Na pogrzebie byliśmy. Dostałem z niego nieco zdjęć, bo sam na takich okazjach nie pstrykam.
A w miniony weekend zacząłem sezon siatkówki. Od razu trzy razy po dwa mecze: pierwsza runda Mistrzostw Europy Kobiet. Tak sobie siedziałem, oglądałem i marzyłem. A to by nasze dziewczyny okazywały co najmniej tyle hartu ducha, co Niemki. A to by moja ulubiona środkowa grała jak Barazza (Madzia i tak tego nie czyta). Przy okazji spotkałem trochę znajomych. W tę sobotę ruszają rozgrywki trzeciej ligi i kadetek, w niedzielę - juniorek. Szkoda, że jak zwykle przy pustej trybunie. Trochę trudno, by było inaczej, skoro na razie brak informacji o godzinach rozgrywania meczów. Może do piątku się pokażą. A dziesiątego jazda do Świdnicy. I już wiadomo: siedemnasta, na Pionierów. Czternastego wyskok do Trzebnicy - Gaudia powalczy z Olimpią. Będzie ciekawie.
Od piątku do wczoraj Dominik mieszkał u nas, bo jego rodzice rajzowali po świecie. Przy okazji zawieźli rower do Oli. Nareszcie sobie pojeździ i pojazd nie będzie bez potrzeby kurzył się u mnie w piwnicy.
Od wczoraj Leon coś niedomaga. Ale zachowuje się jakby mu nic nie było. Ciekawe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz