U kolegów dzisiaj byłem. Jakoś ostatnio tak do rozmaitych znajomych zachodzę.
poniedziałek, lutego 26, 2024
sobota, lutego 17, 2024
Kolejka?
W latach 1984-88 pracowałem w SP105 na ul. Grochowej. Wchodziłem w skład najpierw piątki, później czwórki osób kolegujących się bliżej. W kolejności od najstarszej do najmłodszej osoby byliśmy: Anka, ja, Baśka, Marysia i Andrzej (zbieżności imion ze spokrewnionymi ze mną osobami przypadkowe). Z piątki zrobiła się czwórka, gdy Marysia wyjechała z Wrocławia, chyba do Lublina. Później ja zmieniłem pracę, Andrzej wyjechał (po latach wrócił do Wrocławia ale nie do tej pracy). Zostały tylko Anka i Baśka. Baśka mieszkała niedaleko, na Oporowie, opiekowała się matką, też nauczycielką. Spotykaliśmy się od czasu do czasu, wymienialiśmy informacje, co nowego. Któregoś dnia poinformowała mnie, że Andrzej nie żyje. Ostatni raz widzieliśmy się wiosną ubiegłego roku. Jechała na rowerze z zakupami z osiedlowej Biedronki, zatrzymała się, rozmawialiśmy chwilę. Wyglądała marnie. Wspomniałem jej o śmierci mojego kuzyna, też Andrzeja, zapytałem, co u niej. Odpowiedziała "już jest dobrze", "już jest wszystko w porządku". Odniosłem to do faktu śmierci jej matki, która w ostatnich latach sprawiała sporo kłopotów i rzeczywiście niedawno zmarła. Pożegnaliśmy się, każde udało się w swoją stronę. Ostatnio tak myślałem, że dawno Baśki nie widziałem. Trochę mnie to nie dziwiło, bo zmieniły się rozkłady jazdy autobusów i częściej korzystałem z przystanku, który nie leży na stałej trasie mojej koleżanki. Przedwczoraj śniła mi się, była w czarnym wdowim stroju. Dzisiaj sprawdziłem, okazuje się, że zmarła w lecie i jest pochowana razem z matką. I tak z naszej dawnej czwórki odpadła już połowa i to w kolejności od najmłodszego. Najpierw Andrzej, teraz Baśka. Na kogo kolej?
Odwiedzam.
W związku z niedawnym, w ostatnią sobotę, pogrzebem Wojtka odwiedzam Cmentarz Osobowicki.
Na pogrzeby chodzić nie lubię. Natomiast przechadzka po cmentarzu to całkiem coś innego. Można powspominać znajomych i przyjaciół, których coraz więcej już odeszło. A przy okazji, gdy wokół mniej ludzi, spotkać się z naturą. Choć w tym względzie mam inne sposobności. No więc pozostaje przede wszystkim możliwość wspominania i odczuwania tempa upływu czasu.
sobota, lutego 03, 2024
Kolejka...
Ostatniej nocy zmarł Wojtek M., mąż Baśki. O rok starszy ode mnie. Kiedy się pobrali, zamieszkali niedaleko od nas, na tej samej ulicy. Bardzo się wtedy zbliżyliśmy. Niemal codziennie albo ja byłem u nich, albo Wojtek u nas. Ciągle graliśmy ze sobą w szachy. Kiedyś Wojtek kupił biurko, zapytał, czy też takie chcę. Stwierdziłem, że przydało by się. No i dla mnie też kupił. Przywieziono dwa biurka do ich mieszkania a stamtąd ja swoje przyniosłem do domu na plecach. Teraz chyba byłoby trudno.
Mniej więcej w tym samym czasie urodziły nam się dzieci. Było wiele wspólnych spacerów. Po jakimś czasie Wojtek i Baśka dostali mieszkanie na Bartoszowicach, pomagałem im w przeprowadzce. Pamiętam naszą wesołość, gdy stwierdziliśmy, że w ubikacji do spłuczki podłączono gorącą wodę. To był nadmiar luksusu.
Później oni wyjechali do Algierii na kilka lat. Po powrocie zamieszkali na Grabiszynku. Niedaleko, więc od czasu do czasu się odwiedzaliśmy, już jednak nie z taką częstotliwością, jak poprzednio. Ostatnio widywaliśmy się rzadko. Przeszkodziła pandemia, rozmaite losy zawodowe i koleje rodzinne. Jednak cały czas darzyliśmy się wzajemną sympatią.
Kolejka znowu się posunęła.
