Ciekawe, ile procent przypadkowo napotkanych na ulicy osób wiedziałoby, co to jest Nowa Giełda. No dobra, byłem w Hali Gwardii na Krupniczej. Wstyd się przyznać, pierwszy raz w życiu. A przecież przez rok mieszkałem nie dalej, niż 300 m od niej. To było już 35 lat temu. A dzisiaj poszedłem sobie na mecz drugiej drużyny siatkarek Gwardii. Od pewnego czasu wybierałem się i jakoś nie wychodziło. Wreszcie poszedłem i wcale nie żałuję. Było widowiskowe, fajne granie. Może czasami widać było nadmiar woli ale przecież u młodziutkich zawodniczek nie powinno to wcale dziwić. Jak uda się, jutro też pójdę. Przy okazji stwierdzam, że sama sala jest bardzo ładna choć nieszczególnie nadaje się do oglądania widowisk sportowych, bo niezbyt dobrze obserwuje się wszystko z góry. Ale przecież budowano ten gmach w zupełnie innym celu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz