Zanosiło się na prawie codzienne nakładania się wydarzeń. Aż tu jak grom z jasnego nieba spadła klęska wszechświatowa czyli epidemia koronawirusa. Jedną z konsekwencji było najpierw odwoływanie rozmaitych wydarzeń a później zamknięcie m. in. instytucji kulturalnych. I tak przeszło połowa moich planów uległa likwidacji. Szczęśliwie ostały się te wydarzenia, na których szczególnie mi zależało. No więc za bardzo nie odczułem strat, zapewne sporo z nich odrobi się w przyszłości. Za to prawie do końca marca w kalendarzu niemal pustki. Trzeba albo wykombinować jakiś program własny, albo zamknąć się w domu z książkami i telewizorem.
Dzisiaj, gdy zmierzałem do synagogi, najpierw trochę zmoczył mnie deszcz, a później dostałem nagrodę: ładną, podwójną tęczę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz