Przed chwilą przeczytałem szokującą dla mnie
wiadomość. Szokującą przede wszystkim dlatego, że pamiętam Piotrusia, uczyłem go w szkole podstawowej (nr 105, na Grochowej). W mojej pamięci jest jego obraz jako bardzo mądrego a przy tym spokojnego, grzecznego, uprzejmego nadzwyczajnie chłopca o charakterystycznym uśmiechu. Jak na ten wiek niezwykle grzecznego. A ponieważ widywałem go tylko wtedy, gdy jeszcze chodził do tej szkoły, nazywam go tak jak wtedy, zdrobniałym imieniem. Może wydać się to trochę dziwne teraz, gdy jest dojrzałym mężczyzną z tytułem naukowym, na stanowisku. Treść tej wiadomości jest dla mnie niesamowita. Niesamowite są też komentarze, już został osądzony przez ich autorów. On i chyba wszyscy ludzie o poglądach lewicowych.
A ja mam nadzieję, że sprawa wyjaśni się bardzo szybko i że zarzuty okażą się nieprawdziwe. Nie wyobrażam sobie, by było inaczej. To godziłoby w moją wiarę w człowieka i stało w znacznej sprzeczności z tym, co pamiętam.
Piotruś oprócz innych zajęć pisywał felietony do "Przeglądu". Oto jego ostatni
felieton. Chętnie je czytałem choć uważałem, że napisane są w stylu zbyt hermetycznym, nie pasującym do średniego stylu pisma i przez to być może zbyt trudnym dla wielu czytelników. Może jednak się myliłem.
Piotruś demonstrował swoje lewicowe poglądy, był radnym wojewódzkim. Tak się jakoś składa, że w sejmiku dolnośląskim jest jeszcze jeden radny, którego kiedyś uczyłem. Dla odmiany to członek PiS. Aby sprawa była jasna, też wspominam go mile i też byłbym zaszokowany, gdyby jego oskarżono o niecne czyny. I też napisałbym podobnie.