Pierwszy i do przedwczoraj jedyny raz byłem w Mrowinach w 2006 r. Pojechałem zobaczyć tamtejszy pałac i zrobić zdjęcia nawiązujące do tych, które zrobił ok. 1947 r. Kazimierz Jasiewicz. Była na nich moja Mama. Oczywiście w 2006 r. już jej być nie mogło, bo zmarła pięć lat wcześniej.
Pojechałem, zatrzymałem samochód na moście, wysiadłem z aparatem i... okazało się, że nie zrobię nim tych zdjęć. Padła bateria a zapasowej nie miałem. Szczęśliwie mogłem użyć telefonu. Ach, cóż to była za jakość. Ale lepszy rydz niż nic, pomyślałem,że chyba już nigdy tam nie trafię.
I do niedawna wszystko się zgadzało. Byłem wielokrotnie w Żarowie, nawet samochodem. Jednak nigdy do Mrowin nie pojechałem. Przedwczoraj miałem jechać znowu, by zobaczyć nową wystawę planszową. I wpadło mi do głowy, by jednak zboczyć do tych Mrowin. I tak zrobiłem. Trochę pochodziłem, zrobiłem nieco zdjęć już bez szczególnego zamysłu.


