środa, marca 23, 2011

Taki film.

Pooglądałem sobie "Niebieskiego żołnierza" ("Soldier Blue"), tym razem w wersji oryginalnej. Tu piosenka z tego filmu ale nie jego fragment. Film jest z 1970 roku i po czterdziestu latach nieco razi archaizmami ale warto go sobie przypomnieć albo zobaczyć po raz pierwszy, gdy nie widziało się go wcześniej. Ja miałem szczęście widzieć go kilkakrotnie, pierwszy raz w 1970 a może 1971 roku, w kinie oczywiście. Pamiętam, że byliśmy razem z Kasią i wywarł na nas bardzo silne wrażenie. W dodatku mnie spodobała się ta piosenka. To sam początek filmu. Tak bardzo, że po latach pamiętałem dobrze jej melodię. Teraz znam nowsze wersje nagrane też przez Buffy Sainte-Marie ale ta filmowa podoba mi się najbardziej.
Po latach zobaczyłem znowu "Niebieskiego żołnierza", tym razem w telewizji. Bodajże na początku lat dziewięćdziesiątych nadała go w wersji ocenzurowanej TVP 2. Wycięto najdrastyczniejszy fragment sceny rzezi. Film był przez jakiś czas dostępny na DVD, podobno go wycofano. Teraz kupić go u nas raczej nie można. Zadziałała cenzura? Nawet mnie to nie dziwi, Wielki Brat pokazany tam jest w nie najlepszym świetle.
O czym jest film? Można odpowiedzieć, że jak to western, o podboju Dzikiego Zachodu. Można też, że o miłości, która nie zna barier, o walkach z Indianami. Można podkreślać maestrię gry i realizacji, zachwycać się muzyką i urodą występujących aktorów, podkreślać elementy komediowe, które tu też są. Przypominać o tradycjach armii amerykańskiej, podtrzymywanych, a jakże. Dzisiaj dla mnie jest to przede wszystkim film o przemijaniu, znikaniu pewnego świata. A smaczku dodaje fakt, że pierwszy raz widziałem go w kinie, którego też już nie ma, w "Śląsku".

poniedziałek, marca 21, 2011

piątek, marca 18, 2011

Czkawka.

Kolejny raz pooglądałem sobie "Skrzypka na dachu", film. Zapewne wiele jeszcze razy to powtórzę, bo film znakomity, muzyka świetna. Powzruszałem się prawie tak, jak pewna dobrze mi znana pani przy oglądaniu niektórych seriali. I w miarę dokładnie poczytałem sobie końcowe napisy. I wtedy usłyszałem tzw. chichot historii. Otóż wszyscy, którzy ten film widzieli, a kto nie widział przez 40 lat jego istnienia, zapewne zdają sobie o czym on jest. O przemijaniu pewnego świata, zresztą dla nieświadomych kilkakrotnie w dialogach pada odpowiednia informacja. No to teraz dołożyć można, że film co prawda jest amerykański ale przy jugosłowiańskiej współpracy. Zapewne plenery są jugosłowiańskie. Jakaś pomoc techniczna też. Jugosławii już nie ma, stała się elementem świata, który przeminął.
A dzisiaj chichotu ciąg dalszy, uchwała Rady Bezpieczeństwa w sprawie Libii. Oczywiście wiem na ten temat tylko tyle, co mogłem usłyszeć w telewizji ale jakoś przypomniało mi się znowu to jugosłowiańskie przechodzenie do przeszłości. Ot, durnowate skojarzenia. Niedobrze, gdy się dużo pamięta.

środa, marca 09, 2011

Rozmaicie.

Taki urozmaicony dzień był, że aż śmiech.
Najpierw wymieniłem z Andrzejem serię smsów. Ścięliśmy się o jego stosunek do Jacka oraz jackowego towarzystwa. Dla mnie jest to niepojęte, że można ot tak sobie przez schlebianie wiadomo komu rozwalać rodzinę. Całkowita beznadzieja. Jedno dobre, że na razie Andrzej klawiszem - wolontariuszem nie zostanie.
Później pooglądałem zdjęcia Koninki na FB. Piotruś zamieścił, dotychczas mieliśmy tylko mmsy od Oli. Już zapomniałem, jaki malutki  może być noworodek.
I wreszcie straciłem cierpliwość oczekując na zamocowanie progu. Na mój widok winowajca próbował uciec i schować się. Nie udało mu się, nie. A próg miałem ładnie założony w ciągu piętnastu minut. Widać jeszcze potrafię wywierać odpowiednie wrażenie.
Wreszcie wystąpiłem w roli strażnika najbliższej okolicy. Jak nie można inaczej, sąsiedzi powinni o siebie zadbać. A mam tu kilku bardzo dobrze się nadających.
No i jeszcze w międzyczasie jednym okiem widziałem, jak zeszmacił się pewien bardzo znany profesor - polityk (chyba jednak już były). Nie był to szczególnie przyjemny widok. Wstyd mieć takich profesorów.

piątek, marca 04, 2011

Jest.

No to jest Brukselka. Zwać się będzie Konstancja Izabela. U nas brzmiałoby to nieco dziwnie, może w Belgii czy we Francji mniej. W ten sposób jestem podwójnym dziadkiem.

Cieplej.

Trochę cieplej się zrobiło i zaraz ruszyły w okolicy prace budowlane. Sąsiad remontuje swój domek już przeszło rok. Zatrudnia jednego tylko budowlańca, który chyba już się u niego na dobre zadomowił.
Wydłużenie dnia i ładna pogoda powoduje, że coraz trudniej wytrzymać w domu. Jednak przez znaczną część dnia jestem uziemiony. Jeszcze trochę.
Wczoraj Kasia mi powiedziała, że przyjeżdża Lejzer Wolf. Chce, niech przyjeżdża ale nie do mnie. Nie muszę podpisywać się pod wszystkimi głupotami.
Ostatecznie skończył się "spacerek". Zastanawiałem się nad uruchomieniem go od nowa albo przynajmniej jego kontynuacji ale dzisiaj zrezygnowałem. Nie widzę palącej potrzeby.