środa, listopada 27, 2013

Laska.

Dzisiaj kupiłem Pradziadkowi laskę. To na prezent z okazji 88 urodzin. Ale popełniłem błąd. Wybrałem się bez rękawiczek, bo jestem przyzwyczajony chodzić z rękami w kieszeniach kurtki. A tu miałem zakup, który trzeba było nieść w ręce. Czyli jedna dłoń marzła. Oczywiście przekładałem laskę z ręki do ręki ale niewiele to pomagało, dłonie marzły, to ochładzał się cały organizm. Oj, ten niedostatek myślenia.
Przeglądałem przed chwilą niektóre swoje zdjęcia i coś zauważyłem. Część z nich zrobiłem na różnych podwórkach. Po prostu realizując to, co nazywam programem własnym, zachodzę czasami na różne podwórza w poszukiwaniu czegoś ciekawego, rodzajowego, klimatycznego. A podwórka są ciche, martwe. I te wielkie, powstałe po wyburzeniu dawnych fabryczek albo zakładów rzemieślniczych, i małe. Wszędzie tak samo, cisza. Tu powinny biegać dzieci, grać w piłkę, bawić się w chowanego, skakać przez skakanki, hałasować. A dzieci nie ma. Stoją tylko samochody. Nie ma podwórek, są tylko paskudne, brudne wewnątrzblokowe albo przydomowe parkingi. Smutno.

czwartek, listopada 14, 2013

Dwoistość.

Kilkanaście lat temu poznałem bardzo wtedy młodego człowieka i przez kilka lat współpracowałem z nim gładko, jak pamiętam. Polubiłem go, był sympatyczny choć nieco za bardzo absorbujący, jak dla mnie. Jednak współpraca wymaga tolerancji, wznoszenia się ponad mało istotne drobiazgi. Przecież nikt, szczególnie ja, nie jest ideałem.
Po kilkuletniej przerwie spotkaliśmy się znów. Widywaliśmy się nawet dość często, sporo rozmawialiśmy, choć o jakiejkolwiek współpracy z oczywistych względów mowy być nie mogło. On szukał ciągle swego miejsca w życiu, ja je znalazłem na emeryckim marginesie, gdzie mi tak dobrze. Zauważyłem jednak, że mój Kolega stał się niesłowny, co można tłumaczyć wielością zajęć. Z pewnym rozbawieniem spostrzegłem też skłonność do drobnych, bezinteresownych złośliwości. Uznałem to za jedną z cech długotrwałego okresu młodzieńczego. A rozbawiło mnie podobieństwo pod tym względem z pewnym bliskim członkiem mojej rodziny. Nie przeszkadzało mi to w odczuwaniu sympatii do teraz już starego, choć znacznie ode mnie młodszego kolegi.
I znowu nastąpiła przerwa w bezpośrednich kontaktach. Zmiany zainteresowań, wyjazdy, zdobywanie nowych kwalifikacji,... Od czego jednak są narzędzia współczesnej techniki? Obydwaj mamy m. in. konta na FB i chętnie z nich korzystamy. Z ogromnym i bardzo nieprzyjemnym zdziwieniem zauważam, że mój Kolega na tym portalu jest kimś zupełnie innym od znanej mi od dawna osoby. Tam nie jest sympatycznym choć nieco złośliwym człowiekiem. Prezentuje się jako ktoś chory z nienawiści. Napada, obrzuca epitetami osoby o odmiennych niż jego poglądach. Zachowuje się tak, jakby nie czytał własnych postów oraz odpowiedzi znajomych. Sam napastliwy, oskarża innych niesłusznie o to, że na niego napadają. To mnie mało akurat dziwi, bo często występuje ta cecha u przedstawicieli instytucji, z którą jest związany. Rozpoczyna rozmowę krzycząc "WON", a chwilę później twierdzi, że nikt z nim nie prowadzi merytorycznej dyskusji (na jaki temat po takim okrzyku?). Okropność.
Miałbym to w nosie, gdybym go nie lubił i nie wiedział, że robił różne dobre, pożyteczne rzeczy. Nie godząc się z tym, co widzę, postanowiłem zerwać fejsbukową znajomość. Wolę pamiętać człowieka takim, jakiego poznałem w kontaktach bezpośrednich. Chcę zapomnieć jak najszybciej tę postać z FB.