Trzeci tydzień już ograniczeń w poruszaniu się. Trudno to znieść. Brak ruchu, brak celu, brak spotkań z ludźmi doskwiera. Wczoraj przeglądnąłem kilka tysięcy zdjęć wykonanych przeze mnie w ciągu ostatnich pięciu lat, bo znajomy potrzebował jedno a ja zachciałem mu jeszcze dołożyć. Zauważam, że trzeba tu i ówdzie zaktualizować, bo się świat zmienił. Nie ma możliwości. Dół.
A tu dzisiaj niespodzianka. Wieczorem do mojego ogrodu przyleciała sowa. Mogłem ją widzieć i sfotografować z mieszkania. Taki miły gość.
A na końcu żona mi gościa przegoniła. Proza życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz