czwartek, października 08, 2020

Szwendanie.

 W tym roku nie uczestniczyłem w spacerach z przewodnikami miejskimi. Z oczywistego względu zaczęły się one dużo później niż w zwykłych latach, zobaczyłem zdjęcia z pierwszego - bardzo dużo uczestników, odpuściłem sobie. Jednak staram się wrócić do normalnego rytmu życia. A więc bywam w muzeum, chodzę na wydarzenia towarzyszące wystawom. Nie mogę jednak zdecydować się na pójście do kina. Nie wyobrażam sobie przesiedzieć dwie godziny w skupieniu i masce na twarzy. A czysto rozrywkowe filmy mało mnie interesują. Do tego wystarczy mi telewizja. Dla odmiany trochę zacząłem jeździć na wycieczki organizowane przez małe biura podróży. Chyba nie jest to najmądrzejsze ale w ten sposób próbuję uzupełnić braki ewentualnie przypomnieć sobie dawne czasy a wobec braku własnego pojazdu jest to właściwie jedyna możliwość.

Brak spacerów jednak odbija się na mojej formie. Masa rośnie a nogi słabną. Próbuję chodzić nieco więcej, ja - mistrz podwożenia się. Chcę także wykorzystywać nieodległą górkę, bo przywrócić sobie jaką taką sprawność w podchodzeniu.

Dzisiaj odwiedziłem Baśkę. Przywitałem ją mówiąc, że przychodzę, bo dawno się nie widzieliśmy a nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy. Mogłem sobie pozwolić, bo Baśka doskonale rozumie mój sposób żartowania, specyficzny humorek. Trochę pogadaliśmy na moich warunkach. Ona w drzwiach wejściowych do domu a ja przed ogrodzeniem, na ulicy, w odległości jakichś sześciu - siedmiu metrów. Nie chciałem wchodzić. Raz, przed laty, niechcący naraziłem jej życie i do tej pory mam wyrzuty sumienia. Nie chcę by to się powtórzyło. I tak było mi bardzo miło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz