czwartek, lutego 24, 2005

Podobno.

Podobno w Dobrzykowicach każda krowa ma sześć nóg!!! Nie jestem tego całkiem pewien, bo dawno nie widziałem żywej krowy. Dawno też nie byłem w Dobrzykowicach. Ale - podobno.

środa, lutego 23, 2005

A to się zdziwiłem wczoraj!!!

Miałem wczoraj dzień zdziwień. Najpierw, gdy przeczytałem mail, w którym zwracano się do mnie co prawda mile ale w sposób nie bardzo uprawniony. Od razu wyobraziłem sobie, jak by to było, gdybym będąc studentem pierwszego roku zwrócił się np. do doc. Ł. "Pani Halino". Oj, byłoby pewnie zabawnie. Później zadziwiło mnie bardzo, gdy zobaczyłem sfałszowany dokument, w którym dwukrotnie użyto nazwy osobowej tej samej osoby: raz, prawidłowo w nagłówku, i drugi raz ze zmienionym błędnie imieniem w jak najbardziej fałszywym podpisie. Oj, popisał się ktoś zdolnościami umysłowymi.
Skończyłem pracę nad "Słownikiem...". Teraz trzeba coś nowego wymyślić. A może przyłączyć się do zaczętego dzieła?

środa, lutego 16, 2005

Jest robota.

Mam przydział zajęć na przyszły semestr. Spokojnie, 30 godzin. Właściwie pojawia się jeden problem nałożenia się terminów, w maju. Może jakoś się da z tego wybrnąć.
Tekst poprzedniego wpisu przesłałem Magdzie i Oli. Zachowały się jednakowo. Tak, jakby go nie dostały. Jednak pod pewnymi względami są niemal identyczne.
Ola chce pozbyć się swego starszego aparatu. Szkoda. A bardziej jeszcze szkoda, że nie próbuje zrobić niczego ze swoimi zdolnościami w dziedzinie fotografii. Może go od niej odkupić?

piątek, lutego 11, 2005

Ile to jest: pierwiastek z 2?

Po dzisiejszym pooglądaniu sobie występów "Dziesięciorga Wspaniałych" (najnowsza wersja "Jedenastu Wspaniałych") przypomniał mi się stary dowcip:
Zapytano fizyka, inżyniera i ekonomistę ile wynosi pierwiastek kwadratowy z liczby dwa.
Fizyk odpowiedział natychmiast: "To wielkość rzędu jedności".
Inżynier wyciągnął suwak logarytmiczny, odpowiednio ustawił jego okienko i odczytał: "Nieco ponad jeden i czterdzieści jeden setnych".
Natomiast ekonomista odciągnął pytającego na stronę, rozejrzał się dookoła i przyciszonym głosem zapytał: "A ile ma być?"

Uwaga 1: Dowcip ten usłyszałem, gdy byłem młody i przytaczam go w niezmienionym brzmieniu.
Uwaga 2: Jedyna zmiana, jak nastąpiła w ciągu kilkudziesięciu lat, które upłynęły od tego czasu, polega ta tym, że obecnie inżynierowie nie używają suwaków logarytmicznych lecz poniekąd za przyczyną lotów kosmicznych, kalkulatorów. Dzięki temu mogą podawać wartości z większą dokładnością.
Uwaga 3: Dzisiejsze obserwacje podtrzymują moje przekonanie, że tzw. "nauki ekonomiczne" nie są żadnymi naukami. Uprzejmością jest nazywać je pseudonaukami. Ich naukowość chociażby w porównaniu ze sztuką wróżenia z lotu ptaków jest żadna.
Uwaga 4: Wyrażoną powyżej opinię popiera wiadomość, jakie to umiejętności i jaka wiedza były potrzebne i wystarczające, by móc objąć posadę szefa jednej z największych nie tylko u nas instytucji finansowych.
Uwaga 5: Sporo mówiło się dzisiaj o pewnym banku, który pełnił funkcję doradczą. Właściwie po tym, co można było usłyszeć, bank ten powinien bardzo szybko upaść. Po prostu wszyscy klienci, którzy liczą na uczciwość i fachowość jego pracowników, powinni natychmiast zrezygnować z jego usług.

czwartek, lutego 10, 2005

Odezwał się Jacek G.

Po tylu latach poczułem się, jakbym usłyszał głos z zaświatów. Chce na nowo rozruszać Orientop i szuka pomocników. Może to i dobry pomysł, by się w ten sposób odmłodzić? Mam czas na zastanowienie się do środy, kiedy to o 17:00 jest spotkanie w OKU.

niedziela, lutego 06, 2005

Jestem Carrefourem.

W miniony czwartek(?) zmarła Klaudyna, córka Witka, kuzyna Andrzeja. Miała 13 lat. Ze względu na zbieżność imienia i nazwiska z naszą Klaudyną, po wywieszeniu klepsydr zrobiło się małe zamieszanie. Nasza bratanica została zombi, no to ja jestem Carrefour, a co.
Nasze małe zombi przysłało mi wreszcie zdjęcia ze swojej studniówki. Są w albumie, prywatnym.

środa, lutego 02, 2005

Szaleństwo.

Wczoraj pojawiła się z internecie tzw. lista Wildsteina (od nazwiska dziennikarza, ktory wyniósł i upublicznił indeks IPN) i zaczęło się szaleństwo. Kto może, szuka siebie na liście. A jak znajdzie? Znany mi, na ogół w miarę rozsądny człowiek, zawsze stroniący od polityki i śliskich spraw, gdy dowiedział się, że jego, dość zresztą popularne nazwisko da się znaleźć na liście, powiedział mi, że chodząc ulicą miał cały czas wrażenie, jakby wszyscy mu się przyglądali i za plecami wytykali palcami. Ale kogo to obchodzi? Z całą pewnością nie tego mądralę, co to zapoczątkował, ani tego, co to umieścił w internecie. A podobno sprawa ma się rozwijać. Słyszałem nie o 240 tys. lecz o 1,5 mln nazwisk. Będzie milutko w tym naszym grajdole.
Znowu dzisiaj usiłowano mi ustąpić siedzącego miejsca w tramwaju. Tym razem młoda kobieta. Może i ja staro wyglądam. Z całą pewnością mam "godny" wygląd - ostatnio musiałem się oszczędzać no i zima jest. Ale też jestem całkowicie pewien, że ze wszystkich osób jadących w tym wozie ja byłem najbardziej sprawny fizycznie. Bardziej, niż ta pani. I dlatego uniemożliwiłem jej wykonanie zamiaru.