piątek, lipca 31, 2009

Jedziemy.

Wreszcie udało się, jadę do Świdnicy. Dokładniej mówiąc - jedziemy. Kasia i Asia zapragnęły posłuchać koncertu bachowskiego w Kościele Pokoju, to jedziemy razem. Nie załatwi to moich potrzeb ale co tam, zawsze mogę odłożyć sprawy na nieco później.
W ogrodzie basenik z wodą, po przedszkolu Dominik w niej się pluska, gdy ciepło i akurat jest zdrowy. Zanosi się na to, że jutro będzie ładna pogoda, to wreszcie naoliwię meble tarasowe. Czeka na mnie to zajęcie już od miesiąca ale zawsze jakiś deszcz przeszkadzał. Drewno musi być suche, nie można oliwić na mokro. W ubiegłym roku robiłem to chyba w same moje imieniny.

niedziela, lipca 12, 2009

Czy to już po wakacjach?

Czy to już po wakacjach? Głupszego pytania chyba zadać nie mogłem. Przecież ja wcale żadnych wakacji nie mam albo mam wakacje przez cały czas, permanentne. To jak mogą mi się skończyć? W każdym razie wróciłem z letniego wyjazdu. Teraz chyba nigdzie dalej się nie wybiorę. Po pierwsze Dominik będzie chodzić do przedszkola i ktoś go musi z niego odbierać. Ktoś czyli ja. Nawet jeśli odbierze go Kasia i przyprowadzi do domu, to Młody będzie mnie szukał. Po drugie nie chce mi się. Na przykład jakoś zupełnie nie mam ochoty na coroczną jazdę do Jarosławia. Bo pojadę i co ja tam będę robił? Tak jak ostatnio, krótkie spacerki po mieście i słuchanie powtarzanych po raz nie wiadomo który opowieści o ludziach i sprawach, które mnie już mało interesują?
Do Świdnicy nie pojechałem, bo pogoda była w kratkę, a ja potrzebuję bezdeszczowego dnia. Jeszcze będą okazje, tylko w soboty. Wczoraj z nudów chyba wpadło mi do głowy, że można zrobić mały wyskok do Rakoszyc, zobaczyć, co tam się zmieniło. Sprawdziłem autobusy, masakra, polikwidowano wszystkie dogodne kursy. Jedynie można próbować podróży przez Kąty Wrocławskie, a i to jedynie dla odmiany w dni robocze. Chociaż właściwie czy warto?
I tak sobie siedzę w domu, trochę czytam, trochę oglądam tv, całkiem jak prawdziwy, przeciętny, by nie powiedzieć rasowy emeryt. I jeszcze patrzę, jak i w ogrodzie trawa rośnie. Wkrótce trzeba ją będzie kolejny raz kosić.

poniedziałek, lipca 06, 2009

Wyjechałem i wróciłem.

Po powrocie Dominik był w domu przez dwa dni. Oczywiście chodził do przedszkola. A później pojechał ze mną i Kasią do Łagowa. Pobyliśmy razem trzy doby i musiałem wrócić do domu. Jednak ojciec i bardzo stary pies to pewne obowiązki. W Łagowie zostałem zastąpiony przez drugą babcię Dominika.
A tu niespodzianka. Odezwał się mailem dawny, jeszcze z czasów wojny kolega Pradziadka czyli mojego ojca. Wstępnie zapowiedział swój przyjazd w pierwszym tygodniu września. No to sobie staruszkowie pogadają.
Dzisiaj skosiłem trawę w ogrodzie. To już chyba piąty raz w tym roku. Tym razem przez pogodę i mój wyjazd dałem jej trochę podrosnąć więc koszenie trwało znacznie dłużej niż na ogół. Poza tym mimo, że od wczorajszego ranka nie padało, trawa jest strasznie mokra. Pod drzewami aż stała woda. Mokro i ciepło to sobie rośnie.
Ciągle nie mogę wybrać się do Świdnicy. Może uda się w środę albo w czwartek. Dobrze, że nie umawiałem się z Jolą.