sobota, lutego 03, 2024

Kolejka...

 Ostatniej nocy zmarł Wojtek M., mąż Baśki. O rok starszy ode mnie. Kiedy się pobrali, zamieszkali niedaleko od nas, na tej samej ulicy. Bardzo się wtedy zbliżyliśmy. Niemal codziennie albo ja byłem u nich, albo Wojtek u nas. Ciągle graliśmy ze sobą w szachy. Kiedyś Wojtek kupił biurko, zapytał, czy też takie chcę. Stwierdziłem, że przydało by się. No i dla mnie też kupił. Przywieziono dwa biurka do ich mieszkania a stamtąd ja swoje przyniosłem do domu na plecach. Teraz chyba byłoby trudno.

Mniej więcej w tym samym czasie urodziły nam się dzieci. Było wiele wspólnych spacerów. Po jakimś czasie Wojtek i Baśka dostali mieszkanie na Bartoszowicach, pomagałem im w przeprowadzce. Pamiętam naszą wesołość, gdy stwierdziliśmy, że w ubikacji do spłuczki podłączono gorącą wodę. To był nadmiar luksusu.

Później oni wyjechali do Algierii na kilka lat. Po powrocie zamieszkali na Grabiszynku. Niedaleko, więc od czasu do czasu się odwiedzaliśmy, już jednak nie z taką częstotliwością, jak poprzednio. Ostatnio widywaliśmy się rzadko. Przeszkodziła pandemia, rozmaite losy zawodowe i koleje rodzinne. Jednak cały czas darzyliśmy się wzajemną sympatią.

Kolejka znowu się posunęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz