Dzisiaj Dominik pierwszy raz w życiu był na meczu siatkówki. I na jakimkolwiek meczu w ogóle. Dokładniej był na jego części, w sumie około półtora seta. Przywieźli go i zabrali rodzice. Na samą grę patrzył przez chwilę, później z zapałem zwiedzał halę zaglądając we wszystkie dostępne dla niego kątki. A później chciał już sobie pójść, chyba było dla niego za głośno. Za jakiś czas może spróbujemy ponownie. Na razie jest jeszcze za mały, by dłużej niż przez kilka minut skupić się tylko na obserwacji. Sam chce działać i chce, by to jemu poświęcano uwagę.
niedziela, listopada 18, 2007
Skanuję i skanuję.
Znowu wziąłem się ostro do skanowania starych zdjęć. W tym przypadku starych oznacza, że zrobionych głównie w latach dziewięćdziesiątych. Jest tego trochę, może skończę do świąt. Podobno są jeszcze dwa albumy, gdzieś schowane przez Kasię. To jednak już nie będzie aż tak dużo.
Przy tej okazji nasunęła mi się myśl: Kilkadziesiąt lat temu ze względu na technologię wykonywało się niezbyt wiele fotografii. Przeważnie trafiały one do albumów i były często przeglądane przez zaiteresowane osoby. Po pojawieniu się minilabów i tanich aparatów - głupawek częstość fotografowania znacznie wzrosła. Stosunkowo nieliczne zdjęcia nadal były umieszczane w albumach, a większość leży sobie spokojnie w kopertach i prawie do nich się nie zagląda. Obecnie rozpowszechniły się cyfrówki, robi się tysiące zdjęć, które w olbrzymiej większości pozostają na twardych dyskach komputerów albo są zgrywane na płyty. Przeważnie przegląda się je tylko jeden jedyny raz, po zrobieniu i ściągnięciu z aparatu. Bardzo nieliczne są drukowane i umieszczane w albumach. Praktycznie więc ilość zachowywanych i wykorzystywanych informacji zawartych w zdjęciach chyba niewiele się zmieniła.
środa, listopada 14, 2007
czwartek, listopada 08, 2007
No to się zaczyna.
Wczoraj wieczorem dotarła do mnie wiadomość o śmierci Maryli M. Zmarła 31 października. To pierwsza osoba z naszej klasy licealnej.
W mojej pamięci utrwaliła się jako osoba pełna życia i humoru, bardzo dobry człowiek, który z każdym umiał się porozumieć i zyskać u każdego przychylność. Dzięki niej świat był barwniejszy. Aż trudno sobie wyobrazić, że już jej nie ma między nami. Ostatni raz widziałem ją nieco ponad siedem lat temu, na poprzednim zjeździe absolwentów. Na ostatni zjazd nie przyjechała, nawet trochę rozmawialiśmy o tym, że jej nie było. Mieliśmy jednak nadzieję spotkać ją za kolejne pięć lat, w 2010. Już się nie uda.
Trzeźwo myśląc trzeba spodziewać się, że analogiczne informacje będą pojawiać się od czasu do czasu, w narastającej ilości, z reguły z pewnością przy okazji właśnie zjazdów. Weszliśmy przecież w wiek schyłkowy, co czasem trudno sobie uzmysłowić. Trochę to dziwne: człowiek ma swoje lata jest dziadkiem czy babcią, zdrówko już niekoniecznie najlepsze, a jednak czuje się młodo. W odpowiednim towarzystwie, np. dawnych szkolnych kolegów, bardzo młodo. Ale tak jest dobrze.
czwartek, listopada 01, 2007
Byle dalej.
Taaa, sprzęt do mnie wócił ale sprawność jego pozostawia bardzo wiele do życzenia. Pomału zaczynam się do tego przyzwyczajać.
Jutro wyjazd na groby. Jedziemy we trójkę. Obskoczymy dwa cmentarze i kilkoro żyjących krewnych. A propos krewnych. Klaudyna założyła w serwisie Moi Krewni drzewo genealogiczne, do rozbudowywania którego wciągnęła i mnie. A ja z kolei Kasię i Magdę. Całkiem sympatyczna zabawa. Jest na czym spędzać czas na starość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
