wtorek, lutego 28, 2006

Spotkania.

W minioną niedzielę przyjechała Brygida. Nie widziałem jej, mojej ulubionej siostrzenicy, około 20 lat. Zmieniła się bardzo, wiadomo, ale nie tak, by jej nie poznać. Pobyła do dzisiaj i pojechała w swoje dawne strony. Mniej więcej za dwa tygodnie ma przyjechać znowu, tak umawiała się z Kasią. Oczywiście zakładały, że Kasia wtedy będzie w domu, bo ostatnio to różnych rzeczy można się spodziewać. Rodzinka manipuluje nią, jak chce, a ta frajerka się daje.
Wracając od Dominika w autobusie spotkałem Marysię M. Rozpoczęła studia doktoranckie. No, no, dziewczyna się rozkręciła. Wkrótce będziemy sąsiadami, ma przeprowadzić się do bloku, który buduje się w pobliżu.
Jutro mają do mnie wpaść Heniu z Asią z zadankami. Trochę z ociąganiem się godziłem, bo czasu niewiele to i za efekty ręczyć za bardzo nie mogę. Ale jeśli będą dostatecznie zdesperowani, to nawet im odległość nie przeszkodzi. A zresztą może i warto spróbować.
Wczoraj dzwoniłem do Andrzeja, trochę sobie pogadaliśmy. Dzisiaj też mam zamiar zadzwonić. Chcę się dowiedzieć, co usłyszał od zaprzyjaźnionego papugi w sprawie Jacka. Ten dla odmiany wybierać się chce za granicę. Ciekawe jak i za co. Bez pieniędzy i perspektywy zajęcia może się wybrać na pieszą wycieczkę do Słowacji najdalej.

sobota, lutego 25, 2006

Siatkarski tydzień.

W tym tygodniu też były dwa mecze. Obydwa w Środzie Śląskiej. Prawdę mówiąc, żadna to dla mnie uciążliwość. Nawet byłem zadowolony, bo połączyłem dwie, ba, trzy przyjemności. Obejrzałem mecze, byłem w mieście, które lubię i spotkałem p. Sławka. Mogłem chwilkę sobie z nim pogadać. Zawsze to przyjemnie powspominać miłe minione czasy w rozmowie z osobą lubianą i cenioną przez siebie.
Teraz mam dwa tygodnie posuchy, aż do 11 marca. A tego 11 do wyboru, bo znowu dwa mecze, tylko chyba w tym samym mniej więcej czasie. Co tu wybrać, chyba pójdę na występ drużyny drugoligowej. Fajnie grają, a mecz ma większą stawkę i wynik jest mniej wiadomy.

sobota, lutego 11, 2006

Byłem w gmachu Nowej Giełdy.

Ciekawe, ile procent przypadkowo napotkanych na ulicy osób wiedziałoby, co to jest Nowa Giełda. No dobra, byłem w Hali Gwardii na Krupniczej. Wstyd się przyznać, pierwszy raz w życiu. A przecież przez rok mieszkałem nie dalej, niż 300 m od niej. To było już 35 lat temu. A dzisiaj poszedłem sobie na mecz drugiej drużyny siatkarek Gwardii. Od pewnego czasu wybierałem się i jakoś nie wychodziło. Wreszcie poszedłem i wcale nie żałuję. Było widowiskowe, fajne granie. Może czasami widać było nadmiar woli ale przecież u młodziutkich zawodniczek nie powinno to wcale dziwić. Jak uda się, jutro też pójdę. Przy okazji stwierdzam, że sama sala jest bardzo ładna choć nieszczególnie nadaje się do oglądania widowisk sportowych, bo niezbyt dobrze obserwuje się wszystko z góry. Ale przecież budowano ten gmach w zupełnie innym celu.

środa, lutego 08, 2006

Żarów

Ostatnio skanowałem sporo zdjęć z Żarowa i tak jakoś zachciało mi się tam pojechać. Dawno nie byłem, jakieś półtora roku ale jeszcze poczekam, aż się ociepli. Przez wiele lat nie chciałem tam jeździć. Nie żebym miał jakieś związane z tym miastem złe wspomnienia. Po prostu bardzo nie podobało mi się. I nadal uważam, że za ładne to ono nie jest, choć już nie tak paskudne, jak dawniej i przede wszystkim nie tak cuchnące. Za to teraz coraz większą rolę odgrywają wspomnienia. Ojej, skłamałem, byłem w Żarowie jesienią ubiegłego roku. Za to tylko przejazdem przy okazji powrotu ze Świdnicy w któryś dzień zjazdu, chyba pierwszy.