wtorek, września 29, 2009

Trochę się podziało.

Na pogrzebie byliśmy. Dostałem z niego nieco zdjęć, bo sam na takich okazjach nie pstrykam.
A w miniony weekend zacząłem sezon siatkówki. Od razu trzy razy po dwa mecze: pierwsza runda Mistrzostw Europy Kobiet. Tak sobie siedziałem, oglądałem i marzyłem. A to by nasze dziewczyny okazywały co najmniej tyle hartu ducha, co Niemki. A to by moja ulubiona środkowa grała jak Barazza (Madzia i tak tego nie czyta). Przy okazji spotkałem trochę znajomych. W tę sobotę ruszają rozgrywki trzeciej ligi i kadetek, w niedzielę - juniorek. Szkoda, że jak zwykle przy pustej trybunie. Trochę trudno, by było inaczej, skoro na razie brak informacji o godzinach rozgrywania meczów. Może do piątku się pokażą. A dziesiątego jazda do Świdnicy. I już wiadomo: siedemnasta, na Pionierów. Czternastego wyskok do Trzebnicy - Gaudia powalczy z Olimpią. Będzie ciekawie.
Od piątku do wczoraj Dominik mieszkał u nas, bo jego rodzice rajzowali po świecie. Przy okazji zawieźli rower do Oli. Nareszcie sobie pojeździ i pojazd nie będzie bez potrzeby kurzył się u mnie w piwnicy.
Od wczoraj Leon coś niedomaga. Ale zachowuje się jakby mu nic nie było. Ciekawe.

piątek, września 18, 2009

Kolejny miesiąc minął.

Sierpień minął tak spokojnie, że nawet nie było o czym pisać. Jedynie odnotuję, że pod koniec byliśmy w Puszczykówku. Chodziło o możliwość przenocowania dla Dominika. I właściwie to wszystko. Niemal niezauważone minęły moje urodziny. Chyba jestem już tak stary, że rodzina uważa za stosowne zapominanie o tej dacie.
A wrzesień już tradycyjnie. Ledwo się zaczął, a ja kicham, kaszlę,... Przynajmniej wyjaśniło się (niestety, nie dla wszystkich), że zarazy nie przynoszę z przedszkola. Przecież przez cały sierpień do niego chodziłem i nic. A we wrześniu od razu. Dominik też podłapał ponoć anginę. Bardzo szybko mu minęła. Właściwie po dwóch dniach nie miał żadnych objawów, szczęściarz.
Wczoraj zmarła siostra mego ojca, ciocia Truda. Na pogrzeb jedziemy w poniedziałek.
Jutro czwarte urodziny Dominika. Balujemy.