środa, stycznia 14, 2009

Pośnieżyło.

Dzisiaj po południu zrobiło się niemiło dla kierowców. Popadało. Najpierw trochę drobnej krupy śniegowej, później malutki deszczyk, później drobne bryłki lodu i wreszcie sporo śniegu. I od razu pojawiły się korki nadzwyczajne. Bo przy dobrej pogodzie są zwyczajne. Jednak nie ma to jak para własnych w miarę sprawnych nóg. Byłem w mieście, załatwiłem sobie, co miałem do załatwienia i bez większego kłopotu dość szybko wróciłem do domu. Chyba tak już będzie, że z roku na rok piechociarzom łatwiej będzie poruszać się po mieście niż samochodziarzom.
Kiedy wróciłem do domu i po pewnym czasie zobaczyłem, ile śniegu napadało, to aż mi się chciało łapać za łopatę i iść odśnieżać. Jednak rozsądek przeważył nad tym zapałem. Po co mam ryzykować, że mi świeże szwy puszczą.
A w sobotę planuję iść z Dominikiem na mecz. Jest o takiej porze, że za mnie rozstrzygnęła się sprawa ewentualnego wyjazdu do Twardogóry. Wybieram Wrocław i mecz kadetek. Z wnukiem.

poniedziałek, stycznia 12, 2009

Zrobione.

Wystrugany, wyrzeźbiony. Mam nadzieję, że na długi czas wystarczy. Może i na zawsze. Niby nic wielkiego ale szkoda czasu. A przy okazji doświadczyłem wielkiego zainteresowania rodziny. Czasem bywa miło.

sobota, stycznia 10, 2009

Chorowanie, chorowanie,...

Jakoś niewiele wychodzi nam z rozmaitych planów. Dominik choruje. Kasia i ja też się poprzeziębialiśmy. Zostaliśmy odseparowani od wnuka. W pewnym sensie to wykorzystam, bo w najbliższy poniedziałek poddam się dożynaniu. Ale o tym cicho sza! Nie ma co denerwować pewnej osoby.