebie Asia Sz. przy pomocy Klaudyny. Po karmieniu Klaudyna odjechała do Jarosławia. A my z Andrzejem spróbujemy wyskoczyć pojutrze do Żarowa. Trzeba odświeżyć wspomnienia.
A, Dominik zaczął zagryzać zielone. Dotychczas tego nie robił, trzeba będzie zwracać uwagę.
A, Dominik zaczął zagryzać zielone. Dotychczas tego nie robił, trzeba będzie zwracać uwagę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


