Rozmaite rzeczy działy się od mojego ostatniego wpisu. A ja milczałem, aż wstyd.
Najpierw byłem na zjeździe absolwentów w Świdnicy. Na chyba 27 czy 28 osób, które zdawały maturę w moje klasie, na zjazd przybyło jedenaście. Całkiem przyzwoity wynik. Miło było zobaczyć po latach swoje Koleżanki i swoich Kolegów, porozmawiać, powspominać, poopowiadać,... Następny raz za kolejne pięć lat.
Kiedy ja byłem w Świdnicy, mój ojciec wyjechał do rodziny do Niemiec. Okazało się, że bardzo szczęśliwie. Bo przecież zaczęła się rozbudowa naszej chaty więc miałby bardzo ciężkie warunki życia. Szczególnie, że zaraz po zdjęciu dachu przez trzy dni padało i zalało mieszkania i jego, i nasze. Do tej pory nie możemy się ich dosuszyć. Na szczęście, jak się zdaje, nie ucierpiał mój sprzęt. Przez trzynaście dni nie włączałem komputera, na który kapała woda, wysechł i jak widzę, działa dobrze. Tak na prawdę pewny byłem jedynie sprawności jednego aparatu fotograficznego i jednej kamery, bo były w innym pomieszczeniu dodatkowo zabezpieczone.
Na jubileuszu i zjeździe absolwentów szkoły, z której odszedłem idąc na emeryturę, nie byłem. Wypadło to właśnie w czasie zalania mi mieszkania, nie w głowie mi było a poza tym miałem dość sprzątania a mało czasu na świętowanie. Czy żałować - nie wiem.Z kopyta ruszyły rozgrywki siatkarskie. Sezon ligowy dla siebie inaugurowałem w Świdnicy na meczu MKS - Korona w ubiegłym tygodniu. A wczoraj i przedwczoraj już "pełny wymiar": sobota - mecz kadetek i trzeciej ligi we Wrocławiu, niedziela - trzecia liga znowu w Świdnicy. Wyszło, że w ciągu miesiąca aż cztery razy jeździłem do tego pięknego miasta. Przy okazji w niedzielę zaszedłem na cmentarz żydowski. Tak jakoś się składa, że człowiek docenia miejsca, w których mieszkał najczęściej wtedy, gdy już z nich się wyprowadził. O istnieniu cmentarza żydowskiego w Świdnicy dowiedziałem się całkiem niedawno (jak na swoje długie już życie).
Podobnie ma się sprawa z Żarowem. Kiedy z niego wyprowadzałem się, w 1968 roku, cieszyło mnie, że opuszczam to miejsce. Miejsce uznane przeze mnie wtedy za coś najbrzydszego na świecie. Przez lata tam nie jeździłem w przeciwieństwie do Andrzeja, który odwiedzał Żarów przy każdej okazji. Aż kilka lat temu i ja pojechałem. Byłem bardzo mile zaskoczony. Żarów wypiękniał, oczyścił się i wywietrzył. Urodą nie poraża ale nie można go już uznać za coś obrzydliwego. Okolice miasta, te bliższe i te dalsze, mają bardzo dużo uroku, są po prostu bardzo ładne. Teraz chętnie tam bywam choćby przejazdem, jak wczoraj. Chociaż zauważam ostatnio jakby pewne oznaki zmniejszenia dbałości o samo miasto. Może jednak się mylę.
