W minioną niedzielę przyjechała Brygida. Nie widziałem jej, mojej ulubionej siostrzenicy, około 20 lat. Zmieniła się bardzo, wiadomo, ale nie tak, by jej nie poznać. Pobyła do dzisiaj i pojechała w swoje dawne strony. Mniej więcej za dwa tygodnie ma przyjechać znowu, tak umawiała się z Kasią. Oczywiście zakładały, że Kasia wtedy będzie w domu, bo ostatnio to różnych rzeczy można się spodziewać. Rodzinka manipuluje nią, jak chce, a ta frajerka się daje.
Wracając od Dominika w autobusie spotkałem Marysię M. Rozpoczęła studia doktoranckie. No, no, dziewczyna się rozkręciła. Wkrótce będziemy sąsiadami, ma przeprowadzić się do bloku, który buduje się w pobliżu.
Jutro mają do mnie wpaść Heniu z Asią z zadankami. Trochę z ociąganiem się godziłem, bo czasu niewiele to i za efekty ręczyć za bardzo nie mogę. Ale jeśli będą dostatecznie zdesperowani, to nawet im odległość nie przeszkodzi. A zresztą może i warto spróbować.
Wczoraj dzwoniłem do Andrzeja, trochę sobie pogadaliśmy. Dzisiaj też mam zamiar zadzwonić. Chcę się dowiedzieć, co usłyszał od zaprzyjaźnionego papugi w sprawie Jacka. Ten dla odmiany wybierać się chce za granicę. Ciekawe jak i za co. Bez pieniędzy i perspektywy zajęcia może się wybrać na pieszą wycieczkę do Słowacji najdalej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz