poniedziałek, lipca 06, 2009

Wyjechałem i wróciłem.

Po powrocie Dominik był w domu przez dwa dni. Oczywiście chodził do przedszkola. A później pojechał ze mną i Kasią do Łagowa. Pobyliśmy razem trzy doby i musiałem wrócić do domu. Jednak ojciec i bardzo stary pies to pewne obowiązki. W Łagowie zostałem zastąpiony przez drugą babcię Dominika.
A tu niespodzianka. Odezwał się mailem dawny, jeszcze z czasów wojny kolega Pradziadka czyli mojego ojca. Wstępnie zapowiedział swój przyjazd w pierwszym tygodniu września. No to sobie staruszkowie pogadają.
Dzisiaj skosiłem trawę w ogrodzie. To już chyba piąty raz w tym roku. Tym razem przez pogodę i mój wyjazd dałem jej trochę podrosnąć więc koszenie trwało znacznie dłużej niż na ogół. Poza tym mimo, że od wczorajszego ranka nie padało, trawa jest strasznie mokra. Pod drzewami aż stała woda. Mokro i ciepło to sobie rośnie.
Ciągle nie mogę wybrać się do Świdnicy. Może uda się w środę albo w czwartek. Dobrze, że nie umawiałem się z Jolą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz