Taki urozmaicony dzień był, że aż śmiech.
Najpierw wymieniłem z Andrzejem serię smsów. Ścięliśmy się o jego stosunek do Jacka oraz jackowego towarzystwa. Dla mnie jest to niepojęte, że można ot tak sobie przez schlebianie wiadomo komu rozwalać rodzinę. Całkowita beznadzieja. Jedno dobre, że na razie Andrzej klawiszem - wolontariuszem nie zostanie.
Później pooglądałem zdjęcia Koninki na FB. Piotruś zamieścił, dotychczas mieliśmy tylko mmsy od Oli. Już zapomniałem, jaki malutki może być noworodek.
I wreszcie straciłem cierpliwość oczekując na zamocowanie progu. Na mój widok winowajca próbował uciec i schować się. Nie udało mu się, nie. A próg miałem ładnie założony w ciągu piętnastu minut. Widać jeszcze potrafię wywierać odpowiednie wrażenie.
Wreszcie wystąpiłem w roli strażnika najbliższej okolicy. Jak nie można inaczej, sąsiedzi powinni o siebie zadbać. A mam tu kilku bardzo dobrze się nadających.
No i jeszcze w międzyczasie jednym okiem widziałem, jak zeszmacił się pewien bardzo znany profesor - polityk (chyba jednak już były). Nie był to szczególnie przyjemny widok. Wstyd mieć takich profesorów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz