piątek, lipca 31, 2009

Jedziemy.

Wreszcie udało się, jadę do Świdnicy. Dokładniej mówiąc - jedziemy. Kasia i Asia zapragnęły posłuchać koncertu bachowskiego w Kościele Pokoju, to jedziemy razem. Nie załatwi to moich potrzeb ale co tam, zawsze mogę odłożyć sprawy na nieco później.
W ogrodzie basenik z wodą, po przedszkolu Dominik w niej się pluska, gdy ciepło i akurat jest zdrowy. Zanosi się na to, że jutro będzie ładna pogoda, to wreszcie naoliwię meble tarasowe. Czeka na mnie to zajęcie już od miesiąca ale zawsze jakiś deszcz przeszkadzał. Drewno musi być suche, nie można oliwić na mokro. W ubiegłym roku robiłem to chyba w same moje imieniny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz