środa, grudnia 02, 2020

Pustka

 Jak niesamowicie wygląda mój osobisty kalendarz. Pustka, brak zapisów, nie ma potrzeby o czymkolwiek pamiętać. Siedzę w domu z konieczności. Nie bardzo jest po co z niego wychodzić. Ile można spacerować po tych trzech uliczkach. I tak robię to co tydzień idąc po gazety. Aby mnie nie dręczyła chęć wyjścia dokądkolwiek, bo nie ma dokąd, całkiem zmieniłem swój rytm dobowy. Jestem czynny w nocy a w dzień śpię. Gdy nie śpię, trochę czytam, trochę oglądam niekoniecznie najlepsze i najmądrzejsze filmy a ponieważ zawsze chętnie się uczyłem, poznaję możliwości, jakie daje menu w rozmaitych aparatach. Normalnie nigdy bym z nich nie korzystał, teraz poznaję. Cofnąłem się nawet do prościutkiego aparaciku, który kupiłem około 15 lat temu i od lat już nie używałem. I zrobiłem nim trzy fotki Misiowej, bo komu innemu mógłbym robić. Ech, kiedy to się wreszcie skończy?




środa, listopada 25, 2020

Kolejny

 Dzisiaj zmarł Diego Maradona. Nie byłem i nie jestem kibicem piłkarskim ale doceniałem jego osiągnięcia. To kolejny idol z czasów mojej młodości. Tym razem bardziej drugiej niż pierwszej.

niedziela, października 11, 2020

Chyba na razie koniec.

 Wczoraj uczestniczyłem w wycieczce, której wcześniej nie planowałem. Udało się dobrze, zrealizowałem zadawnione plany. A byliśmy w Małujowicach,


Brzezinie


i w Brzegu.


W tym roku to chyba już ostatni wyjazd.

czwartek, października 08, 2020

Szwendanie.

 W tym roku nie uczestniczyłem w spacerach z przewodnikami miejskimi. Z oczywistego względu zaczęły się one dużo później niż w zwykłych latach, zobaczyłem zdjęcia z pierwszego - bardzo dużo uczestników, odpuściłem sobie. Jednak staram się wrócić do normalnego rytmu życia. A więc bywam w muzeum, chodzę na wydarzenia towarzyszące wystawom. Nie mogę jednak zdecydować się na pójście do kina. Nie wyobrażam sobie przesiedzieć dwie godziny w skupieniu i masce na twarzy. A czysto rozrywkowe filmy mało mnie interesują. Do tego wystarczy mi telewizja. Dla odmiany trochę zacząłem jeździć na wycieczki organizowane przez małe biura podróży. Chyba nie jest to najmądrzejsze ale w ten sposób próbuję uzupełnić braki ewentualnie przypomnieć sobie dawne czasy a wobec braku własnego pojazdu jest to właściwie jedyna możliwość.

Brak spacerów jednak odbija się na mojej formie. Masa rośnie a nogi słabną. Próbuję chodzić nieco więcej, ja - mistrz podwożenia się. Chcę także wykorzystywać nieodległą górkę, bo przywrócić sobie jaką taką sprawność w podchodzeniu.

Dzisiaj odwiedziłem Baśkę. Przywitałem ją mówiąc, że przychodzę, bo dawno się nie widzieliśmy a nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy. Mogłem sobie pozwolić, bo Baśka doskonale rozumie mój sposób żartowania, specyficzny humorek. Trochę pogadaliśmy na moich warunkach. Ona w drzwiach wejściowych do domu a ja przed ogrodzeniem, na ulicy, w odległości jakichś sześciu - siedmiu metrów. Nie chciałem wchodzić. Raz, przed laty, niechcący naraziłem jej życie i do tej pory mam wyrzuty sumienia. Nie chcę by to się powtórzyło. I tak było mi bardzo miło.

poniedziałek, września 07, 2020

Jakoś mi się nie chce.

 Mogłoby się wydawać, że czas pandemii sprzyja tem, bo dokumentować, publikować,... A jednak wcale tak nie jest, przynajmniej w moim przypadku. Z niejakim trudem telefonem pstryknąłem coś takiego, aby po latach móc przypomnieć sobie o strefach wydzielonych w autobusach i tramwajach.



wtorek, lipca 28, 2020

Wyciągnięte.

Od wczoraj nie mam juz nici w grzbiecie. Wyciągnięte. Teraz czekam na wynik badań i decyzję, co dalej. Spodziewam się okresowych przeglądów.
A w międzyczasie był Dominik. Trochę z nim pojeździliśmy. Byliśmy w Lubiążu.
Później w Legnickim Polu.
I wreszcie na objeździe przez Dobrodzień, Rzędowice, Główczyce, Gwoździany, Łagiewniki Małe, Skrzydłowice do Pawonkowa.
Następnie Dominik pojechał do drugich dziadków, do Świebodzina.
Teraz siedzimy sami w chacie. Zastanawiam się, jakim zajęciom mam się oddać w nadchodzącym czasie, by nie zgnuśnieć całkowicie. Ze względów rozmaitych wypadło mi mnóstwo zajęć organizowanych, z wielu ja sam wypadłem. Teraz chętnie bym czymś się zajął ale jest ograniczenie, muszę unikać nadmiernego nasłonecznienia. W środku gorącego lata. Zostają mi muzea oraz krótkie samotne wypady. Coś tam w planie mam.

piątek, lipca 10, 2020

Z dużej chmury mały deszcz.

Nie pisałem, bo nie bardzo mi się chciało a i nie było o czym. Siedziałem w domu czekając na dzisiejszy dzień, by pójść do szpitala na zabieg. Miałem tam zostać około czterech dni, co nie bardzo mi się uśmiechało. W międzyczasie starałem się dekować, by nie podłapać jakiejś zarazy.
No i wreszcie się doczekałem. Wczoraj przeszedłem test na koronawirusa. Negatywny. Dzisiaj zameldowałem się w szpitalu. I tu okazało się, że niepotrzebnie brałem ze sobą manele. bo sprawę załatwiono od ręki i już o 11.00 byłem wolny i zmierzałem w stronę domu odpowiednio zaopatrzony. Teraz Kasia będzie bawic się w pielęgniarkę zmieniając mi opatrunki. Za dwa i pół tygodnia zdjęcie szwów i ustalenie, co dalej, Zapewne będę chodził na okresowe przeglądy. Tak było poprzednimi razy.
Na dzisiejsze popołudnie zapowiadano burzę. Faktycznie było gorąco i parno ale sprawa skończyła się tylko krótkim i niezbyt obfitym deszczem A więc w obu sprawach z dużej chmury był mały deszcz.

poniedziałek, czerwca 01, 2020

A jednak Mrowiny.

Pierwszy i do przedwczoraj jedyny raz byłem w Mrowinach w 2006 r. Pojechałem zobaczyć tamtejszy pałac i zrobić zdjęcia nawiązujące do tych, które zrobił ok. 1947 r. Kazimierz Jasiewicz. Była na nich moja Mama. Oczywiście w 2006 r. już jej być nie mogło, bo zmarła pięć lat wcześniej.
Pojechałem, zatrzymałem samochód na moście, wysiadłem z aparatem i... okazało się, że nie zrobię nim tych zdjęć. Padła bateria a zapasowej nie miałem. Szczęśliwie mogłem użyć telefonu. Ach, cóż to była za jakość. Ale lepszy rydz niż nic, pomyślałem,że chyba już nigdy tam nie trafię.




I do niedawna wszystko się zgadzało. Byłem wielokrotnie w Żarowie, nawet samochodem. Jednak nigdy do Mrowin nie pojechałem. Przedwczoraj miałem jechać znowu, by zobaczyć nową wystawę planszową. I wpadło mi do głowy, by jednak zboczyć do tych Mrowin. I tak zrobiłem. Trochę pochodziłem, zrobiłem nieco zdjęć już bez szczególnego zamysłu.










A nauczkę z pierwszego pobytu wyciągnąłem: zawsze wybierając się dokądś, bo robić zdjęcia, mam zapasowe baterie albo (częściej) drugi aparat.

środa, kwietnia 22, 2020

Kolejny krok.

Powolny bardzo jest proces mojego uwalniania się. Jednak nie chcę, by coś poszło nie tak, bym komuś cokolwiek był winny. Nawet jeśli poniosę jakieś koszty. Wczoraj zrobiłem kolejny krok. Po sześciu latach nie będę już sprawdzać dwóch skrzynek pocztowych. A zatem pójdzie też zakończenie opłacania należności za nieruchomość, która jeszcze formalnie jest moja choć faktycznie już nie. Ciąg dalszy nastąpi. Oby jak najszybciej.

poniedziałek, kwietnia 13, 2020

Zostało.

Piękne były plany i co z nich zostało?

niedziela, kwietnia 12, 2020

Świętujemy.

Zaczęliśmy obchodzenie świąt wiosennej równonocy. Tym razem tylko we dwoje. Na mój gust moglibyśmy sobie odpuścić ale Kasia najwyraźniej chciała. Nie będzie.

Przygotowania.

Do startu gotowi...

Kontakty rodzinne w kwietniu 2020.

Tupanie.

Od kilku dni mamy sąsiadów. Na razie nasza czujność alarmuje, gdy słyszymy szum wody w rurach albo tupanie na schodach. Ostatecznie przez ostatnie cztery lata słyszeliśmy tylko ciszę. Przyzwyczaimy się. To tupanie przypomina mi każdorazowo podobne, słyszane sześć lat temu. Pierwsze odczucie jest radosne, a za moment przychodzi jednak rozczarowanie, smutek: to nie Dominik tupie.
I do jeszcze jednej sprawy muszę się przyzwyczaić. Koniec z każdorazową kontrola tego, co przed domem. Już nie muszę pilnować, wglądać co chwilę przez okno, zarywać nocy. Może nawet uda się przestać być sową?

poniedziałek, kwietnia 06, 2020

Na odwłoku.

Trzeci tydzień już ograniczeń w poruszaniu się. Trudno to znieść. Brak ruchu, brak celu, brak spotkań z ludźmi doskwiera. Wczoraj przeglądnąłem kilka tysięcy zdjęć wykonanych przeze mnie w ciągu ostatnich pięciu lat, bo znajomy potrzebował jedno a ja zachciałem mu jeszcze dołożyć. Zauważam, że trzeba tu i ówdzie zaktualizować, bo się świat zmienił. Nie ma możliwości. Dół.
A tu dzisiaj niespodzianka. Wieczorem do mojego ogrodu przyleciała sowa. Mogłem ją widzieć i sfotografować z mieszkania. Taki miły gość.




A na końcu żona mi gościa przegoniła. Proza życia.

wtorek, marca 17, 2020

Znalezisko.

Już myślałem, że znalazłem wszystkie domy zaprojektowane przez Ericha Graziansky'ego w moim osiedlu. A tu niespodzianka: wczoraj natrafiłem na kolejny.

Takie niespodzianki to ja lubię, zwłaszcza, że pobudzają mnie do działania.

Epidemia

Mamy epidemię a nawet pandemię koronawirusa. Ludzie mają siedzieć w domach i z pewnością wielu siedzi. Jak znam życie, do czasu. Wprowadzone zostały ograniczenia dotyczące handlu. Dla mnie istotne jest skrócenie czasu pracy trafiki.

czwartek, marca 12, 2020

Odwołania.

Zanosiło się na prawie codzienne nakładania się wydarzeń. Aż tu jak grom z jasnego nieba spadła klęska wszechświatowa czyli epidemia koronawirusa. Jedną z konsekwencji było najpierw odwoływanie rozmaitych wydarzeń a później zamknięcie m. in. instytucji kulturalnych. I tak przeszło połowa moich planów uległa likwidacji. Szczęśliwie ostały się te wydarzenia, na których szczególnie mi zależało. No więc za bardzo nie odczułem strat, zapewne sporo z nich odrobi się w przyszłości. Za to prawie do końca marca w kalendarzu niemal pustki. Trzeba albo wykombinować jakiś program własny, albo zamknąć się w domu z książkami i telewizorem.
Dzisiaj, gdy zmierzałem do synagogi, najpierw trochę zmoczył mnie deszcz, a później dostałem nagrodę: ładną, podwójną tęczę.


wtorek, stycznia 07, 2020

Cześć, Kolego.

Dotarłem do etapu, gdy traci się znajomych i kolegów. To już kolejny, z którym przez ostatnie lata sporo czasu spędziliśmy razem. Brakuje go i brakować będzie tak samo, jak innego Lecha.
Cześć, Kolego. Byłeś znakomitym partnerem.

piątek, stycznia 03, 2020

Przygotowania rozpoczęte.

W tym roku odbędzie się zjazd absolwentów. Właśnie zacząłem przygotowania do niego. Zarezerwowałem sobie noclegi. Tym razem aż trzy, nie będzie jeżdżenia tam i z powrotem, starość wymaga wygód.

środa, stycznia 01, 2020

Zwijanie

Wiele lat temu zacząłem prowadzić własną osobistą stronkę internetową. Kiedy pracowałem, służyła mi także częściowo do celów służbowych. Później jednak stała się niepotrzebna ale do dzisiaj ją utrzymywałem choć już jakiś czas temu nie było potrzeby jej aktualizowania. Wreszcie podjąłem męską decyzję i przed chwilą ją zlikwidowałem. Koniec.